AniołemByłam
MiVidaMiCamino.blog.interia.pl
<< Styczeń 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
Księga gości
 
O mnie
MiVidaMiCamino
Słówko o mnie
Zobacz mój profil
Archiwum
Rok 2012
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
3032
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
198
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
3
Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
79
Oddaj głos na szablon!
Aktualna liczba głosów:
 
18128
Skontaktuj się
Temat:
Treść:
Podpis:
E-mail:
 
Kocham cie w 100 językach:

Afrykanerski - Ek is lief vir jou, Ek het jou lief
Albański - Te dua, Te dashuroj, Ti je zemra ime
Alzacki - Ich hoan dich gear
Angielski - I love you, I adore you
Apacze - Sheth shen zhon
Arabski (formalny) - Ohiboke (mężczyzna do kobiety), Nohiboka (kobieta do męzczyzny)
Armeński - Yes kez si'rumem
Ashanti/Akan/Twi - Me dor wo
Assamese - Moi tomak bhal pau
Bangladesz - Ami tomake walobashi
Baskijski - Maite zaitut
Bassa - Mengweswe
Batak - Holong rohangku di ho
Bemba - Ndikufuna
Berberyjski - Lakh tirikh
Bośnia - Volim te
Brazylijski/Portugalski - Eu te amo
Brazylijski /Galicyjski - Querote, Amo-te
Bułgarski - Obicham te, As te obeicham
Burmese - Chit pa de
Cajun - Mi aime jou
Cebuano - Gihigugma ko ikaw
Chiński - Gwa ai li (Amoy), Ngo oi nei (kantoński), Wo oi nei
Chorwacki (formalny) - Ja vas volim (gramatycznie), Volim vas (dowolnie)
Chorwacki (potoczny - Ja te volim (używane w gramatycznie), Volim te (dowolnie) Czejenowie - Ne mohotatse
Czeski - Miluji te, Ma'm te (velmi) ra'd
Duński - Jeg elsker dig
Dusun - Siuhang oku dia
Ecuador Quechua - Canda munani
Esperanto - Mi amas vin
Estoński - Mina armastan sind
Etiopski - Afgreki'
Farsi - Tora dost daram
Filipiński -Iniibig kita, Mahal kita Finnish (formalnie), Rakastan sinua
Fiński - (Ma") rakastan sua
Francuski (formalny) - Je vous aime
Francuski - Je t'aime
Galicyjski/Brazylijski - Querote
Galicyjski/Portugalski - Eu te amo
Grecki (starogrecki) - Philo se
Grecki - S'agapo, Eime eroteumenos me 'sena(mężczyzna do kobiety), Eime eroteumeni me 'sena (kobieta do mężczyzny)
Grenlandzki - Asavakit
Gronings - Ik hol van die
Gruziński - Miqvarhar, Miqvarharth
Hawajski - Aloha wau ia 'oe
Hebrajski - Anee ohev otakh (mężczyzna do kobiety), Anee ohevet otkha (kobieta do mężczyzny)
Hindi - Mai tumase pyar karata hun (mężczyzna do kobiety), Mai tumase pyar karati hun (kobieta do mężczyzny), Mai tumse pyar karta hoon
Hiszpański - Te amo, Te quiero
Hokkien - Wa ai lu
Hopi - Nu' umi unangwa'ta
Ibaloi - Pip-piyan tana
Indonezyjski - Saya cinta padamu, Saya cinta kamu
Interglossa - Mi esthe philo tu
Irański - Mahn doostaht doh-rahm
Irish - Taim i' ngra leat
Islandzki - Eg elska thig
Japoński - Kimi o aishiteiru, Aishiteiru
Jugosłowiański - Ja te volim
Kambodża - Kh_nhaum soro_lahn nhee_ah
Kannada - Naanu ninnanu preethisuthene
Kataloński - T'estimo (Katalonia), T'estim (Majorka), T'estime (Walencja)
Korean - (Tangsinul) Saranghae, (Tangsinul) Saranghaeyo
Korsykański - Ti tengu cara (mężczyzna do kobiety),Ti tengu caru (kobieta do mężczyzny)
Kurdyjski - Ez te hezdikhem
Laotański - Khoi hak jao
Libański - Bahibak
Lingala - Nalingi yo
Litewski - Tave myliu, Ash mir lutavah
Lojban - Mi do prami
Luxembourgish - Ech hun dech ga"r
Łacina - Te amo, Vos amo
Łotewski - Es milu tevi
Maa - Ilolenge
Macedoński - Te ljubam
Majów (jukatański) - 'in k'aatech, In yakumech
Malajaski/Indonezyjski - Saya cintakan kamu (gramatycznie poprawnie), Saya cinta akan kamu(wersja rozzerzona)
Marokański - Kanbhik, Kanhebek
Niderlandzki - Ik hou van je, Ik hou van jou, Ik ben verliefd op jou
Niemiecki (formalnie) - Ich liebe Sie (rzadko używane)
Niemiecki dialekty - I moag di gern, I lieb di, Ick liebe Dich
Norweski - Jeg elsker deg (Bokmaal), Eg elskar deg (Nynorsk)
Perski (Iran) - Tora dost daram
Polski - Kocham cię, Kocham ciebie
Portugalski - Eu amo-te
Rosyjski - Ja vas liubliu, Ja tiebia liubliu
Rumuński - Te iubesc
Serbski (formalny) - Ja vas volim
Słowacki - Lubim ta, Mam ta rad, Milujem ta
Słoweński - Ljubim te
Szwedzki - Jag a"lskar dig
Turecki - Seni seviyorum
Ukraiński - Ja tebe kochaju, Ja was kochaju
Węgierski- Szeretlek
Włoski- Ti amo, Ti voglio bene


"Nic dwa razy"

Nic dwa razy sie nie zdarza
I nie zdarzy. Z tej przyczyny
Zrodzilismy sie bez wprawy
I pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
Najlepszymi w szkole świata,
Nie bedziemy repetować
Żadnej zimy ani lata.

Żaden dzień sie nie powtórzy,
Nie ma dwóch podobnych nocy,

Dwóch tych samych pocałunków,
Dwóch jednakich spojrzeń w oczy.


Wczoraj, kiedy twoje imię
Ktos wymówił przy mnie głośno,
Tak mi było, jakby róża
Przez otwarte wpadła okno.

Dziś, kiedy jesteśmy razem,

Odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?

Czemu ty sie, zła godzino,
Z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś- a więc musisz minąć.
Miniesz- a więc to jest piękne.


Uśmiechnięci, wpółobjęci,
Spróbujemy szukać zgody,
Choć różnimy sie od siebie,
Jak dwie krople czystej wody.



                                                        Szymborska Wisława




Notki
2010-02-25
Leże sobie kompletnie bez energii.... Pewnie przez do że szalałyśmy z Kaśką przez cały dzień....Chociaż nie.... największym powodem mojego smutku jest to że Damian woli sobie przy kompie posiedzieć niż ze mną chwilę porozmawiać ....Ale coż....przecież nie mam się o co czepiać...każdy ma inne prioritety.... Trudno.....Kogo obchodzą moje uczucia..?? =( Nikogo....
Dzisiaj mi się zaspało na biologie.... ale to chyba przez nadmiar leków.... nastawiłam sobie 3 budziki....nie pamiętam żeby któryś dzwonił....Rano normalnie chodziłam jak naćpana.... Ale trudno....przynajmniej dzisiaj już dobrze się czuje....
Mam ostatnie straszne schizy na punkcie dzieci.... jak ja bym chciala mieć takie maleństwo... Moja sąsiadka jest w zaawansowanej ciąży, a jest tylko o 2 miesiące starsza odemnie.... ja też tak chce =(. Brakuje mi strasznie miłości.... Jak widze jaka Kaśka łazi szczęśliwa to normalnie mam doła.... Dlaczego w moim życiu tak nie ma?? Dlaczego mój facet nie czuje potrzeby żeby się częściej ze mną widywać, tylko czeka na to jedyne spotkanie w miesiącu jak na dzień apokalipsy....Coraz bardziej mam dość takiego życia... Bo są tylko obietnice i nic więcej.... A ja chce normalnie żyć.... A on jakby naprawde tęsknił to by zrobił wszystko żebyśmy się częściej widywali.... Czasami mam wrażenie, że celowo sobie wyszukuje wymówki żeby nie przyjechać albo że nawet nie próbuje....bo w końcu sobotę lepiej jest spędzić nudząc się w domu....bo w bajki że się "uczy" nie wierze, bo sama widze jak się "uczy"....Widocznie wszystko ma swój początek i koniec.... A jak to wszystko się nie zmieni to nie widzę dla nas żadnej przyszłości....Live is brutal....


2010-02-22
Znów przystępuje do intensywnego myślenia.....Oznajmiłam Damianowi że musze pomyśleć...przyjął to obojętnie...coś w stylu rób se co chcesz mnie i tak to nie interesuje....Nie wiem czy nasz związek ma dalej sens...nie wiem czy ma sens związek przez telefon....Kocham go, ale ile tak można??!! Widujemy się praktycznie co miesiąc....Dlaczego?? Hmm...tego to sama do końca nie wiem.... Ale generalnie rzecz ujmując brakuje mi wszystkiego co jest w normalnym związku....Ciągle siedze w domu i patrze na szczęście innych... Ale ten związek bardzo pomógł mi zrozumieć mój poprzedni i zobaczyć swoje błędy i to że wina zawsze leży po obu stronach...Jestem mądrzejsza niż wtedy.... Będąc z Damianem zobaczyłam w nim siebie parę miesięcy temu.... nie wiem jak Marcin to wytrzymywał....to ciągłe czepianie się, gadanie o beznadziejności i o zabijaniu....nie dziwię się że miał mnie dość... Chciałabym mu to wszystko powiedzieć, bo jestem mu to winna... No ale kiedyś padło za dużo słów...on nie chce mnie znać....Ale najważniejsze jest to że zrozumiałam....I jestem o to doświadczenie życiowe mądrzejsza...Ciekawa jestem kiedy to dotrze do Damiana....tylko wtedy już może być za późno...
Z resztą o czym ja mówie...na blogu dzisiaj sugerował że coś sobie zrobi.... Hmmm... a mnie zawsze powtarzał że jeśli sobie cos zrobie tzn. że mi na nim nie zależy.... jaki z tego wniosek?? To jemu przestaje zależeć jesli tak mówi....bo jesli mnie tak mówił, tzn że wie to z doswiadczenia, bo watpie żeby to mówił od picu....
Zaczynam czuć że jestem przykuta łańcuchem do ziemi, po prostu się dusze....Zero rozrywki...NIC!! Dość mam werteryzmów....Werter w końcu źle skończył... Chce zacząć żyć!! Po prostu chce zacząć żyć!! Nie mogę się doczekać kiedy bedzie wiosna, uwielbiam tą porę roku...kiedy wszystko budzi sie do życia i tak bosko pachnie, normalnie jak narkotyk który dodaje sił do zycia.... A potem lato =] Ahhh=] To będzie szalone sportowe lato=] Już się z Katarzyną postaramy=P I nie ma huja trzeba dotrzymać postanowień !!
Ehh...muszę sobie wszystko uporządkować w życiu.... czasami chcialabym tak szczerze z całego serca je zakończyć, ale kiedy emocje opadaja widzę druga stronę medalu....i drogę która mam do przebycia a gdzieś daleko daleko cel.... Wiem że nie moge się poddac ale czasem jest bardzo ciężko...bo bardzo trudno jest sobie poradzić gdy się nie ma wsparcia w najbliższych...
No ale musze się uczyć tej niezależności.... co prawda mama się czepia że jestem aż nadto niezależna i w ogóle jej nie słucham, no ale trudno...niech się przyzwyczajają....bo to moje życie i ja nim kieruje....bo to moje decycje ktorych to ja konsekwencje pozytywne badź negatywne bede ponosic przez całe zycie.....

2010-01-24
Właśnie wróciłam z kościoła.... Na mszy stałam tak bez zycia i patrzyłam w podłoge.... Ksiądz coś tam mówił o Małym Księciu.....Tyle zapamiętałam.... Tak stałam i zastanawiałam się dokąd ja właściwie ide..... I nie wiem po prostu..... Kiedyś miałam mnóstwo marzeń i chciałam do nich dążyć..... A teraz skreślam je jedno po drugim...... Z każdym kolejnym dniem stają się bez sensu....  Ehhh..... nie pisałam o tym wczesniej, ale jakiś czas temu Marcin przeczytał mojego bloga i stwierdził że byłam z nim z litości =( A tak nie było. No może na początku trochę, ale potem to wszystko było jak najbardziej szczere. Ale nie do tego zmierzam. Czasem łatwo jest powiedzieć "Nie przejmuj się nim"...... No ale to był mój przyjaciel.....zawsze przedewszystkim nie chłopak tylko przyjaciel. Kiedyś mi obiecał że mimo wszystko co się stanie z naszym związkiem nadal bedziemy się przyjaźnić.... Widocznie dla niego nigdy nie było tej przyjaźni =( A mnie jest po prostu smutno, bo jakby na to nie patrzeć to tworzył kiedyś mój świat, a jak się wszystko pomiędzy nami skończyło to sobie po prostu uznał że mnie nie zna. Przyjaciele tak nie robią..... Z resztą o czym ja w ogole mówie, ta "przyjaźń" to była przeciesz tylko taka gra, żeby mnie "zdobyć"..... I w ten oto sposób sobie uświadomiłam ze przyjaźn pomiedzy kobietą i meżczyzną nie istnieje. Ale mniejsza z tym.
A tak pozatym?? Pozbywam się brata, bo do babci jedzie na tydzień..... Teraz już będe kompletnie sama... Ta franca przynajmniej od czasu do czasu przychodziła żeby mnie powkurzać.... Co się stało z moim zyciem?? Przecież wcześniej tak nie było...... Lepiej wychodziło mi udawanie i się dostosowywałam do innych.... ale nie bedac sobą.... Teraz jest taka bariera ze wszystkich stron.... a wewnątrz mój świat, a w nim tylko ja..... ciemność.... I nikt nigdy do tego swiata nie wejdzie.... bo nie.....z resztą kogo ja obchodze?? Ehh.... szkoda gadać...i tak wszystko jest bez sensu.....



2010-01-23 Ehhh.....
Hmmm.... dużo się ostatnio działo....  20 miałam się spotkać z Damianem moim. No ale nie dało rady, bo jakieś choróbsko mnie rozłożyło. Ale ok... jakoś to przeżyłam, było ciężko ale dałam rade. Mamy się zobaczyć w poniedziałek..... A potem?? Sie zobaczy, pewnie dopiero 10.... Już tęsknie....
19 minęły 4 miesiące odkad jesteśmy razem....Cudowne 4 miesiące, ale to dopiero początek. Tych miesięcy będzie jeszcze więcej....Ehhh.... Nie mam kompletnie humoru..... Siedze sobie i pisze, taka kompletnie bez życia..... Spać mi się ciągle chce..... Miałam czytać książke ale nie da rady..... każde przeczytane słowo po prostu jak w przepaść.... przepada.... Jakoś nie moge przeżyc poprzedniej książki..... Nawet się rozpłakałam na końcu..... Trudno by było nie płakac przy takim zakończeniu....
Strasznie dużo mysle ostatnio o zyciu.... Chce coś zmienić, ale się nie da.... Codziennie jest takie samo..... Codziennie wstaje, a reszta dnia mi ucieka..... Po prostu nie mogę znieść tego że tak marnuje życie..... Chce się wyrwać z tego łańcucha i zrobic cos z sobą, ale nie umiem..... Nie mam kompletnie na nic siły..... Smutno mi..... Kiedyś kochałam zime i w ogóle zawsze zimą było lajtowo, a teraz?? Teraz jest taka wegetacja z dnia na dzień i jakieś ozywienie w  postaci spotkania z Damianem, a potem wszystko znów staje się szare.....i takie monotonne. Wiem że nie nalezy się poddawać, ale cóż bezsilna jestem i tyle..... Nadzieje że coś sie kiedyś zmieni można mieć zawsze. Ehhh..... cholera mnie już bierze jak patrze na ten śnieg. Huj by go trafił!! Wrrrr =/ Ale przynajmniej moja Meszka się bardzo ładnie w  nim komponuje.
Przesiedzieć całe ferie w domu..... Naprawde mam już dość =( Po prostu płakać się chce =(



2010-01-15
Smutny był dzisiaj dzień...... jak nie spałam to czytałam książke..... "Ojciec Goriot"..... na początku się wydawało nudne jak cholera, no ale jak ja już coś zaczynam no muszę skończyć.... I czytałam dalej..... Przebrnęłam przez pierwsze 4 kartki i z biegiem stron książka się robi coraz ciekawasza a zarazem smutniejsza..... Mówi o człowieku wyśmiewanym przez innych, człowieku, który został sam, ponieważ jego córki się go wyparły, wybierając kase..... Strasznie smutne =( Mam nadzieje że skończy się w miare pozytywnie..... mimo śmierci.....
Ehhh...... przez cały dzień praktycznie siedziałam sama w pokoju...... no prawie sama, bo oczywiście moja Meszka przy mnie była.....
Wczoraj normalnie naszło mnie na wspomnienia..... przypomniałam sobie jak Marcin mnie zostawił w naszą rocznicę..... i doszłam do wniosku że byłam kompletną idiotką że znosiłam to wszystko..... Ale i tak niczego nie żałuje, bo bywało też bosko.... Ale mniejsza z tym.
Pusto mi strasznie ostatnio...... Mam wrażenie że jestem całkiem sama..... Że nikogo nie obchodzi co się ze mną dzieje..... Bo w sumie ciągle jestem sama..... Ewentualnie Damian po południu zadzwoni albo i nie...... Popiszemy trochę wieczorem...... I życie mija..... Nienawidzę się za to że nie potrafie go wykorzystać jak trzeba, że marnuje je na spanie i patrzenie w sufit..... I nie potrafie z tym nic zrobić..... Jestem sama i bezsilna...... Każdego dnia walcze o to by się nie dobić..... Nawet kot ostatnio mi się nawet pogłaskać nie daje..... Widocznie jestem aż tak beznadziejna że nawet ona to widzi...... Czasami lepiej by było tak po prostu zasnąć i się nie obudzić, ale co dalej?? Jaki sens ma taka ucieczka?? Żaden..... Przunosi tylko bezczynność..... Czasami uciec jest najłatwiej, ale wtedy nie potrafiłabym spojrzeć w lustro..... To nie byłabym ja...... Narazie moje życie to istna wegetacja..... Ale kiedyś tak jak mój Feniks umre by zyć na nowo.....



2010-01-13 ..../../..../......./........../...................../..................................-.....................................................................
Siedzę sobie sama...... nie mam kompletnie na nic siły......czuje się taka niepotrzebna....... i samotna....... Chciaż.....nie do końca samotna...... Meszka jest ze mną......pogryzie, podrapie, pomruczy....... ale jest. Mam wrażenie że Damian już nie czuje takiej potrzeby kontaktu ze mną jak wcześniej..... Że o mnie zapomina...... Niby ja też się czasem mogę odezwać jak on się nie odzywa...... Ale nie..... Przyrzekłam to sobie..... Do Marcina ciągle musiałam pierwsza pisać, bo on by się nie odezwał.... a jak już się odzywałam to zaraz zbywał rozmowe...... Albo jak się nie odzywał..... to zawsze próbowałam się dowiedzieć co się z nim dzieje..... jego siostra już miała dość ciągłych telefonów, Arek z resztą też....... i wszyscy mnie okłamywali, bo kazał mówić że go nie ma..... Nigdy więcej...... 
Wczoraj już nie wiedziałam co mam z sobą zrobić...... najchętniej wzięłabym szkło i się pocięła.... no tak..... ale szkło wyrzuciłam..... ale to nic, przecież w domu są noże...... i zyletki....... Ale walczyłam..... i nic sobie nie zrobiłam.....
A życie dalej jest do niczego.......
Wczoraj się dowiedziałam że mój tata jedzie dzisiaj do Krk..... chciałam jechać.... ale i tak bym nie mogła, bo z kolegą pojechał..... Chciałam wieczorem napisać do Damiana.... ale nie byłam w stanie..... Nie wiem co się ze mną działo, ale byłam kompletnie nie przytomna, jak brałam telefon do reki to nie wiedziałam co pisze.....

NADAL WSZYSTKO JEST BEZ SENSU!!!!

Tęsknie strasznie za Damianem......Cholernie mi go brakuje..... Wczoraj jak gadaliśmy przez telefon i jak usłyszałam jego głos to od razu bylo troszeczke lepiej..... Heh.... ale cóż trzeba było się nacieszyć, bo nie wiadomo kiedy następnym razem zadzwoni, bo kolęda jest teraz najważniejsza.... Ale nie mam mu tego za złe.... Zawsze w życiu człowieka są rzeczy mniej ważne, ważne i najważniejsze....... Ja sie zaliczam do tej 1 grupy. Ale to nic. Akceptuje to. Mimo że potrzebuje go teraz jak nigdy wcześniej, nie jestem zła.... Rozumiem..... A moje dno chyba już głebsze być nie może.....

IDE SIĘ PRZEJŚĆ......




2010-01-11 "GDY CI SMUTNO GDY CI ŹLE, WEŻ ŻYLETKĘ, POTNIJ SIĘ"
Ehhhh.... mam dość..... Po prostu kompletne załamanie.....  Nie radze sobie po prostu..... Ehhh wystarczyły 3 czynniki żeby mnie dobić..... 1?? Tęsknota....... Której za nic w świecie nie potrafie uciszyć..... 2?? Wczorajsze wydarzenie.......i ciągła obawa że coś idzie w złym kierunku..... Myśl że historia lubi się powtarzać.... 3?? Piękny film...... który kończy się tragicznie. Pożegnanie i śmierć..... I cierpienie. Może ktoś uznać że z tym filmem to głupota..... no ale cóż.... widocznie jestem głupia.....
Po prostu mam ochote tak rzucić wszystko..... Usiąść wygodnie na jakiejś chmurce i patrzeć w dół..... Jak inni bez sensu próbują walczyć.  W końcu i tu każda historia powtarza sie na nowo, raz lepiej raz gorzej.... Zalezy czy zasłużymy. I tak się kręci świat. No chyba że ktoś się pisze na wieczny brak uczuć w niebie.... Powodzenia. Ja już chyba w nic nie wierze..... Nie czuje tego. Modlitwa?? A po co?! Jaki sens jest gadać do Ściany?? Która i tak nie wysłucha.... To bez sensu.
Jutro przenosze się na angielski do 1 grupy..... Boje się strasznie..... Ale kogo to obchodzi?? "Bedzie dobrze." ........ ??........... O nie, nie tym razem...... Tu nawet nie chodzi o to czy dam rade czy tez nie, tylko o to że pani P. pewnie mi bedzie jeździć po ambicji przez dobre pół roku..... Ale cóż.... chciałam to mam. Mimo że juz nie chce się przenosić, to jesli już powiedziałam "A", to powiem również  "B".
Ale cóż poradzić życie bywa maksymalnie hujowe. Nie mam nawet ochoty z nikim rozmawiać. Jestem ja i mój kot, który również mnie nienawidzi..... No ale huj z tym, przynajmniej od czasu do czasu da mi się przutulić i sama się przytuli.....

WSZYSTKO JEST BEZ SENSU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 

"GDY CI SMUTNO GDY CI ŹLE, WEŻ ŻYLETKĘ, POTNIJ SIĘ"......... i zrobiłabym to z chęcią gdyby nie ta pierdolona obietnica...... Odciążając serce, chociaż na parę minut je uciszyć.....



2010-01-02 Mój Kochany =)
Miesiąc i 20 dni.... tyle według obliczeń Damiana się nie widzieliśmy..... Aż do Sylwestra.....Mieliśmy się spotkać w Wodzisławiu, o 15.30.... Wyszłam z domu wcześniej i zdążyłam sobie na wcześniejszy autobus..... Moje kochanie mimo nie za fajnych warunków drogowych też dotarł wcześniej =] Najpierw postanowiłam mu pokazać moją ex szkołę xD, potem sobie poszliśmy nad rzeczkę =] i go śniegiem rzucałam =] Następnie udaliśmy się na przystanek w celu przetransportowania się do mnie, ale bus dopiero za 1h...... więc poszlismy sobie na wycieczkę po Wodzisławiu =] Najpierw patrzyliśmy sobie na starą, rozpadającą się synagogę żydowską..... zawsze smutno mi się robi jak tamtędy przechodzę..... W końcu stwierdziłam że mi się chodzić już nie chce więc sobie resztę czasu siedzieliśmy na przystanku =] A moje słońce narzekał cały czas że mu zimno =P No nie dobry =P Przecież siedziałam przy nim =P W końcu podjechał bus =] „Dla mnie to samo” =] Śmiałam się przez całą drogę =] Oczywiście pokazałam mojemu Słońcu centrum mojej metropolii =] Magazyny xD.... Potem graliśmy w piłkę śniegiem na boisku i było zabawnie =] W końcu dotarliśmy do mnie =] Przedstawiłam Damianowi mojego brata, potem Maksymiliana, Feniksa i Meszkę moją cudaśną =] Ale nie chciał jej dać buzi =P Niedobry =P Zjedliśmy coś i wio do oglądania zdjęć xD Trochę patrzyłam a trochę nie =] Moje Kochanie pstrykało dalej a ja się przytulałam do niego =] Co tam zdjęcia =P Stęskniłam się no =P W końcu daliśmy se spokój z tymi fotami. Hehe =] Po jego prezencie wywnioskowałam że obydwoje mamy świeczki w głowie xD Hehe i o to chodzi xD Potem było mocne postanowienie oglądania filmu..... pooglądaliśmy z 20 minut i było buzi =] Wróciliśmy do oglądania gdzieś pod koniec =] Ale bosko było =** Potem się poszłam kąpać, bo już normalnie usypiałam, no ale kąpiel nie bardzo pomogła =P Łaziłam taka zmarnowana..... aż w końcu poczułam powera i puściłam disco polo xD Haha Disco polo mnie rozpolo xD Od razu mi się odechciało spać =] I w końcu 10....9....8....7....6....5....4....3....2....1!!!!!!!!!!! I mamy Nowy Rok xD I szampan =P Wypiłam 3 kieliszki i normalnie zgon =P To się nazywa słaba głowa =P Łaziłam po balkonie i wszędzie a moje Słońce pilnował żebym już więcej nie piła i nie robiła głupot =] Kochany mój =*** Po 1 wrócili moi z chrzcin Agaty =P I jeszcze chcieli żebym piła z nimi, a ja już nie mogłam normalnie patrzeć na alkohol =P Przedstawiłam Damiana tacie =] Potem babcia przyszła i zaczęła opowiadać co było do jedzenia, kto z kim tańczył i takie tam głupoty, gadała chyba z 40 minut =P W końcu se poszła, potem sobie poszedł mój brat..... I wreszcie sami =**** A przed nami cała noc..... Już wtedy za nim tęskniłam.....No więc nadrabialiśmy zaległości =] Niedobry mój nie chciał iść spać =P A mówiłam że będzie zmęczony rano =P Ale cóż.... =] Chciałam żeby mi pomógł się przebrać, no ale nie był zbyt chętny więc stwierdziłam, że nie będę nalegać i że dam se radę sama..... Szkoda no..... Mogło być bardzo fajnie =] W końcu o 5 sobie poszłam do brata spać.... długo leżałam i mnie kusiło żeby iść do Damiana, no ale nie, bo w końcu w ogóle by nie spał...... I jakoś przetrwałam do 8:15. Spałam może z godzinę..... Brat się tak wiercił że się po prostu nie dało =P a poza tym wcale mi się nie chciało spać. Rano poszłam do Damiana. Miałam iść o 9, ale nie wytrzymałam i poszłam o 8:40. Tak słodko spał =) Patrzyłam sobie chwilę i go obudziłam =P Wskoczyłam do niego pod kołderkę i sobie razem leżeliśmy =] I było bosko =] Nie mogłam go potem zwlec z łóżka =P Potem sobie poszliśmy na śniadanko i do kościoła =P Jak wróciliśmy to mój brat po prostu się od nas odczepić nie chciał =P Siedział u mnie w pokoju i grał na jego telefonie i na moich nerwach =P Potem obiad..... po obiedzie po kielichu i miło =] Hehe xD Tak z rodzicami na Nowy Rok xD Potem wreszcie brat se poszedł =P Wreszcie sami =] Damian mi pokazał listy od tej swojej ex francy..... dziwnie się patrzyło na to „Kocham Cię” na końcu......ale dobra.... potem pogadaliśmy trochę. Było bosko, cudownie, zajebiście no =] Kiedy zaczynaliśmy się całować i akcja zaczynała się rozkręcać to zawsze ktoś lazł =P Normalnie myślałam że ich rozstrzelam =P Potem trzeba było się zbierać, Damian się ładnie ze wszystkimi pożegnał i poszliśmy na przystanek =( Poznałam Jacka, miły koleś. Potem było ostatnie buzi i papa i już byłam tylko ja i ten cholerny śnieg..... Nie chciało mi się wracać do domu.... Chciało mi się płakać..... Wracałam i patrzyłam na nasze ślady na boisku.... Jak graliśmy śniegiem...... Jak już wróciłam, to w domu było kompletnie ciemno bo światła nie było..... i jeszcze tak pusto..... Przyzwyczaiłam się do jego obecności..... Do tego że był, że mnie przytulał, całował i tak słodko na mnie patrzył =( Łaziłam taka totalnie rozbita.....Tęskniłam i tęsknie..... Pusto tu bez niego..... Tylko Meszka łazi zadowolona, bo jakoś taka skrępowana się przy nim czuła i zaraz zwiewała z pokoju...... Tylko pojechał, to przyszła taka dumna i ułożyła się na łóżku, jakby chciała powiedzieć „Ja tu rządze” =P Pieronek mój =] Moje kochanie się musi z nią jeszcze zintegrować, bo coś im słabo szło poznawanie się =] =P
Ehh.... a dzisiaj wstałam i czułam się tak dziwnie..... Wczoraj rano leżałam na tym łóżku razem z Damianem...... a teraz sama......=( Smutno mi =( Myślę tylko o nim, o tym co się działo wczoraj i tak strasznie tęsknie...... Zobaczymy się dopiero 20 stycznia..... Za 18 dni...... Za 432 godziny..... Za 25920 minut..... Za 1555200 sekund...... A mnie już cholera normalnie bierze, bo ja chcę teraz zaraz i już..... Bo ja chce żeby on był przy mnie 24h na dobę..... Bo moje miejsce jest przy nim..... A teraz jesteśmy jak te dwie połówki serca.... Żeby być jednością musimy być bardzo blisko..... Ale cóż teraz pozostaje tylko wyobraźnia..... Zamykam oczy i jesteśmy razem..... Tak blisko..... Tęsknie...... Bo on jest częścią mnie...... Gdy jego przy mnie nie ma, to jestem takim powietrzem..... nic nie warta..... taka nie ja..... Coś jak diament który w ciemności nigdy nie będzie błyszczeć...... A on jest moim Słońcem. A gdy jest to jestem sobą..... Kocham Go tam mocno mocno Go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego....
Ale cóż...... Nie ma co dramatyzować..... jest ciężko..... ale jakby nie patrzeć jak sobie znajdę zajęcie to czas szybciutko zleci i się zobaczymy =)




2009-12-16 ...................................
Ostatnio moje życie robi się coraz bardziej szare..... coraz bardziej bez sensu..... sprawdza się stara metoda...... że do wszystkiego zawsze trzeba podchodzić negatywnie.... bo to i tak nie dojdzie do skutku.... W ogóle jak mogłam pomyśleć że świat się zmienił..... ciągle jest taki sam..... pełen przeszkód...... i świadomość że nikt nie może pomóc..... czuje się taka samotna..... =( już naprawdę nie potrafię nie płakać..... tak jak dzisiaj na chemi jak się zapatrzyłam na zdjęcie Damiana to sie po prostu rozpłakałam...... czy to możliwe że mozna kogoś kochać tak mocno jak ja Jego?? Widocznie możliwe...... Nigdy nikogo nie kochałam aż tak bardzo..... Próbowałam sobie kiedyś wyobrazic moje życie bez niego..... I co zobaczyłam?? PUSTKE. Takie nic..... Nie potrafiłabym sobie znaleść pocieszenia...... Na początku naszego związku, nie powiem kusiło mnie trochę żeby wrócić do gry na kilka frontów..... ale powiedziałam sobie że swoją głupotą nie przyczynie się do utraty faceta którego kocham..... Teraz nawet mowy nie  ma o jakiejkolwiek pokusie..... jest tylko On.... NA ZAWSZE..... Życia z innym sobie po prostu nie jestem w stanie wyobrazić, nie jestem w stanie sobie wyobrazić mojego świata bez Niego.... Nie da się po prostu.... Słowami nie da się wyrazić jak wiele dla mnie znaczy.......jak bardzo mocno go kocham..... jak strasznie tęsknie....
Nie wiem jak On ze mną jeszcze wytrzymuje..... jestem taka nie doskonała..... ciągle go ranie..... i wiem że to przezemnie zawalił szkołe...... =( Wszystko co złe jest moją wina i zawsze było.....
Jestem totalnie rozbita...... nie radze sobie z niczym..... ostatnio dostaje same banie...... wczoraj dostałam 7 z W-f...... a matematyka to już tragedia..... nawet nie ma mi kto pomóc..... jestem porządnie zagrożona..... Ehhh...... i gdzie w tym wszystkim widzieć jakikolwiek sens?? Nawet nie wiem co mam na maturze zdawać na rozszerzeniu..... ale w sumie to mam już to gdzieś, bo i tak się nie dostane..... nawet już nie będe się próbowała dowiedzieć, zdam na podstawie i mnie nie przyjmą.... a co tam.....i tak wszystko jest bez sensu....
Ostatnio już kompletnie nie mogę na siebie patrzeć.... jestem za gruba..... Więc wzięłam się za siebię...... Śniadanie, II śniadanie i tabletki....... i wystarczy..... tak ciągne już od 2 dni..... i czuje się świetnie. Przynajmniej to mi wychodzi w życiu......





2009-12-11 Śmierć........
Ostatnio za dużo śmierci wokół mnie...... ciągle mi się chce płakać...... do głowy przychodzą nieproszone refleksje..... najczęściej o tej jednej osobie, z którą nie zdążyłam się nawet pożegnać...... 9 luty 2002.... której nie widziałam tydzień.....a potem zobaczyłam umierającą w szpitalu.....a potem w trumnie...... pozostał obraz twarzy.... człowieka bez iskry życia......nie tego zywego i uśmiechniętego...... wtedy nie rozumiałam...... bo co mogło rozumieć dziecko z 3 kl podstawówki......cały czas spędzałam z nim, nie zrodzicami, tylko z nim...... mama się zawsze na mnie darła że jak z nim szłam na spacer to nigdy jej o tym nie mówiłam..... chodziłam z nim razem na łąke.... uczył mnie tej ciekawości świata..... praktycznie cały czas spędzałam z nim..... a potem taka pustka..... i ślad stopy na posadzce......dlaczego odszedł?? nie doczekał tyle dni ważnych dla mnie..... została tylko stara szafa i zapach w niej cukierków mietowych i papierosów...... ubrania..... przedmioty..... i tablica na cmentarzu..... i pustka, bo ktos był, a teraz go nie ma i już nigdy nie będzie......
Jak wracałam ze szkoły to moje emocje po prostu osiągnęły apogeum...... Tyle mysli..... Przypomniało mi się jak Marcin mi mówił co czuł stojąc nad grobem swojej mamy.... i to jak mi opowiadał jak umierała.....
Tyle ludzi już odeszło..... tych których znałam..... darzyłam sympatią..... Taki jeden facet ostatnio umarł..... wybitnie go lubiałam...... ale na pogrzeb nie poszłam...... nie moge po prostu...... nie chce płakać...... nie chce patrzeć na ludzi którzy rzegnają ukochanego człowieka, po prostu nie moge......
Pani krzyczaca "Nie!!", kiedy trumna z jej meżem zjeżdżała w dół..... też znałam faceta..... zginął tragicznie..... słyszałam huk.......  =(

Szłam z tej szkoły i zobaczyłam drzewo.... i taka chęć żeby sobie cos zrobić..... a zaraz myśl: "O czym ty debilu myslisz!! Przecież masz dla kogo żyć, a życie jest walką i nie wolno kapitulować". Dałam rade.... poszłam dalej...... Płakałam sobie i szłam..... Nawet mnie już nie ruszało to ze było tak strasznie ciemno.....

A śmierć Marcina?? Dalej czuje się winna..... bo kompletnie nic nie zrobiłam, a powinnam...... cokowiek..... nie zrobiłam nic, a mogłam ...... =( Tak cholernie mi smutno =(
Nie mam na nic ochoty, nie chce mi się uczyć....... łaże kompletnie bez celu..... nawet modlić się już przestałam...... bo to mi i tak nie pomoże..... bo to i tak jest bez sensu......



2009-12-08 Jestem beznadziejna......
Heh..... Znowu jest mi źle...... Czuje się winna za to co się stało z Marcinem Kaśki...... Przecież mogłam zrobić cokolwiek..... Zadzwonic do niego, powiedzieć żeby nie bawił się w jakieś trójkąty, tylko się Kaśką zajął..... Nie zrobiłam tego.... Tylko sie odgrażałam że to zrobie, nie mając nawet numeru..... =(. Czuje się jakbym stała nad przepaścią.......grunt z pod moich nóg się rozpada, a ja nie robie nic żeby z tamtąd uciec...... Po co?? Kompletnie nie czuje potrzeby, moge se spaść.... nie zalezy mi...... I tak mnie nikt nie rozumie...... No może tak troche Katarzyna, o przepraszam =P Pani Katarzyna =P Cóż..... życie zawsze było jest i bedzie takie samo..... i moje niezawodne motto życiowe znów wraca na swoje miejsce..... "Umiesz liczyć?? Licz na siebie. Innych Twoje szczęście jebie".......To cała prawda o życiu...... Chociazby nie wiem jak bym się starała to i tak wszyscy mają mnie gdzieś..... Ale mnie to już nawet nie przeszkadza..... Tacy są ludzie. A ja już nauczyłam sobie radzić sama.
Dzisiaj z Kaśką se łyknęłyśmy błonnik..... no tak...... nie wolno po tym nic jeść przez godzine (bo jest to z lekka nie bezpieczne), a ja dawaj dawaj batona, bo mi się słodkiego chciało..... Pierdolić cały błonnik i to że mogło mi sie coś stać..... Tak samo jak rano prawie pod samochód wlazłam.... pierdolnął by mnie?? O jedną mniej. Kaśce by było tylko smutno bo by nie miała z kim świrować.... ale to tylko napoczątku.... Z czasem i ona by zapomniała że istniałam...... To teraz się pytam po co żyć?? Pojęcia nie mam...... Najłatwiej by było zakończyć tą całą monotomność zwaną życiem...... tak zasnąć i się już nie obudzić...... ale dziwne przeczucie mówi mi że nie..... tam jest gorzej..... wieczna szczęśliwość..... tyle że bez bólu.....bez fizyczności......takie miejsce gdzie kazdy się modli aby poczuć choć odrobinę bólu...... obraz takiego miejsca jest wryty w moją pamięć.....nie wiem skąd on się tam wziął..... pozostają tylko domysły i dziwne sny...... Czasem po prostu czuje taką ogromną ochote żeby poczuć jakikolwiek ból...... czy fizyczny czy psychiczny, a potem jest taka nieopisana radość (mimo smutku) że tego doświadczam....... i taka świadomość że tego kiedyś nie było i żebym się tym nacieszyła i wykorzystała każdą chwilę.....
Ehhh..... pogubiłam się ostatnio...... Od chyba roku jak nie więcej wybieram się do spowiedzi..... ale nie potrafie..... bo wiem że nie będzie ona szczera..... te same słowa wyklepane na pamięć..... standardowa regułka.....osoby niekompetentne po drugiej stronie...... Co z rachunkiem sumienia?? Nie potrafie..... wmawiam sobie że odpoczne chwile i wszystko wróci do normy, że pozbieram wszystkie myśli...... I co?? I nic..... kompletnie nic......Nic się nie zmienia..... Wszystko jest takie trudne.... Tyle myśli, tyle pytań..... i ja sama pośrodku ciszy..... krzycze i nikt mnie nie słyszy...... Nie potrafie uporządkowac swojego zycia. Wcześniej byłam inną osobą..... Zdecydowaną..... dobrze wiedziałam czego chce.....nie było "nie wiem"......byłam całkowicie szczera, do bólu...... Marcin mnie zniszczył...... i nawet największa magia tego chyba nie jest w stanie naprawić...... Raz jest dobrze, a raz nie, kiedyś tak nie było..... Już nie zawsze potrafie się cieszyć każdą chwilą...... Raz nie uporządkowane mysli burzą całe zycie..... Bo co zrobiłam jak Marcine zerwał?? Nic. Wmawiałam sobie że mam o tym nie myśleć..... zaplanowałam sobie cały tydzień, żeby tylko o nim nie mysleć.... robiłam dziwne rzeczy z Łukaszem byleby zapomnieć..... W końcu zapomniałam.....ten obraz zasłaniający oczy zniknął..... Ale niepoukładane myśli zostały..... Dom który ma słabe fundamenty w końcu siłą rzeczy się zawali.....Ogólnie rzecz ujmując nie potrafie sobie poradzić z sobą...... Po prostu się zgubiłam..... Jestem z cudownym facetem..... kocham go jak nikogo na świecie..... ale nawet on nie jest w stanie mnie zrozumieć..... Nie ma do mnie cierpliwości..... Nie dziwię się mu..... Nie musi mieć..... Dam sobię radę sama..... Moje uczucia się nie liczą, byleby on był szczęśliwy.... Podsumowując to wszystko powiem tylko tyle: jestem beznadziejna......




2009-12-02 Bywa......
Coś się dawno nie pisało no...... powody?? Brak chęci do czegokolwiek....... Chodze normalnie taka nieobecna i zła że po prostu masakra.......Ostatnio mam mocne postanowienie zmiany swojego życia na lepsze..... Zmuszam się do systematyczności..... co prawda mi to troche nie idzie, bo zawsze zapominam o tabletkach...... fakt faktem pasowałoby iść do lekarza, ale nawet nie mam kiedy...... Mam też mocne postanowienie przejścia na całkowity wegetarianizm i ograniczenie produktów pochodzenia zwierzęcego..... Postanowienie jest coraz silniejsze, teraz tylko czekam na impuls.....to kwestia czasu..... W końcu jesteśmy tym co jemy..... A jak sobie pomyśle o cierpieniu tych zwierzątek to już w ogóle kaplica, nie moge nawet spojrzeć na mięso bo mi niedobrze. Bo tak swoją drogą to sądze że ludzie sobie wymyślili tylko to że zwierzęta nie kierują się rozumem żeby im łatwiej było je zabijać. Ale przecież tak pozatym to zwierzęta jak kazda istota żywa mają uczucia.....i odczuwają ból i smutek.

A no tak...... ostatnio normalnie moja psycha wykłada się na całej linii. Szkoła mnie rozwala i totalnie sobie nie radze..... Dzisiaj 1- z polskiego..... z wypracowania..... opisałam się na 2 strony..... nawet nie wiem co było źle..... co prawda było kilka błędów ortograficznych.....ale one przecież nie wpływają aż tak na ocene, a było ich chyba 4. Ehhh.....teraz biorąc pod uwage zaistniałe okoliczności to moja sytuacja z matmy jest tragiczna..... nauczycielki nie będzie 2 tyg bo jest chora.....nie zdąże się poprawić =( Z angielskiego ruszyliśmy z programem rozszerzonym...... nie bardzo sobie radze.... pełno fraz......i nowych, trudnych słów...... ciężko po prostu. I jeszcze ta historia..... mam odpowiadać i nie potrafię się zmoblilizować do nauki..... zachciało mi się rozszerzonej historii =/ tematy są tak długie że po prostu aż się słabo robi, a ja nie nawidze historii =/ no cóż..... byleby zdać.....

Wczoraj odważyłam się opowiedziec Damianowi jak naprawde było z moim haremem i Marcinem..... Troche trudne to było...... Bałam się jego reakcji.... Że go strace przez to co robiłam z tamtymi..... Nie boje się mówić o samym fakcie bo bać się nie ma czego..... tylko czasem reakcja ludzi na takie "wyznania" bywa różna...... Co prawda Damian tego zbytnio nie skomentował, ale OK. Najważniejsze że wie =). Potem On się przedemną otworzył..... Bardzo się ciesze że to wszystko napisał...... Bardzo wiele to dla mnie znaczy. Bo wiem że mi ufa. Tak bardzo bardzo go kocham i nigdy nie przestane =) Mrrr =]
W efekcie końcowym poszłam spać coś koło 2:30. Dzisiaj jestem po prostu padnięta i nieobecna..... Wogóle dzisiaj nie myśle..... I o wszystkim zapominam. I jeszcze mi się w głowie kręci..... Tak to jest jak za mało śpię..... A koniec tygodnia się zapowiada ciężki =/ Ale ok...... Będe się tym martwić jutro =P



2009-11-24 Istna psychoza....
Ehhh...... mam dość wszystkiego. Szkoła na popołudnie...... niby się wysypiam, ale to dla mnie tragedia..... Ostatnio znowu mi się zaczęło kręcić w głowie..... A dzisiaj to już była istna masakra...... Było mi tak strasznie słabo że już nie mogłam...... I jeszcze nam dała taki wycisk na W-F =( i na dodatek się na mnie wydarła że nie chce robić dalej ćwiczenia, jak ja już nie mogłam, tak mi się w głowie kręciło.... Wywaliłam się raz, momentalnie w płacz........ Wszystko się wali...... Nic mi się nie chce, bo na nic nie mam siły. Jak wracam ze szkoły to jestem po prostu wykończona.....Nie chce mi się lekcji odrabiać..... Dzisiaj kolejne 1...... A ja nie mam siły nic poprawić...... Po prostu mam dość =( Cały czas mi się na dodatek w głowie kręci.... =( a wysypiam się ostatnio =(
A tak pozatym po opowieściach Kaśki o Pani, po prostu popadam w paranoje. Boje się wracać do domu..... Boje się zasypiać...... Boje się ciemności.....Boje się luster.......Wczoraj długo nie mogłam usnąć..... Zamknęłam oczy, obróciłam się twarzą do ściany, kołdra na głowe i myśl żeby tylko nie otwierać oczu..... Bo mogę ją zobaczyć...... Te obrazy w moich myślach.... Nie potrafie się ich pozbyć..... Te straszne twarze...... Ciągłe wmawianie sobie że Bóg nademną czuwa że nic mi się nie stanie..... A zaraz myśl, że skoro czuwa nad człowiekiem, to skąd opętania?? I zataczam takie błędne koło i coraz bardziej się pogrążam w lęku..... W końcu po prostu oszaleje..... Znowu zaczne widzieć światła których nikt inny nie widzi...... Po prostu mam dość i nikt mi już nie pomoże..... Poszłabym się przejść do lasu...... ale nie sama...... boje się.....



2009-11-19 "....Nie pytaj mnie co zrobię, bo sama nie wiem jak żyć Bo jeśli spełniają się sny, to nie wiem o czym powinnam dziś śnić...."
Dzisiejszy dzień należał co ciekawych i mimo wszystko w miare udanych.... Wyłączając sprawdzian z chemi i kartkówke z niemieckiego, no i 1 z matmy. Na PO były nie złe cyrki, siedziałyśmy sobie z Kaśka, ja noga na jej noge a ona noga na moją, a babka do nas że „siedzimy niemoralnie” =] A ja jej na to że tak jest ciepło =P A ona żebym sobie znalazła faceta, a ja jej na to że mam i czy mam przyprowadzić =P Nic się nie odezwała...
Potem się z Kaśką poszłyśmy po gazete, bo podobno w niej byłyśmy =P Normalnie jak to zobaczyłyśmy to normalnie lol =P Otwieramy gazete a tu my xD. Ja mina jakbym była na kogoś nie ziemnko wkurwiona, Kaśka to samo a Magda zadowolona xD Nie źle xD
Kaśka se poszła, bo zobaczyła Marcina na horyzoncie =P Normalnie takie w tył zwrot =P Zapytałam gdzie idziemy, a ten że nie wie =P Jak zwykle =P No to mi się umyślało że pójdziemy do parku =] No to dawaj =P Uszliśmy parę kroków, a ja mu z tekstem że jestem zmęczona =P Ale to nic, jakoś dotarliśmy =P Potem 10 minut stałam w miejscu i zastanawiałam się na której ławce będzie wygodnie xD Stanęło na pierwszej lepszej z brzegu =P Pogadaliśmy sobie o wszystkim =] Próbował mi nawet wytłumaczyć co to takiego jest tokarka =P Na serduszkach i kółeczkach xD Łukasz mi też tłumaczył do czego to słuzy, jak byliśmy w Sielpi =] Hehe, no tak =] Jestem wyjątkowo oporna na wiedzę mechaniczną =P Potem Marcin usilnie mi próbował wyjaśnić kolejność tych śmiesznych przyrządów pod kierownicą =P. Następnie dorwałam jego zeszyt do polskiego, „pare zdań o sobie”. Chciał mi zabrać bo się śmiałam =P Haha ale moje oczka podziałały xD Uśmialiśmy się jak nie wiem =P I se poszliśmy pod tesco =] Pogadaliśmy chwile a tu Paweł sobie przyszedł xD Normalnie jakiś zlot byłych xD Wtedy to już nieziemskie jajca odchodziły xD Rozmowy pełne podtekstów xD Haha =] Moje klimaty xD Zaczęliśmy się brechtać z Marcinem i opowiedzieliśmy Pawłowi jak to szukałam fajek =] które schował gdzieś w garderobie =P Oczywiście jakżeby mógł pominąć szczegół że w majtkach też sprawdzałam =P Normalnie Patologia =P Potem było papa i wio do autobusu =P i sms do Damiana =] żeby się moje Słonko nie denerwowało że z nim nie wiadomo co robie =P. Ale rozwaliła mnie jedna rzecz, jak już sobie odjeżdżałam to Marcin mi pomachał, ja jemu też, a Paweł spojrzał na niego jakby go chciał zabić xD Normalnie patologia...... Ale przynajmniej było zabawnie xD
A tak poza tym to jakoś się zaczęłam zbierać.... Bywa ciężko, ale cóż.... Damian się troche wczoraj opanował, więc zaczęliśmy rozmawiać w miare normalnie i można powiedzieć że jest w miare dobrze. Tyle że niektóre sprawy nadal pozostają nie wyjaśnione....a to tylko działa na naszą niekorzyść..... Ale coż.... Dość tej patologi i rozwiązywania wszystkich problemów przez gg.... Bo pisac to se można..... Ale Ok. Się zobaczy co będzie dalej....
Ehhh.... dzisiaj mija 2 miesiące odkąd jestem z Damianem =] Mimo że czasami z niego franca to i tak go kocham i wiem że naprawdę warto żyć dla tych chwil kiedy jest wszystko dobrze, dla tych chwil radości i uśmiechu.... Bo naprawdę warto przecierpiec czasem całe życie by zaznać choć odrobine szczęścia.... Kłócimy się czasem to fakt, ale mimo to jest mi z nim cudnie. I jestem szczęśliwa =] Bo Go kocham, bo jest przy mnie......





2009-11-18
Wczorajszy wieczór był okropny..... Damian mi pisał że się zabije, to już było po prostu ponad moje siły..... Nie mogłam zrobić nic, moje słowa do niego praktycznie nie docierały..... Dopiero po jakimś czasie się troche uspokoił.... Zasnęłam w trakcie rozmowy, obudziłam się rano..... leżalam na telefonie..... Jestem zmęczona i mam wszystkiego dość..... Życie w ciągłym biegu, mało snu ( przynajmniej za mało dla mnie).... Pisałam z Damianem potem, mówił że to wczorajsze było spowodowane tym że ciągle się kłócimy..... Ale jak mogłam przemilczeć stwierdzenie że wspomnienia o jego byłej są wciąż dla niego bolesne..... Tak się po prostu nie da. Jakbym to przemilczała to by tylko świadczyło o tym że go nie kocham..... To stwierdzenie mogło świadczyć tylko o jednym, że On nadal ją kocha...... Uparcie mnie przekonuje że tak nie jest, mimo że jest to dla mnie nie logiczne, to staram się w to wierzyć.....
Dzisiaj po południu to już była istna masakra..... Miałam dość tych ciągłych kłótni więc postanowiłam że przestane mówić o tym co jest źle, że się zamkne w sobie..... Zauważył że coś jest nie tak..... I znowu tekst że jest nikomu nie potrzebny..... Po prostu w takich chwilach, jak on tak do mnie pisze to ja po prostu mam ochote wyskoczyć z okna, zabić się, przestać istnieć. Może się wydawać że jestem twarda, bardzo trudno sprawić, żebym płakała..... Dla mnie płacz nie jest wyjściem z problemem tylko jak ja to nazywam sposobem na odwodnienie się =P. Ale moja psychika jest jak ze szkła.... Bardzo łatwo ją rozbić.... Teraz jestem rozbita całkowicie.... Każde „zabije się” rozszarpuje moje serce na coraz to drobniejsze kawałki..... Nie potrafie się pozbierać.... Jeszcze Damian wszystkie problemy chce załatwiać przez gg..... tak się nie da..... Chociażby nie wiem jakich argumentów używał, niczego nie naprawi przez gg!! Ze mną się tak nie da. Coraz więcej niedomówień, coraz więcej problemów..... coraz bardziej oddalamy się od siebie..... Po prostu mnie tracisz, bo ja nie mam siły się podnieść.... On mnie nie rozumie.... Nie potrafi zrozumieć jak wielką barierę stworzył między nami..... Nie potrafie z nim rozmawiać z nim o swoich problemach..... Wtedy gdy zawiódł moje zaufanie, chciałam z nim porozmawiać o sprawach wyjątkowo dla mnie bolesnych..... Bardzo trudno mi było się przełamać i napisać to co on za chwile powtórzył Kaśce..... Nie mogłam uwierzyć że to zrobić, do tej pory nie mogę.....
Pogubiłam się już totalnie.....Nie mam ochoty się uczyć.... Nic mi się nie chce.... Wyłączając spanie..... Już nawet nie mam siły się uśmiechać.....





2009-11-17 Smutno mi
Wszystko się wali, całe moje życie. Pogubiłam się w tym wszystkim. Nie potrafie zaakceptować siebie, tego jaka jestem.....jak wygladam. Po prostu się nienawidze. Moja sytuacja w szkole jest straszna po prostu...... Z matematyki mam poważne zagrożenie. Nie umiem po prostu nic. Dzisiaj była kartkówka...... wczoraj się nie uczyłam.....nie było czasu......Już prawie koniec semestru..... A ja mam 2,1,1/2 i z kartkówki będzie 1 bo tam nic nie napisałam..... Poddaje się. Mam gdzieś tą całą matme, jak nie zdam to nie zdam i się zabije.
Ostatnio jak tak szłam sobie drogą to myślałam o wszystkich swoich marzeniach...... I co?? Skreślam je wszystkie. Bo są bez sensu. Po studiach chciałam wyjechać z kraju..... ale co z tego jeśli się na te studia nie dostane...... Matury z matematyki po prostu nie zdam. Bo w głowie pod tym wzgledem po prostu pusto.
Tak więc nie mam marzeń, one są bez sensu. Po co ślepo wierzyć w to co i tak się nie stanie??
Nie mam już siły po prostu. Ale kogo to obchodzi. Nie pozostało mi nic tylko się uśmiechać i ukrywać smutek.....
Dzisiaj więłam sobie jakieś 3 tabletki...... Troszki mi po tym wiruje..... Ale jest jeszcze całe opakowanie.....
W szkole było dzisiaj całkiem smiesznie..... Na fizyce gadałyśmy z Kaśką standardowo o hujach =] W sensie dosłownym =] Wniosek wyniesiony z lekcji fizyki?? "Tadeusz miał największego huja we wsi"-------> z 13 księgi =] Polecam xD




2009-11-14 Ehhh
Ostatnio sie duzo działo..... Musiałam się wyłączyć..... Z Kaśką nie gadam...... Ciągłe wpierdalanie się do mojego związku z Damianem......Już miałam tego dość!! Dosłownie jakby nie miała swojego zycia i swoich problemów =/ Wczoraj się tez dowiedziałam że napisała Damianowi żeby dał sobie ze mną spokój podczas ostatniej klótni...... A sama mi mówiła żebym się do niego nie odzywała..... Nie rozumiem tylko po jakiego huja ona się tak angażowała w nasze problemy, bo pomagać nam raczej nie pomagała, a wręcz przeciwnie...... Jesteśmy ja i On, Dwoje, nie Troje!! Ale patologia już zakończona. Może i Kaśka sie nie odzywa, ale ja nie moge stracić Damiana..... Jest moją najlepsza przyjaciółką, mimo wszystko, ale wiadome jest też to że nie zostawie chłopaka przez to że ona stwierdziła że odkad go poznałam to się zmieniłam. Ona tez się zmieniła, ale ja to akceptuje i staram się zrozumieć...... Damian jest dla mnie wszystkim, moje życie nie miało by sensu bez niego...... Szkoda tylko że nie rozumie do końca tego co zrobił...... Zaufanie jest dla mnie rzeczą najważniejszą. I jeśli ktos straci moje zaufanie to naprawde trudno je potem odzyskać...... Żadnemu osobnikowi który je stracił się to nie udało..... Bo żaden nic w tym kierunku nie robił...... Samo ma wrócić?? O nie nie, najpierw prosze mi udowodnić że zasługujesz na pełne zaufanie, że nie bedzie powtórki z rozrywki....... Tego się nie da obiecać, bo obietnice to tylko słowa zapisane w powietrzu, przyjdzie wiatr i już ich nie ma...... Przekonywanie też nic nie da, ja czekam na czyny i konkretne działanie mające na celu naprawienie zaufania..... Faktycznie odzyskanie mojego zaufania jest nie mozliwe jeżeli się zakłada że ono wróci samo...... Ehhh.... Słońce na chwile obecną wytworzyłeś pomiędzy nami bariere....Bariere która nie pozwala mi mówić o swoich problemach...... Ale kocham Cię i wierze że Ty tego tak nie zostawisz =**


2009-11-14 11 LISTOPADA
No tak =P Zbieram się do tej notki już 2 h =P I nie mogę się zebrać =P
Tego dnia normalnie sama z siebie wstałam o 7 =p Normalnie moja mama była w lekkim szoku xD Ale to nic...... Padało od samego rana =/ Brrrr =/ Potem do kościoła i złożyć wiązanke pod pomnikiem bohaterów ziemi jędrzejowskiej...... O 12 autobusem do dworca...... I spotkanie z moim Słońcem =**. Poszliśmy odprowadzić Kaśke..... Cała zmokłam =P Brrrr =/ Ale wreszcie dotarliśmy na ławeczke =] Milutko było =) Każda sekunda z nim była magiczna..... Każdy uśmiech.....słowo...... Mrrrr =** Uparcie za pomocą pomadki robiłam prowokacje xD Oczywiście moje kochanie się czaiło i nie mogło się zebrać do dzieła =] No ale po licznych prowokacjach i prawie całkowitej utracie cierpliwości sie zmobilizował =] Hmm.....tak narzekał że się całować nie umie a naprawde dobrze było =] Chociaż radze zamykać oczy, wtedy się odpływaaa =]
Następnie było łamanie barier =] W końcu szczerość to podstawa =] Damian się wreszcie przede mną otworzył =] Naprawde jestem szczęśliwa =]
Potem łaziliśmy jak pijani po deszczu i było przezabawnie bo jakoś tak mięlismy problemy z równowagą. Dlatego też poszliśmy na barierke =] Mrrrr=* Aleś Ty słońce kościsty no xD Ale mój =] Więc i tak Cię kocham =**
W końcu trzeba było się zbierac do autobusu =P Tragedia, w pewnym momencie się prawie rozpłakałam =P  Taka świadomość że zaraz każdy pójdzie w swoją strone i ten ogrom kilometrów..... Eh..... Ale siem zebrałam w sobie i się nie dałam smutkowi..... Potem był taki boski pocałunek =] Mrr =] Ciemno, odpowiednia atmosfera =] Mrr =] Na początku Damian tak delikatnie i niewinnie, no to trzeba go było trochę przycisnąć i się wczuł w tępo i było po prostu boooosssssssssssskoooooo xD  Cudownie, magicznie...... =] Po prostu mrrr =] Całowałam się miliony razy, ale żaden pocałunek nigdy nie wywołał we mnie takiej ekscytacji =] Mimo że był taki krótki..... Z Łukaszem i Damianem2 bywało baaardzo namiętnie, ale te pocałunki.....jakby to nazwać......były sobie tak po prostu dla zabawy......bardziej bym powiedziała żeby udoskonalić technike nawet......zero uczucia...... A z Marcinem?? Były i iskry i prawdziwy ogień.....i była taka pasja..... naprawde czasami trzeba było sie pilnować żeby sprawy nie potoczyły się ZA daleko.....Ale.....to było takie mechaniczne..... nie zawsze szczere.....czasami nawet żeby go uciszyć =]....a z Damianem to było takie szczere i prawdziwe..... No po prostu WOOOOW =]
Ehhh..... Wiem że napewno o czym zapomniałam wspomniec, ale taka już moja skleroza =P I wiem że nie pokolei zapewne, ale tak mi pasowało.....

Podsumowując chce powiedzieć tylko tyle że Cie kocham najbardziej na świecie i nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła. A czas spedzony z Tobą......każda sekunda była magiczna..... Bo to Ty jesteś sensem mojego życia.  A jak mnie tak mocno przytuliłeś, to po prostu było piękne =** Kocham Cie =*****


2009-11-12
Smutno mi...... Kaśka stwierdziła że odkąd poznałam Damiana to się zmieniłam..... Damian mnie nie rozumie..... Mają mnie dość...... Dam im spokój.....Nie będe się już narzucać...... Przepraszam Was za to że narobiłam szumu w Waszych światach.....Jestem niczym....... I niech tak zostanie......



2009-11-12 Ehhh
Dzisiejszy dzień był taki szary.....Cały czas żyłam wc zorajszym dniem . . . . Normalnie na technologi się rozpłakałam, a Kaśka jak to zejrzała to mnie normalnie chciała zabić...... Potem chemia i jesteśmy zwolnione.... Godzina 9:35..... No i cóż my będziemy robić do 13??!! No to wio do Kaśki.....Chciała jechać autobusem, a ja foch, bo ja chciałam na spacer...... No i w końcu odpuściła =P Poszłyśmy, znaczy się ona mnie cholowała, bo mi się jakos tak wolno szło. Potem było takie giga błoto =P A Kaśka wio przez to największe. Ale ok =P Byłyśmy całe mokre, a szczególnie ja, bo mi się kaptura nie chciało zakładać ani parasolki dźwigać =P. U Kaśki, jej mama mordowała jakąś biedną rybke, normalnie mnie aż serce bolało, nie wspomne już o tym że jak słyszałam jakie kolwiek szarpnięcie się tej rybki to mi się słabo robiło =( [*] [*] [*] [*]
Potem sobie oglądałyśmybajeczki edukacyjne dla dzieci.... Taaa....najbardziej edukacyjne dla nas było to że Adaś za pozwoleniam włożył ręke do dziupli =] Normalnie tarzałyśmy się ze śmiechu =P Co za zboczona bajka =P Potem leciało to co lubie: "Siłacze". Heh....Pudzian, nie postarałeś się...... =P No i w końcu się zaczęłyśmy zbierać =P Przed wyjściem się zważyłam, i normalnie jestem załamana!! 54,5 nie moge na siebie patrzeć!!!! Jestem po prostu ohydna.......Nie zaakceptuje siebie dopóki nie będe ważyła 40 kg.......albo 36......Nie mogę na siebie patrzeć =( !!!!
W końcu wylazłyśmy z tego domu i znowu przez giga błoto. Kaśka skacze, omija, cuduje, a ja wio przez pole. Błoto nie błoto, ale ide, mrucząć sobie "ciap, ciap, ciap ciap". Kaśka już ze mnie nie mogła =P Ale ok, doszłyśmy do jezdni. Patrze jedzie jakiś giga rozpędzony traktor.......Nie wiem co mi do łba strzeliło.... On pare metrów przez nami, a ja na jezdnie wchodze. Dobrze że mnie Kaśka złapała w pore.....bo wątpie żebym przeżyła....... Oczywiście potem mnie chciała zabić za to co chciałam zrobić...... A ja się ciesze =]
Potem poszłyszmy na tą debate..... spać mi się chciało jak nie wiem co..... wykresy mnie prawie załatwiły, to zaczęłam się szczypać po szyi =P Ból pomógł =P Odechciało mi się spać na momencie =P
Potem sobie stałam pod tesco. Paweł się gdzieś z boku czaił byle by tylko nie podejść..... Jak sobie już wlazł do autobusu, to tak na mnie patrzył, że po prostu mi się smutno zrobiło..... Jego spojrzenie zawsze mnie rozbrajało..... Żal mi go =( Bo wiem, że to wszystko przezemnie...... No ale coż..... autobus mi się spóźnił ze 20 minut....... Brrrr......
W końcu w domu.....

Dziś zawiodłam się na Damianie, po prostu na całej lini...... Napisałam mu że coś tam coś tam, a zaraz Kaśka do mnie pisze i mi to samo powtarza...... Damian, dla Ciebie to jest takie nic, pewnie nawet nie czujesz się winny.....Bo nie masz pojęcia co zrobiłeś..... Chciałam się przed Tobą otworzyć, a mówienie o tym co dzisiaj jest dla mnie niezwykle trudne..... Oczekiwałam tylko zrozumienia, nie tego że to będzie jakiś głuchy telefon....... Jak zobaczyłam wiadomośc od Kaśki to się po prostu rozpłakałam......Jak mogłeś??!! Ufałam Ci......  Tu nie ma tłumaczeń że nie wiedziałeś...... Ja nie po to z Tobą rozmawiam żebyś komuś to potem opowiadał...... Wiesz w ogóle na czym polega zaufanie??!! Otórz na świadomości jednej osoby że może powiedziec drugiej wszystko, a ta druga to uszanuje..... I nie bedzie się bawić w jakiś głuchy telefon..... Do tej pory nie moge uwierzyć że to zrobiłeś......
Ehh.....to co z tego że on mnie nie nawidzi...... Relacje w moim domu to istna patologia.....Dlatego nie lubie świąt..... Tej całeś sztuczności....Zawsze mama się stara na siłe stworzyć nastrój radości, a mnie sie po prostu niedobrze robi......Ojciec ma to gdzieś....zazwyczaj w wigilie w robocie siedzi.......Są tylko te sztuczne uśmiechy.....mama się zawsze na mnie drze że nie cieszy mnie ubieranie choinki..... ale ja tego nie nawidze, najchętniej bym ją spaliła...... =/ Sztuczne życzenia na niby...... Ten cały fałsz i udawanie.......Normalnie chciałabym w takich momentach zniknąć po prostu...... Ale kto to zrozumie.......Kogo to obchodzi....... No dalej, możesz mnie obgadywać z Kaśką......prosze bardzo...... Mam to gdzieś.....
Miałam pisać o wczorajszym spotkaniu z Damianem, ale coż......Nie mam nastroju dzisiaj......
Jutro to zrobie jak tylko znajde chwile.....

Jutro mam poprawe z matmy....nic nie umiem i nie naucze się.....to jest głupie i nie zdam..... A we wtorek trzeba napisać zaległą kartkówke..... i znów będzie 1 i nie zdam...... Będzie 1,1,1 i 2 . Przeważajace zagrożenie, nie wybronie się już...... Poddaje się, mam to gdzieś.....





2009-11-06 =( =(
Dzisiejszy dzień był hujowy......nawet śniadania nie miałam siły zjeść..... Normalnie jadłam je ponad 30 minut..... Potem próbowałam zeszyt z matmy uzupełnić.....Ale nie wyszło....5 minut pisania.....jedno spojrzenie w okno i odleciałam..... wróciłam za jakieś 15 minut.....W ciągu godziny przepisałam pół zadania. Poszłam sobie na busa....a potem latałyśmy z Kaśką po Jowie..... Wchodzimy do apteki......Ja zauważyłam Durexy a Kaśka butle jakiejś zepsutej spermy:P.....Poprostu bosko:P Potem se kupiłyśmy pierścionki za 2,50 =P  Haha pewnie wytrzymają góra 3 dni =p Ale się błyskają więc jest cacy=P Haha nie zły miałyśmy ubaw z tego =P Ale i tak mój ładniejszy =P
Potem sobie pojechałyśmy do szkoły.....Drzwi w autobusie mnie przcisnęły z lekka i czyłam się molestowana przez Kaśke ale to szczegół:P
Ehhh.....potem to już nawet nie ma co mówić.....Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.... Po lekcjach siedziałam sobie na dworcu i patrzyłam się gdzieś przed siebie......Totalnie się wyłączyłam....W autobusie to samo, a jeszcze jechałam tym dookoła świata więc miałam dużo czasu na bezsensowne gapienie się w okno.... Verba dalej mi się nie znudziła.....Codzień to samo od nowa...... Odtwarzam całe swoje życie, wszystkie wspomnienia...... I wszystko jest bezsensu..... Bo czuje się nikomu nie potrzebna......




2009-11-05 O wszystki i o niczym.......
Ehhh....Dzisiejszy dzień był maksymalnie beznadziejny....Nowa ja.....bez żadnej wartości.....zero energii.....Ciągłe powstrzymywanie się od płaczu.....Damian stwierdził że będzie mi tylko sygnały puszczał, bo ja musze sobie wszystko przemyśleć.....Ale ja nie chce myśleć......Chce sobie bezmyślnie patrzeć w ściane w okno......gdzieś daleko.....chce odpłynąć.....
Granica została przekroczona, a słowa napisane......nie będe nim rządzić, nie będe się wtrącać do jego życia...... Nie umiem inaczej. Podobnie było z Marcinem..... Też tak stwierdził..... Więc przestałam, były tylko sugestie które zawsze olewał.... On był zadowolony, ja się cięłam a ten nawet nie wiedział o co chodzi.... Było już za późno, nie potrafiłam z nim rozmawiać.....Jak coś się działo to milczałam......a on nie wiedział......nie chciał wiedzieć. I to był początek końca...... Po co to pisze?? Nie, nie dlatego że coś do niego czuje.....Ale to są moje myśli, nie zamierzam ich cenzurować, bo niektórych denerwuje to że w ogóle o nim wspominam.....
Damian prosił mnie żebym się nie zmieniała.....Jest za późno......Nie potrafie tego cofnąć....  Moje serce tego nie chce.....A dlaczego miałoby chcieć?? Może i mówiłam mu co ma robić..... ale ja chciałam dobrze......A nagle ktoś mi mówi że się rządze, że tego nie chce...... że nie chce mojej ingerencji w swoim życiu.........Więc niech tak będzie. Mnie już nie ma.....I nie umiem wrócić....
Wczoraj poszłam spać po 1......a dzisiaj na 7:10.....Zaspałam.....Obudziłam się o 7:32.....Totalnie film mi się urwał, nawet nie pamiętam kiedy budzik zadzownił.....nie słyszałam nawet jak mama dzwoniła.....Wszystkie plany poszły z dymem.....miałam się uczyć na angielski..... ale nie miałam jak..... otworzyłam tylko książke na chemi i przeczytałam pare słówek. Zapamiętałam wszystkie oprócz jednego......ale cóż z tego że zrobiłam dobrze tylko 1/3 zadania.....Bezsensu...... Chociaż z chemi się dostało 3 (haha, zrzynało się pięknie=] jakby tylko więcej czasu było...;p). Przed matmą, latałyśmy z Kaśką za fajami......Kurwa, tak mi się palić chciało że myślałam że nie wytrzymie.....Na matmie dostałam 1, bo nie umiałam funkcji trygonometrycznych.....a Huj z nimi!! To było w na początku klasy 1..... Pierdole całą matmę..... Jestem zagrożona no i huj......1, 1, i 2 brawo.....Mam to gdzieś......Wszystko jest bezsensu....oprócz nieba.....uwielbiam na nie patrzeć......Ostatnio jak siedziałam sobie sama na dworcu to patrzyłam na ogromny lśniący księżyć na niebieskim niebie.....To wyglądało tak jak jakiś portal do innego świata, taki kontrast ogromnego nieba z malutkim księżycem.....Zachody słońca na dworcu też są przepiękne...... Szkoda tylko że zawsze patrze na nie sama.....
Ehh.....ostatnio coś Marcina natchnęło i się do mnie łaskawie odezwał.... Opowiadał mi że pozał jakąś tam Sylwie....Życze mu jak najlepiej i ciesze się jego szczęściem.....Smutno mi tylko, bo obiecał że dalej będziemy się przyjaźnić, nawet gdy nie będziemy ze sobą.....A on się nawet nie odzywa.....Przecież koniec związku i koniec miłości nie oznacza końca przyjaźni.... przecież dalej go lubie, mimo wszystko......Brakuje mi troche tych naszych pogaduchów przy piwku i tego głupokowania =P Pamiętam, dawno to było, wpadł do mnie On, Dominik i Ewka....I sobie na piwko poszliśmy..... A potem grać w siatkówke.... Byłam taka narąbana że ledwo chodziłam.....o tym że widziałam 2 piłki to już nie wspomne=P  A potem Dominik leżał na Ewce i śmialiśmy się do łez...... szkoda że taka ekipa już się nie powtórzy.... =(



2009-11-04 Boli =(
Normalnie nie ma dnia żebym się nie pokłóciła z Damianem.....=( Dzisiaj poszło już o totalną głupote..... Pisałam sobie do niego że ide na "sex", on widocznie wziął to całkowicie dosłownie...... "sex" czyli wychowanie do życia w rodzinie.......Ale ok.....Zaczęło się.....Najpierw napisał że jest mu smutno jak tak pisze....Totalnie nie wiedziałam o co kaman ale cóż.....I ciągłe czepianie się nie wiadomo o co......=( Takie miałam nerwy że normalnie szok...... Potem stwierdził że się źle czuje, to mu napisałam żeby nie szedł do szkoły......Przecież ja chciałam dobrze tak pisząc ;( A on z nerwami na mnie, to sobie poszłam z gg..... Pare sms i ten jeden...... on też uważa że ja nim rządze..... =( Nawet Kaśka się przymknęła i stwierdziła że to nie jest normalne.... A czytała całą rozmowe od początku do końca.... Od cześć do tego sms..... Wyłączyłam telefony, nawet Kaśka mi powiedziała że mam ich nie włączać..... Cholernie mi ciężko no =( Na angielskim już prawie płakałam, no ale Kaśka mi nie pozwoliła..... Serce tak bardzo boli......te słowa w tym ostatnim sms mnie zniszczyły..... On nie chce mieć ze mną nic wspólnego, ma gdzieś moje słowa.....Więc już się nie będe narzucać.....Daje mu spokój..... =( Już nikt nie będzie nim rządził...... =(
Po prostu nie moge już =( To wszystko jest ponad moją psychike.....Chce a niemogę......Ciężki łańcuch który wiąże moje skrzydła..... Spadam i nie mogę się wznieść..... =(

Ehh.....wczoraj próbowałam wejść w OOBE, ale coś mi nie wyszło...... Byłam za bardzo zmęczona. Pare sekund próby wprowadzenia się w trans i usypiam =P Tragedia =P Nawet tego nie potrafie zrobić =( Wszystko jest bez sensu......
A serce mnie tak strasznie boli, czuje ten ból w każdej części mojego ciała..... Żadna czekolada nie pomaga już.....Boli, to tak bardzo boli =(



2009-10-31
Dzisiaj gadałam z Damianem przez skype.....strasznie mi Go brakuje. Chciałabym Go przytulić, tak po prostu, bez żadnych zbędnych inicjatyw.
Nie mów, że nie mamy co wspominać, bo mamy..... Dzisiaj sobie przypomniałam Miechów..... To uczucie, jak się pierwszy raz do Ciebie przytuliłam, z tą świadomością, że to będzie dosłownie chwila, że zaraz będzie nas dzielić ta ogromna odległość..... W tych haszczach zrozumiałam, że Cie kocha i to tak mocno, tak naprawde. Tego uczucia nie potrafie wyrazić w słowach. To tak jakby moje serce krzyczało: "To właśnie On".
Dzisiaj jak rozmawialiśmy i na niego patrzyłam, to było tak cudnie.....Taka magia.....Tak jakbyś fizycznie był przy mnie. A zaraz ta świadomość odległości......
Chce Cie z każdym dniem poznawać coraz lepiej, już na zawsze......
Ehhh.....troche mnie zabolał moment, kiedy mu powiedziałam, żeby przeczytał swoj opis ("Kocham Cie słońce"), zapytał tylko "Jaki opis?" i zaraz zmienił......Nie wiem co to miało być.....zabolało.....dlatego byłam smutna......
Boje się, że mnie przestaniesz kochać.....że się zmienisz..... A ja tego nie chce, za bardzo Cie kocham.
Nie chce żeby nadszedł dzień, że kiedy się zobaczymy, będziemy dla siebie jak zupełnie obcy ludzie.....Kocham Cie =****** Tak po prostu......



2009-10-27 Cały mój chaos......
Ehhh.....Ciężko mi....Naprawde. Nie mam już siły nawet wstać z łóżka..... Ostatnio pokłóciłam się z Damianem i to jeszcze o nic praktycznie..... Jakby poważniejszych problemów nie było. Ale nie o tym chciałam napisać..... Kłótnia kłótnią, ale Damian się wczoraj zaczął zachowywać tak jak Marcin. To mnie tak strasznie boli..... Jedno zdanie mnie o tym uświadomiło, że odezwał się bo nie mógł bezemnie wytrzymać. Tylko zawsze na początku związku, dwoje ludzi, nie może bez siebie sekundy wytrzymać..... A potem tych sekund robi się coraz więcej i zanika potrzeba ogólnego kontaktu. Wkracza obojętność..... Tak było ze mną i z Marcinem, na początku jak się kłóciliśmy to były tekstu w stylu moje życie jest bez sensu. On nie potrafił się nie odzywać dłużej niż 5 minut.....Potem to 5 minut zaczęło trwać coraz dłużej..... W końcu zaczęło trwać 4 dni, a potem zobaczyłam słowa: "Nie kocham Cie". Nigdy nie mogłam powiedzieć tego co myśle, bo zaraz było że jak mi jest z nim tak źle to po co z nim jestem albo że nasz związek nie ma sensu albo że się najlepiej zabije i wszyscy będą mieć święty spokój.....Ciągły szantaż emocjonalny. Przestałam z nim w końcu rozmawiać o tym co mnie bolało w jego zachowaniu. Bałam się, że go strace. To była ciagła obawa że on sobie coś zrobi. Bo kiedy przestawał się odzywać ja tego nie mogłam znieść. Ciełam się, przyrzekałam sobie codziennie że właśnie dzisiaj zakończe to życie......A on nic sobie z tego nie robił.....Wiedział o wszystkim. Było tylko przepraszam i kłamstwa, w które wierzyłam jak dziecko. Co się ze mną działo jak się nie odzywał jakiś czas?? Siedziałam i patrzyłam w okno, z przerwami takiego potwornego wewnętrznego bólu.....Wtedy taką pierwszą myślą było wbicie sobie noża prosto w serce, żeby nie czuć już tego bólu. Ale co jego to obchodziło...... Ciągle powtarzał, że mnie nie rozumie i nie potrafi mi pomóc. Twierdził że to wszystko przez niego, ale ja uparcie go przekonuwałam, że tak nie jest, bo miał wystarczająco swoich problemów, którymi ja żyłam. Byłam całkiem sama, to tak bardzo bolało. Dlatego się ciełam. Stawałam mu się coraz bardziej obojętna i wymyślał coraz to głupsze wymówki żeby się ze mną nie spotkać. Ja we wszystko wierzyłam. Wystawił mnie nawet w naszą rocznice...... Wtedy nie wytrzymałam i powiedziałam co myśle.....Potem musiałam przepraszać żeby się nie zabił...... Robił ze mną co tylko chciał. Ja zawsze musiałam się pierwsza do niego odzywać, bo on by się w cale nie odezwał. Przestał mi mówić o wszystkim i zamykał się w tym swoim patologicznym świecie. A ja nie mogłam tego znieść. W końcu i moja psychika poległa......
Pisze to wszystko, bo chce byś zrozumiał......Choć troche.....Wiem że chaotycznie......Mówisz "ona żyje przeszłością"....NIE.....Ja żyje strachem.....Boje się że z nami będzie tak samo.  To silniejsze odemnie. Wiem że trudno to zrozumieć, bo nie doświadczyłeś nigdy czegoś takiego..... Ale spróbuj chociaż..... Ja nie wierze w obietnice. Bo się nauczyłam że one nigdy nie są dotrzymywane...... Mówiłeś na poczatku że boisz się tej odległości i w ogóle..... A ja się bałam zaufać facetowi i zaangazować w nowy związek. Ale raz się żyje, a życie to ryzyko......Nie żałuje. Nie zmieniaj się prosze Cie.....Nie chce Cie stracić.....Jesteś całym moim światem.... Kocham Cie =*

Pisząc tą notke prawie weszłam pod samochód..... Pisałam ją w telefonie. Tyle mysli.....Musiałam to wszystko zapisać. A że tak wyszło że odpłynęłam i szłam środkiem drogi to inna historia.
Dzisiejszy dzień był po prostu hujowy....Nie miałam siły na nic....Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać......Ehhh.....Zawaliłam sprawdzian z matematyki....Napisałam tylko 1 zadanie na ileś tam.....i pewnie jeszcze źle. Nie poprawiłam angielskiego..... Tyle się uczyłam i nic. Z 1 na 2...... Po prostu tylko siąść i płakać...... Ale cóż.....takie życie..... Beznadziejność mojego zycia w tym dniu przekroczyła wszystkie skale..... Ale musze dać rade, nie mam już siły ale musze......


2009-10-23 Mrrrr =****
A no tak....po wczorajszym załamaniu zaświeciło słonko..... Już nie pamiętam kiedy płakałam..... Zawsze udaje twardą, a jak już się poddaje to nie jestem w stanie się uspokoić. Nikt nie jest mnie w stanie uspokoić.... Od razu na myśl przychodzą najgorsze myśli. Ehhh....ale już jest dobrze.
Dzisiaj byłam w Krakowie. Spotkałam się z moim Damianem =] Milutko było =) Pogadaliśmy sobie, wszystko zostało wyjaśnione i git =] Tak cudownie mi jest w Jego towarzystwie. Po prostu bosko =] Szkoda tylko że tak krótko się widzieliśmy =(

Potem poszliśmy na dworzec. Haha=] Postanowiłam że przedstawie go mojej mamie. Jeszcze żadnego chłopaka do tej pory nie chciałam przedstawić mamie.... Moje kochanie troszki zestresowane było =P Ale to nic =P Zaciągnęłam Go na dworzec. I była niezła szopka =] Moja mama od razu wyjechała jaka to ja niedobra jestem =P No myślałam że się udusze ze śmiechu=] A Damian jej jeszcze racje przyznał =P No niedobry =P Normalnie co za cyrk =P.
Ehhh....cholera mnie już bierze na ten brak inicjatywy ze strony Damiana =P No niby cuś tam próbuje, ale nie owijając w bawełne, bez zbędnych zwodów i zmieniania tematu (bo zmienianie tematu jest jak najbardziej nie cacy) to nie za bardzo mu to idzie =P. Ale mimo to, to dzisiejsze "Kocham Cie" na dworcu było piękne no....po prostu brak mi słów =] Już myślałam że mi tego nie powie no =P. Potem cuś próbował mnie pocałować, ale cuś się za bardzo bał więc nie bardzo pykło =P Więc chyba w swoje pazurki wezmę inicjatywe bo naprawde mnie cholera bierze =P
Ale mimo wszystko widze tą swobode w jego zachowaniu i to jest najważniejsze.... Tak serio podchodząc do sprawy, to w byciu ze sobą nie chodzi tylko o przelizanie się, ale o uczucie..... Nie liczy się to całe oswajanie tylko to że się kochamy. Samo to że słysze jego głos, jest cudowne.... To żę z nim przebywam daje mi radość...... Każdy jego gest i dotyk.....no po prostu bajka..... Strasznie się boje że nagle może się coś stać, że on powie że ma mnie dość, że mnie nie kocha...... On jest całym moim życiem. Ja bez niego nie istnieje...... Nie myślałam że kiedykolwiek będe z kimś tak szczęśliwa......Ale boje się że z czasem przestanie mu zależeć...... Że ta odległość nas zniszczy..... Boje się no ....=( Za bardzo Cię kocham żeby przeżyć brak Ciebie....... Kocham Cie....Po prostu.....


---->>>> Mrrr =] To jest to=]
2009-10-22 Wa-wa, zboczone myśli i moja beznadziejność........
A no tak...... Wczoraj byłam sobie na "wycieczce" do Wa-wy.... Od początku wiedziałam że bedzie hujowo itd.  Ale stwierdziłam że co mi tam, przejechać się można..... Tyle że nie sądziłam, że to będzie dosłownie przejażdżka. Najpierw musiałam wstać po 4!!!! Bo 5:15 miałam autobus do Jowa. Hehe mama mnie na przystanek podwiozła bo było tak masakrycznie cimno że łooo=p Jak zwykle 5 minut trwało ruszanie samochodem z miejsca. Hehe mama jak wsiada do auta to najpierw wszystko posprawdza dopiero jedzie, już nawet nie wspomne że w żółwim tempie=P Ostatnio się śmiałam że ma auto na korbkę i zanim ruszy to musi nakręcić xD
Ale wracając do wycieczki, to sobie dość szybko dotarłam do Jowa bo już 5:30 byłam. No tak, wyjazd miał być o 6. Kaśek jak zwykle wzorowo pierwsza pod zamkniętą bramą szkoły wypatrywała Siojki. Haha tak jakby wierzyła w cuda, wierzyła w to że nasza kochana wychowawczyni będzie tak jak powiedziała na 5:45, ale jak zwykle sprawdził się mój scenariusz i Siojka była po 6 xD. Haha i jeszcze autobus się spóźnił a potem policja se kontrole robiła.... A my sobie staliśmy na tym zimnie i deszczu.....ale to szczegół. Do Wa-wy jechaliśmy 5,5 h. Normalnie cyrkowo było xD Zachciało nam się słodkiego, no to dajesz wafelki xD No a potem słonego. Haha i śmiechowo było xD I spać :P A potem Kaśka zaczęła marudzić że jej się sikać chce xD Bosko było, musięliśmy robić postój i wtedy stwierdziłam że pasowałoby kupić sobie startówke z Orange. Do tej pory się zastanawiam dlaczego ja zawsze z powodu chłopaka musze zmieniać sieć..... Ale doszłam do wniosku że tylko mi się ważność  karty skończy to ją dodaje do kolekcji =P Mam już z tak taka, heyah, 36i6 orange no i mojej ery xD Bosko =] Jednakże do tej pory nadal twierdze że Heyah była najlepsza, nigdy się na niej nie zawiodłam i nigdy żadnych problemów nie było. Więc wróce do niej tylko jak mi się ta głupia umowa skończy. Teraz nie, bo mi się nie opyla jechać na 2 karty.....Ale mniejsza z tym..... Znowu zmieniłam temat =P Gdy wreszcie dotarliśmy na miejsce, to poszliśmy to Xpawilonu, do muzeum..... Byłam tam już chyba, ale to szczegół, przypominam sobie to drzewo i te tablice =P Potem jakiś koleś zaczął cuś tam pierdolić. Ehh.....strasznie było tam. Czuło się tą wylaną krew..... Smutek i ból tych ludzi.....Chociaż po tym miejscu nie byłam tak roztrzęsiona jak po Oświęcimiu.....tych włosach.....ubraniach......do tej pory mnie ciary przechodzą jak sobie o tym pomyśle. Wreszcie wyszliśmy..... Haha no i foto przy armacie było =D Ale nie pokaże =P
Jej.....wyszliśmy z tamtąd i zobaczyłam Wisłe..... Przepiękna była, nie taką jak w Krk, ślicza była. Oczywiście ją uwieczniłam =] Potem poleźliśmy do sejmu. Oczywiście nasza kochana Andzia S bawiła się w przewodnika =P Ale to szczegół że się prawie zgubiliśmy. Szliśmy sobie z Kaśkim i było zabawnie =] A potem jakoś tak wyszło że stałysmy na środku drogi przy czerwonym świetle =] Ale to nic =] Andzia wygladała na zbulwersowaną, ale siem nicz nie odezwała=] Hehe szczegółem było też to że tylko my stałyśmy na środku drogi xD A reszta szekała na zielone =] Ale dobra.....Dotarliśmy wreszcie pod ten sejm. Mnie osobiście zafascynował protest pod nim =] O jakieś tam bogactwa naturalne czy cuś =] Jeden do mnie i do Kaśka podszedł, a my "Jestesmy z wami". Kocham bunty i protesty i sprzeciwianie się innym =] Potem jak wyszliśmy (wyłączając fakt że usypiałam w tym sejmie) musięliśmy czekać 1,5 h na autobus. W zimnie i deszczu.....Bo huj stwierdził że nie ma parkingu pod sejmem. Godziny szczytu.....giga korki...... Tragedia. Następne 1,5h wyjeżdzaliśmy z samej stolicy. Podobno =P Bo ja spałam =P Potem sobie poszliśmy do tzn."centrum" w którym nic nie było praktycznie =P Oprócz jakichś tam mebli, ale ok.  Był jeszcze MacDonald, ale stwierdziłam że nie bede tam jeść =P To poszłyśmy z Kaśkiem do marketu =] Mnie tam najbardzie zafascynował basen z kolorowymi piłeczkami =] No jakby było tylko więcej czasu....=] Odstawiłabym nie złą szopke =]
Jak wsiedliśmy do autobusu. Oczywiście było słodkie słone i spać =P Znaczy niby spać, bo nie mogłam zasnąć. Patrzyłam w okno.....Na światła....Na niebo.....I normalnie nie powiem o czym myślałam no =] Ehh.....ale tak swoją drogą to strasznie mi brakuje Damiana....... Tak bardzo go kocham......Ale ta odległość czasami mnie dobija. Ale wiem że musze być silna.....No a autobusowe wycieczki pobudzają moją wyobraźnie i odpływam =] Nie trudno się domyslicz o czym m.in myślałam =].......hehe xD
Tak pozatym to nic ciekawego nie było, pozatym że powiedziałam Justynie co myśle =P Phhi....=] Nastepnym razem powiem jej ręcznie. Kurwa jedna!! Wrrr... =/
W Jowie byliśmy na 22:30. W domu byłam o 23. Normalnie czułam się jakbym była na kacu...... Nawet nie byłam w stanie się spakować. Normalnie jak żywy trup. Miałam jeszcze poćwiczyć OOBE, ale stwierdziłam że nie mam siły.
I poszłam spać. No i dzisiaj pobudka o 5:40.  Trrragggedia!!! Dzisiaj to dopiero byłam nie do życia. A osób w klasie było aż 6 =P Bosko...... Usypiałam na lekcjach. Już sobie zaplanowałam, że posymuluje ból głowy i mnie zwolnią. Ale pielęgniarki nie było.....Bosko no =/ Dosiedziałam jakoś do końca.

Ehh.....Damian jest przezemnie smutny......Przez moje humorki......Nie miałam pojęcia, że to "daj mi spokój" tak go zaboli. Z doświadczenia wiedziałam, że jak się pisało "daj mi spokój", to było najpierw czemu, a potem jak chcesz...... Damian jest naprawde wyjątkowy.....Nie wiem jak On jeszcze ze mną wytrzymuje..... Wiem że jestem okropna..... Ranie osobe którą kocham najbardziej na świecie......Wszystko zawsze jest moją winą...... Ehhh.....jestem beznadziejna......


2009-10-20 A Bóg stworzył BMW =] ........ i bakterie =P
Ehhh..... zła pogoda......złe samopoczucie.....zły dzień.......Tylko na religii jak zwykle jajca odchodziły =] Bosko było =P A my z Kaśka wpierdalałyśmy czekoladę =] Bo nam się chciało...... =] Tak to jest jak się jest wiatropylnym =] Wieczna ciąża no =P
Potem się musiałam wziąść do roboty, bo na ostatniej lekcji czekała mnie poprawa z ang.....Uczyłam się 4h......Umiałam wszystkie przejścia. Ale to jest tak niedojebane że po prostu się nie da =/ Nie dziwie się  że zaliczyły to tylko 3 osoby..... Jestem po prostu przybita tą poprawą..... =/ Z resztą nauczycielka jest niedojebana. Zamiast nas uczyć to całą lekcje przegada o swoich dzieciach...... Już zaczynam szukać korepetycji. Ktos mnie w końcu musi do matury przygotować.....
Ehhhh.....wczoraj dostałam 5 z biologi =] Miałam calutkie 100% =] Hehe no i z tego powodu to nie ma co ale jestem zadowolona =]
Czo pozatym?? Wczoraj znowu próbowałam wejść w OOBE.....ale nie moge się ostatnio na niczym skupić (to przez tą głupią pogode). Ale miejscami osiągałam skupienie......Widziałam światła, które zaczęły przybierać różne kształty. Wpatrzyłam się w nie, było tak przyjemnie...... Ale za chwile znikały, bo moja koncentracja mijała.....
Musze poczekać na lepszy dzień.......



2009-10-16 Mrrrr =****
Dzisiaj się widziałam z moim kochaniem:) Na początku pogoda zapowiadała się super =P Potem się strasznie zznimniło =P Brr..... Ale mnie bynajmniej Damianek grzał =] Stalismy sobie na Wawelu na tarasie widokowym =] I patrzyliśmy sobie na Wisłe. Piękna była..... Tak jakby była żywa..... No ale to tylko moje odczucie.... Było bosko =] Tak czuć jego ciepło =] Mrrr..... Jestem z nim bardzo szczęśliwa =] Oswoił się bardzo od poprzedniego spotkania =] Hehe szliśmy sobie Krakowem za rączkę =] Hehe milutko =] Ale mnie nie pocałował=P Kochanie, dalej czekam na Twoją inicjatywę =] Ja naprawde nie gryze. Nie ma się czego bać=P
Powiedziałam mu dzisiaj że go kocham. Nie wiem dlaczego ale bałam się strasznie tego powiedzieć..... Dlaczego?? Sama nie wiem. Nigdy nie miałam problemów z wyrażaniem uczuć.... Ale to chyba dlatego że jest dla mnie osobą niezywkle ważną, nie wiem co bym zrobiła gdyby powiedział że mnie nie kocha......
Haha a potem był bieg na autobus =] I było śmiesznie =] Mamuśka się troszki wkurwiła. Ale co mi tam.....Ona nie szanuje mnie a ja jej..... Żebym ja miała normalną rodzinkę to by się chyba musiały dwie niedziele palmowe zejść. Ale w sumie mnie to już nie rusza nawet. Idziemy sobie drągą mamuśka się na mnie drze a ja uśmiech i myśle sobie o Damianie =] Nawet nie wiem co tam se mówiła =]
Po Krakowie poszłam do lekarza. A lekarz był jakiś dziwny. Ja do niego przychodze z ustami, a ten mi się karze rozbierać. Prawie mi dziad satnik zdjął =p Naprawde żal =P Przepisał mi witamine B2 i jakieś tabletki i git =P  Teraz jeszcze do odhaczenia cyrk u dentysty =P



2009-10-13 Seks i OOBE
Dzisiejszy dzień był pełen seksu XD Normalnie szał =]. Całodzienne rozmowy o seksie z At-em moim. xD Bosko..... =] To lubie=] Nasze boskie macanki i zakładka na fizyce=] Mrrr XD.
Dzisiaj planuje się wprowadzić w trans...... Nie wiem czy mi się to uda bo się boje ciemności...... Kurcze a z transu to tylko krok do OOBE. Boje się troche zerwania srebrnej nici.....  Takto ani wibracje ani powrót mi nie straszne.... Najpierw musi być plan.... Bo nie chce wyladować w kompletnej ciemności =P  Słyszałam o jasności, straznikach świetlistej bramy...... Tam chce iść. Zobaczyć to czego inni nie widzą..... Znaleść odpowiedzi. Wyjaśnić sny. Znaleść PANA z mojego sufitu......Brzmi abstrakcyjnie, ale ja wiem co widziałam. To nie to samo co postać w świtlistej szacie. Widziałam twarz, taką przyjazną..... Moje odczucia?? Nie potrafie ich do tej pory zdefiniować..... Strach z radością i takim wewnętrznym opanowaniem. Niezwykłe uczucie..... Musze osiągnąć OOBE. Jestem tak blisko wyjaśnienia moich snów. Ta dziwna perspektywa patrzenia na siebie z boku..... Jednego snu do dzisiaj nie zapomne...... Najbardziej mi zapadł w pamięc, nie wiem tylko dlaczego...... Moje ciało stoi i przytula się z jakimś chłopakiem i w ogóle. Ale ja jako osoba duchowa stoje z boku i widze siebie z tym chłopakiem. Czuje wszystko co robi ciało i jestem strasznie smutna bo nie moge tego mieć fizycznie..... Wiekszość moich snów jest z takiej perspektywy. Z takiej perspektywy anioła stróża....Dziwne jest to wszystko i nie potrafie tego pojąć. Szukam odpowiedzi.....I czuje że ją znajde.....



2009-10-11 I znowu deszcz......
Cieżko mi......=( Jestem zmęczona, niewyspana.....Nie mam w ogóle humoru i nie moge się na niczym skupić.....=( Musze zrobić 10 zestawów z matury ustnej z angielskiego..... Jestem dopiero przy 3.... Strasznie ciężko mi to idzie.....Nie potrafie nic wymyślić. Przetłumaczenie na angielski nie jest problemem.....ja tego nie jestem w stanie po polsku wymyślić. Dzisiaj za scenki się zabierałam ponad 4 godziny. Siedziałam przed kompem i jak głupia patrzyłam na Translator....I nic....Pustka.....
Dzisiaj naszła mnie wena na fotki....Chciałam stworzyć coś takiego innnego. Tak. Zmiana fryzury..... Beznadziejne te fotki wyszły..... Tylko Łukasz jak zwykle z teksem że ślicznie wyszłam (pewnie pod wpływem pewnych wieczornych wspomnień jego wyopbraźnia mnie rozbiera:P). Heh....
I znowu deszcz......

Nie lubie gdy pogoda jest taka smutna i ponura.....Kiedy niebo płacze.... Wszystko się robi takie szare....Znów nadeszła pora bezsensownego gapienia się w okno....Wracają wspomnienia.... To co było kiedyś..... Dzisiaj w kaplicy była msza za takiego jednego faceta.....Bardzo go lubiłam, a nie byłam nawet na pogrzebie..... Dlaczego?? Bo nie lubie pogrzebów.... Nie moge patrzeć na ból innych.... Na ostatnim pogrzebie na którym byłam to był pogrzeb mojego dziadka, jedynej osoby w domu z którą uwielbiałam spędzać czas, chodzić na spacery....... Zawsze mama się na mnie darła że szłam z nim gdzieś przed siebie i nie mówiłam jej gdzie ide..... w lutym będzie chyba 9 lat...... Nawet się z nim nie pożegnałam..... Ktoś jest, a potem go nie ma i zostaje taka dziwna pustka i zapach w starej szafie i rzeczy......
Jutro znowu do szkoły.....Nic nie odpoczęłam przez ten weekend....Znowu mi się zaczyna kręcić w głowie...... Ale do lekarza i tak nie pójde =P Przyzwuczaiłam się.
W czwartek spotkałam się z Damianem..... Było bosko, wyłączając to jego milczenie..... Wybacz nie moge pisać o szczęściu będąc smutna..... Więc na tym zakończe......


2009-10-06 Bez sensu........ =(=(
Wszystko jest żle......Damian nie chce ze mną rozmawiać nie wiadomo dlaczego.....dzwoniłam 6 razy..... Pisał z Kaśką o czymś tam i się obraził.....Podobno o to że dlaczego nie zapytałam jego czy pisał z Kaśką.....Jak ja rzekomo miałam nie wiedzieć o tym że piszą..... Widziałam każde słowo.... No prawie. Myślałam że skończy się to pisanie o mnie jak już pomiędzy nami będzie ok.....ale nie....On z Kaśka pisze o mnie tak jakbym była dla niego kimś obcym......To boli =( Ale kogo obchodzą moje uczucia?? Chociaż tyle że Kaśka uszanowała moją wole i obiecała że już z nim pisać nie bedzie....
Gubie się we wszystkim......Nie daje sobie rady...... Jak wygląda moje zycie?? Przez cały dzień siedze w szkole. Sam dojazd w jedną strone zajmuje mi 20 minut jak nie więcej.....Czuje jakby życie mi uciekało z rąk.....A ja stoje bezczynnie i nie mam siły nic zrobić.....Wszystko jest takie szare i bez sensu.....Nic nie jest jakpowinno..... Dzisiaj kolejne jedynki....Nic mi się nieudaje, nic mi się nie chce. Spałabym tylko.....Chciałabym już umrzeć, bo życie które nie ma sensu to wegetacja.
Dziś popatrzyłam na wszystko dookoła jakbym to wszystko widziała ostatni raz w swoim życiu. Nie mogę tak.... Jestem rozdarta pomiędzy życiem a śmiercią......I nikt mi nie może pomóc.




2009-10-02 ......................................
Dzisejszy dzień był po prostu hujowy..... Wszystko jest bez sensu. Jest mi strasznie ciężko. Nikt mi nie może pomóc..... Jestem z tym wszystkim sama i tak być powinno..... Dzisiaj moja babcia wylądowała w szpitalu....Dobrze że szłam wtedy do szkoły, bo nie wiem co by było..... Nikt by jej nie pomógł..... Powiedziała tylko że robi jej sie ciemno przed oczami i upadła......Nie wiedziałam co robić....Próbowałam złapać z nią jaki kolwiek kontakt.....Nic.....Sprawiała wrażenie jakby się dusiła....A ja nie mogłam nic zrobić..... Zadzwoniłam po mame....Zaraz potem po pogotowie....Przyjechało stosunkowo szybko......5 minut chyba....Babcia już odzyskała przytomność......Zawieźli ją na badania.....Teraz jest w domu, jest dobrze.
Nigdy tego nie zapomne.....Jej twarzy wtedy.... Jeszcze nigdy w życiu tak się nie bałam..... Nawet porządnie pogotowia nie byłam w stanie wezwać =( Ta baba zadawała te same pytania po 10 razy.....W końcu mama musiała przejąć słuchawke bo ja już nie wiedziałam co gadam....
Potem tata mnie zawiózł do szkoły..... Cały dzień przesiedziałam patrząc w okno...... Gdzieś daleko....Nie potrafiłam przestać o tym myśleć.....
Moja psychika jest w strzępach......Na niczym nie moge się skupić, nie jem już praktycznie nic...... Tylko tak żeby mama się nie czepiała.....
Spadam w dół i w dół.....
I wszystko jest bezsensu.....
Nie mam ochoty z nikim rozmawiać....
Bo nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć.....
Nie mam już siły, by dalej żyć......



2009-10-01 Spóźniony zapłon
Na poczatku to do mnie nie docierało....Totalny szok. Jakby ktoś zabrał mi wszystkie uczucia.....Nie mogłam uwierzyć w te słowa....Nie chciałam. Następnego dnia, powoli zaczynało do mnie docierać.....ale dalej nie wierzyłam......Dzisiaj dotarło. To tak bardzo boli...... =( Dzisiaj łaziłam sobie po deszczu, wróciłam cała mokra....Pewnie będe chora.....Wszystko jest bez sensu. Zawaliłam dzisiaj kartkówke z chemi i klasówke z angielskiego. Będzie 1 jak nic. Nie miałam ochoty się uczyć. Z resztą zanim się zabrałam do nauki to była już 23......Tak bardzo bardzo go kocham.....I dlatego to tak bardzo boli.........Nie panuje nad tym....Coś tak czuje że zapowiada się kolejna deprecha.....Znów każdy dzień będzie gorszy od poprzedniego i coraz bardziej bez sensu. Nie docierają do mnie słowa pisane przez gg....przez gg można napisać wszystko....Nie mam już sił.....



2009-10-01
****
Płynie krew
Płyną łzy
Niebo płacze
Ziemia drwi
Słowa ostre
Niczym nóż
Ostrze w serce
Wbite znów
Ciemność wokół
W sercu ból
Bezsens życia
Krwawy sznur
Liść bez wody
Kończy dni
Chce oddychać
Z całych sił
Kat swym ostrzem
Z rąk wydziera
Delikatnej róży kwiat
Patrzy na ostatnie
Tchnienie piersi
I odchodzi
Z duszą w dal......

01.10.2009 r.

2009-09-30 Życie potrafi być hujowe
Wczoraj pisałam z Damianem. Zgadał się jakoś temat o dzieciach. Zapytałam czy jeśli ja nie będę chciała mieć dzieci to mnie zostawi. Wykręcał się od odpowiedzi. W końcu odp… Napisał że mnie nigdy nie zostawi, ale jakbym nie chciała mieć dzieci to by sobie je zrobił z inną kobietą. Do tej pory nie mogę uwierzyć w to co napisał. Po prostu wprost napisał, że jeśli nie dam mu dziecka to mnie zdradzi. Niby to są sprawy wybiegające bardzo w przyszłość ale z drugiej strony człowiek który przed Bogiem będzie przysięgał mi miłość, WIERNOŚĆ i uczciwość małżeńską tak po prostu zrobi sobie dziecko z inną? To nie jest normalne! A jakby się okazało, że nie mogę mieć dzieci? To co, wio do innej? Nie potrafię tego zrozumieć Jak On tak mógł?! Po prostu sobie oznajmić że mnie zdradzi. Nie mogę uwierzyć, nie dociera to do mnie… Nigdy w życiu bym nie powiedziała, nawet przez myśl by mi to nie przeszło, że Damian tak się zachowa. Słowami nie da się opisać tego jak się teraz czuje, tego jak bardzo się na nim zawiodłam…
Dzisiaj był dzień patrona. Kaśka czekała na mnie na dworcu (z Kingą bo się przyczepiła). Poszłyśmy sobie do kościoła bo Siojka miała obecność miała sprawdzać. 2 h w kościele? Mowy nie ma! Tylko Siojka poszła przepakować autko, to ja poszłam obcykać czy furtka z tyłu kościoła była otwarta  Była…. :)No to wio… Zwiałyśmy :D Bosko :P Połaziłyśmy po sklepach. Pogadałyśmy (jak już się Kinga odwaliła). I po 12 Byłam w domku. Ale mój Meszek się stęsknił :P Heh a potem z radości mi myszkę do pokoju przyniósł. =p A najlepsze było to że ta myszka była żywa i mu zwiała :P I obecnie mi gdzieś w pokoju grasuje :P Teraz jesteśmy w 3 pokoju :P Ja, Meszek i myszka :P Może ktoś jeszcze :P zmieścimy się :)
2009-09-28 "Człowiek boi się tego czego nie rozumie, dlatego mężczyźni boją się kobiet"
A no tak. Ciekawy dzień był dzisiaj. Na histori szopka po prostu, był sprawdzian który był rzekomo przełożony (tak to jest jak się słucha Kaśki) :P ale co tam i tak bym się nie nauczyła. Więc książka na ławke i piszemy.... =] może będzie 2 :P wiecej do szczęścia mi nie potrzeba. Na polskim Siojka nam zaprezentowała bardzo ciekawy rodzaj literatury.....

Dyskurs z poetą
Jak oddać zapach w poezji...
na pewno nie przez proste nazwanie
ale cały wiersz musi pachnieć
i rym
i rytm
muszą mieć temperatury miodowej polany
a każdy przeskok rytmiczny
coś z powiewu róży
przerzuconej nad ogrodem


rozmawialiśmy w jak najlepszej symbiozie
aż do chwili gdy powiedziałem
"wynieś proszę to wiadro
bo potwornie tu śmierdzi szczyną"


możliwe że to było nietaktowne
ale już nie mogłem wytrzymać
Andrzej Bursa

Naprawde pozostawie ten tekst bez komentarza... :P
Potem była religia.... =] Były jajca:D Ja i Kasiek w pierwszej ławce i szalejemy:D Dzisiaj mieliśmy wypisywać przymiotniki związane z zagadnieniem "Jaki jestem"......Haha:D koledzy krzyczą "sexi", a ja z Kaśka "zboczony" :D a potem "niewyzyty" :D Haha wiec pani kochana się pyta: "Co wyście już do reszy oszalały?!!", Kaśka płacze ze śmiechu, a ja na to "Tak!!=]" i cieszymy się obie:D. A najlepsze było to że nam ani jednej uwagi nie wstawiła:D Phiii:D Ma siem te chody :). A to nasza piękna praca:



Również bez komentarza ;D A jak to zobaczyła katechetka:D Szał =]

Biologia.....oddanie kartkówek, pół klasy 1, kurde ale miałam stresa no.......a tu 4 :D Jakbym się w jednym zadaniu tak nie spieszyła to by było 100%, niech to huj!!! =/ Ale dobrze jest. Mimo wszystko jestem zadowolona.

Ehhh.....coś mi rodzice coraz bardziej na nerwy działają.....Dzisiaj się ojciec zaczął czepiać o to że puszczałam sygnała. No to ja stwierdziłam że jest nie normalny =P A mama do mnie z tekstem że jak nie szanuje ich zdania i że im się to nie podoba że ja używam tel. No to ja sie wkurwiłam i powiedziałam że oni mają gdzieś moje zdanie i wyszłam trzaskając drzwiami...... No i bosko.
Moja klasa planuje sobie półmetek, po prostu istna patologia!! Nie zgranie i kombinatorstwo. Na koniec października =/ A ja chce w maju:P I huj......jak się wkurze to nie pójde w cale i tak nie cierpie tej klasy.
A co tak pozatym......Hmmm......z Damianem wszystko Ok:) Jej.....jaki On potrafi być kochany..... =] Jak ja się ciesze że spotkałam go na swojej drodze =]  A najlepsze jest to że on praktycznie nie ma żadnych skojarzeń (albo ma i tego nie pokazuje) i to jest super =) Bo wiem że moge czuc się przy nim swobodnie, bo wiem że jemu nie chodzi tylko o jedno...... Cudownie jest =] Kocham Cie słońce:**
2009-09-24 ...................................
A no tak:D Kolejna notka oparta na kontrataku na At-a:D No więc postanowiłam pokazać coż to mój Kasiek (wraz ze mną rzecz jasna) robiła na lakcjach:D Oto jej dzieło:



Bosko:P
I tak moje ładniejsze i bardziej kolorowe i artystyczne:P
A tak pozatym ostatnio nie mam w ogóle humoru. Wszystko się robi takie szare....Tak jakbym żyła w innym wymiarze....Jeszcze ciągle widzę godziny w stylu 15:51.....To mnie już po prostu dobija. Niby zwykła godzina, jak każda inna. Ale też widziałam takie godziny jak Marcin mnie okłamywał, albo jak znowu go ojciec z domu wypierdolił....Po prostu się boje. To jest silniejsze odemnie. Moge był uśmiechnięta, mieć zajebisty humorek, ale jak zobacze tylko taka godzine to od razu się robie smutna.... :( Za bardzo się zakodowało w mojej głowie że to oznacza coś złego.....Ja po prostu oszaleje w końcu.....Robi się coraz ciemniej.......

2009-09-22 Kontratak na Ata xD
A no tak:) Kaśka napisała o mnie notke, to teraz mały kontratak:D
No więc tak....Kaśka....Osobniczka gwałtowna jak burza. Nigdy nie wiadomo czy płacze czy moze się śmieje (zazwyczaj jest to coś pomiedzy:P). 6 Żywioł:P, ona to jest dopiero nie obliczalna. Jak Marcin się odezwie, albo jak jest angielski to lepiej bez kija nie podchodz, bo pogryzie podrapie wydrze się i strzeli focha:D (tak, naprawde:P). Ponadto tak samo jak ja ma kredki w głowie i docenia Polską zieleń:D Szczególnie tą krzaczastą (no i błoto, ale to już inna historia:P). Bardzo lubi się chować przed Osą, wystarczy rzucić hasło "Osa idzie" to od razu nie wie gdzie się schować:P. Pozatym jestesmy jeszcze z Kasią wielkimi miłośniczkami religii:) Na religii są największe jajca, o pierzastych gołebiach, parasolce, kwiecistej Trójcy świętej i oczywiście nierządzie:D.Grzechem by było nie wspomnieć że to straszny uparciuch, który strasznie uwielbia sobie komplikować życie i zazwyczaj przekonuje się o słusznosci moich rad kiedy już dostanie po dupie:P A nasze piatkowe wypady do parku są zabójcze:P Bojki bojki i jeszcze raz bojki :D haha i słodkie ze słonym:D Nasza wieczna ciąża:D 56 miesiąc:D. Hehe potrafimy zaszaleć:D Szczególnie na wolontariacie rozpusty:) (Zakład. Pamiętasz:P??) Albo poker rozbierany z Łukaszem w lesie:D (a ja wygrałam :D A Kaśka z Łukaszem teoretycznie zostali bez majtek:D). I nasze rozmowy:D Te wszystkie aluzje, podteksty i zboczone myśli:P I harlekiny:D Mrrrr;] Nie ma co Katarzyno:D bez ciebie życie codzienne nie było by takie zabawne:D Dzięki że jesteś Ty At-cie Ty mój:P Pozdr:P:**!!



2009-09-20 Żółte konwalie:):**
Dzisiaj spotkałam się z Damianem:) Porozmawialismy i wszystko sobie wyjaśnilismy:) I kontrakt został podpisany na żywo:) Siedzięliśmy sobie na ławeczce a ja sobie zrywałam liście;] Jeden listek- kocha, drugi- nie kocha:D i wio:) Chociaż niektóre wyniki nie były satysfakcjonujące:P Ale dobra, ja wierze słową nie liścią:P Hehe prawie cały ranek przesiedzięliśmy na placu zabaw, no a potem się zorientowaliśmy że obok był park miejski xD Mistrzostwo:) Ale co tam:P Misi nie było w Miechowie:P coż to za miasto bez misi??!! Po sprawdzeniu transportów powrotnych, poszliśmy się przejść. Trafiliśmy na ściezke, prowadzącą w jakieś haszcze:) Jak można było by tak tam nie pójść no;p?? To byłby grzech:P No to poszlismy......Troche się poszarpalismy o gałązke żółtych konwalii;] No a potem sobie tak leżeliśmy razem i patrzyliśmy na artystycznie bezchmurne niebo.....To było takie niesamowite.....Takie inne.....Nigdy w życiu nie czułam się tak spokojna i szczęśliwa.... A do tej pory roznych szaleństw dokonywałam w haszczach.....A to nasze sam na sam było takie zwyczajne, nic na siłe......to było po prostu cudowne i wyjątkowe, swobodne..... Słyszałam bicie jego serca i te jego śliczne oczka.... Mrrr......:) Normalnie brak mi słów żeby opisać jakie to było cudowne:)


2009-09-13 "Obudź się księżniczko, szczęście nie istnieje"
Smutno mi......Damian się na mnie wkurzył  za moje stwierdzenie o "oblanym egzaminie". Tylko co ja poradze na to co napisał......No przecież to nie ja się zastanawiłam kogo bym wybrała......I jeszcze na dodatek stwierdził że nie wie..... Szczerze?? To po prostu szczęka mi w dół zjechała. Byłam pewna, że kocha tylko mnie i jestem tylko ja.....A on nie wiedział....po prostu. Nawe nie chce myśleć co by napisał gdybym zapytała o Gośke. Po prostu czuje się jakby ktoś nagle potrząsnął mną i powiedział :"obudź się księżniczko, twoja bajka się skończyła".....Totalny bezsens. Otwarłam przed nim całe swoje serce.....mimo że sobie przyrzekłam że już nigdy tego nie zrobie. Znowu się sparzyłam. Tylko dlaczego ja go nadal tak bardzo kocham?? Ehh....nie moge patrzeć na swoje uczucia. teraz mówie do mojego serca "zamknij się" i ide dalej. Szczęście nie istnieje, są tylko chwile uśmiechu. Które jak tęcza, szybko znikają.....
2009-09-13 Refleksja
Wszystko się ostatnio zmienia. Wczoraj pisałam z Damianem.....Twierdzi że mnie kocha. No więc zapytałam go co by było gdyby Marta teraz mu napisała że chce z nim być, napisał że nie wie. W ten oto sposób sprawdziłam jego miłość do mnie. Nie trzeba chyba dobitnie mówic że oblał. I pozostawie to bez komentarza.
Dzisiaj sobie tak myślałam o moich byłych i haremie.....Tyle wspomnień.....Przypomniałam sobie jakie szalone pół roku przezyłam z Marcinem. Potrafiliśmy się całować bez przerwy przez 4 h:) jak nie więcej:) nasze leśne spacerki i zachody słońca na szlabanie no i schodki po których się tarzalismy:D Hehe albo jak Pawełek słodko się pytał czy może mnie pocałować:) nasz taniec do naszej piosenki....mostek.....Galaktyka:) Te związki nie zakończyły się zbyt przyjemnie, ale wspomnienia w mojej głowie pozostały tylko te pozytywne.....I nie żałuje tego co było. Nie zmieniłabym za nic swoich decyzji. Bo w końcu żyjemy dla tych krótkich chwil szczęścia.
Myślałam tez dzisiaj o wakacjach......To już było po prostu istne szaleństwo:) A szczególnie początek:) Ta szatnia z Łukaszem i ten gabinet medyczny:) haha i to co się działo przy fajerwerkach na Kadzielni:) nasze pożegnanie na stadionie Ck, poker rozbierany, potem wieczór w samochodzie:) Albo ogladanie gwiazd przez szyberdach z Damianem2, co prawda  mój "romantyk" stwierdził że tylko tam głupie kropki widzi ale i tak było fajnie:).
Życie jest po prostu piękne. A miłość jest najbardziej hujowym uczuciem pod słońcem. I tą oto błyskotliwą myślą kończem.....

2009-09-12
Ścięłam całą reke od nadgarstka do łokcia. Nawet nią ruszać nie moge.....boli jak cholera. Ale przynajmniej na tą godzine ręka, a nie serce.  Życie jest beznadziejne. Tak bardzo beznadziejnie beznadziejne.....Nie widze sensu, nie widze celu. Wszystko wróciło. Od teraz kazdy nastepny dzień będzie gorszy od poprzedniego, każdy następny dzień będzie coraz bardziej bez sensu. Zero uśmiechu. Smutek i łzy. Bo na tym właśnie polega zycie.....
2009-09-12
Zerwałam z Damianem. Tak będzie dla niego lepiej......Przez moje humorki on tylko cierpi. Jeszcze w końcu przezemnie by zawalił szkołe, tego bym sobie już w życiu nie wybaczyła....Minie pewnie pare dni i on zapomni o moim istnieniu....Ale ja o Nim nigdy. Tak strasznie go kocham.....;( Ja nie potrafie bez niego żyć, czuje jakby cały mój świat się zawalił. Obiecywałam sobie, że nigdy nie będe płakać przez chłopaka, ale tej obietnicy już nie jestem w stanie dotrzymać..... Wszystko jest bez sensu. Łaże nieobecna i myśle tylko o Nim. Nie potrafie się na niczym skupić. Już na niczym mi nie zależy. Chciałabym pójść spać i już nigdy się nie obudzić.
Dzisiaj całe zycie przeleciało mi przed oczami. Wspomnienia......i te marzenia które i tak się nie spełnią. Teraz już nie mam po co zyć, a tym bardziej dla kogo......

2009-09-12
Słowo "związek" budzi wemnie złe wspomnienia..... Miłość mi się kojaży tylko i wyłącznie z bólem i cierpieniem, no i z ciągłą obawą. Ja nie umiem być szczęśliwa....Wszystko jest bez sensu. Wczoraj się pokłóciłam z Damianam.....Nie zależy mu na mnie. Po prostu.  Jest wobec mnie taki chłodny...... Nie radze sobie z tym wszystkim. Dzisiaj już szkło było w moich rękach. Ale nic nie pomogło. Moje życie jest bez sensu......
2009-09-11 Kaczo:D
Wczoraj na wieczór postanowiłam sobie zrobic małe sam na sam. I wyłączyłam telefon. Kurde strasznie mi brakowało jakiego kolwiek kontaktu z Damianem. Ale dałam rade. Dzisiaj sobie wstałam po 10:D i w ogóle zupełnie inaczej się czułam:) W szkole to już po prostu szaleńswto było:P Przed historią znowu Łukasz mnie odwiedził:P Hehe spóźniłyśmy się z Kaśka na historie przez to:P ( no ale to tylko 15 minut było) hehe i robimy wejście smoka takie uchachane i "Proszę pani, mu u pielęgniarki byłyśmy":D Na historii to już była rewolucja no:D Natalia się bawiła kaczką i postawiła jej ładny napis "Zbieram na piwo", ja z At-em  moim sobie podziwiałyśmy charem Ludwika VII. Aż w końcu Daduś wyskoczył z pytaniem:" Proszę pani, a jeśli pani mówiła że Adam Małysz należy do koscioła ewangelicznego to do jakiego należy Mariusz Pudzianowski?" normalnie aż się rozpłakałam ze smiechu:D Normalnie szał:D
Ale się dzisiaj wkurzyłam no!! Zgłosiłam sobie datke z matmy bo pracy domowej nie miałam, a ta pizda nie sprawdzała!! No chuj by to strzelił no!!
A potem wyprawa do rynku:D Haha:) I mała sesyjka:D Miło:) No i kaczka rzadzi:P!!!!

2009-09-10
****

Czasem trudno
się uśmiechnąć
i z pewnoscią
w życie iść,
gdy nipokój
mieszka w sercu
nie można szczęśliwym być.

Chmurne niebo,
smutne ptaki
krople łez spadają
znów.....
Pozytywną myśl
hamuje
Mroczny potok
ostrych słów.

I w bezsensie
codzienności,
uświadomie sobie znów,
że to życie jest
bez sensu.....
bo dostarcza tylko
ból......

10.09.2009r

2009-09-10 Bardzo bardzo nie miło.....!!!!
No kurwa ciężko......Już nie daje rady. Psychika siada i wszystko jest bez sensu. Już nawet nie mam chęci do nauki. Po co się starać jesli i tak nie zdam matury, a w szczególności z matematyki. Nic nie umiem i dobija mnie to że próbuje się nauczyć i nic z tego. Nie jestem ani wytrwała ani cierpliwa i szybko się poddaje. Po prostu nie wiem co robić.... Jeszcze Damian mi wczoraj tak dobitnie uświadomił jak daleko od siebie jesteśmy....Smutno mi i już. I to kolejny dzień...... No fakt że dzisiaj były przebłyski radości jak z moim At-em szłam sobie pod Grota:P  Hehe i po drodze spotkaliśmy szanownego kolege Damiana który nam opowiedział o tym jak sobie radzi ze swoją "chcicą":P hehe i jak to dziewczyna go chciała na dziecko złapać:P Nie ma co ciekawie było:P I w końcu dotarłyśmy do parku:P Hehe i tam mnie wredny At zostawiła na pastwe Marcina:P. A no tak.....;] Ciesze się że wreszcie poszedł do szkoły i jakoś zaczął układać to swoje życie. Mam tylko nadzieje że znowu tego nie spierdoli......
Widziałam dzisiaj Pawła....kurde tak dziwnie na mnie patrzył.....Obraził się na mnie, to już wiem napewno:P Chyba go nie przekonała bajka o odwołaniu spotkania z powodu nagłej wizyty u dentysty:P Heh:P Przeprosiłam go dzisiaj:P A co mi tam....:)
A co pozatym...... hmmm.....a nic pozatym że wszystko wali mi się na głowe, to nic. Boje się przyszłości, jak kazdy....i paru innych rzeczy.....Ale musze myślec pozytywnie. Wczoraj już mi przebiegła przez głowę myśl, żeby wziaść szkło w reke i zrobic co trzeba, ale sie powstrzymałam i jestem z siebie dumna.....

2009-09-09 Nie miło!!
Drugi tudzień szkoły.....Jeszcze nigdy nie było tak cięzko na samym początku. Już po prostu nie daje rady. Jestem zmęczona, jeszcze na dodatek mnie ręka boli po wczorajszych 2 W-F. My chcemy Szczygiełka!! To nowe babsko jest okropne!!:( Od czasu szkoły podstawowej nie miałam takiego W-f!! I jeszcze ciągle wszyscy o maturze. Ja już jestem pod taka presją że nawet mysleć nie chce co będzie w 3 kl !! Po prostu tragedia. Jeszcze w zyciu nie byłam tak psychicznie wykończona na początku roku szkolnego!! Nie mam na nic czasu. Bo praktycznie codzinnie wracam 17:15 do domu :( A jak kończe 15:40 to i tak jeszcze musze GODZINE na autobus czekać:(. Co na jutro?? Nawet mysleć nie chce!! Kartkówka z matmy bedzie. Będzie 1 jak nic. A na lekcjach to normalnie siedze i patrze w okno:P Albo muzyki słucham:P I gra:P
Wczoraj Łukasz postanowił przyjść specjalnie do mnie do szkoły żeby mnie odwiedzić, mimo iż to miało byc góra 5 minut rozmowy:P Hehe co go tak naszło to nie mam pojęcia:P A potem standardowo sms "ślicznie dzisiaj wygladasz". Ale dobra co mi tam, już mu dałam jasno do zrozumienia że koniec zabawy i że nie bawie się w luźne związki. W końcu to do niego dotrze:P Kolejny osobnik ze spóżnionym zapłonem:P.
Co pozatym..... Hmmmm......kocham Damiana:*:) Napisałabym cóś więcej na ten temat ale nawet nie jestem w stanie czegoś sensownego sklecić. Ale Go kocham:* A On mnie i to jest najważniejsze:* Damy rade:*

2009-09-03 ".....I dokąd mam iść...."
Źle mi. Nie wiem czemu. Tyle myśli, tyle pytań. Nie wiem co zrobić, którą drogę wybrać.
Damian ostatnio postanowił się troche do mnie niepodzywać. Ehh.....czemu jak facet chce sobie coś przemyśleć to koniecznie musi przestać się odzywać?? Taa...ten chociaz uprzedził. Ale to zabolało, nie wiem czemu =(. Po raz pierwszy w zyciu nie mogłam spać w nocy, bo martwiłam się o osobnika płci przeciwnej.....Co się ze mną dzieje?? Wczoraj sobie uświadomiłam jak Damian jest dla mnie ważny. Jak mi napisał, że przez jakiś czas nie będziemy się kontaktować, poczułam jakbym straciła część siebie...Pozatym on tak dziwnie  do mnie pisze... że jestem dla niego najważniejsza (jak to Kaśka stwierdziła: "Chłopok się zakochał"). To jak pisze jest bardzo miłe.....Wiedzieć że jestem dla kogoś naprawde wazna, że jestem komuś potrzebna. Ale to co wczoraj napisał tak strasznie mnie wyprowadziło z równowagi =(
Pozatym.... to Damian2, wczoraj do mnie wyjechał z wielkim fochem, dlaczegóż to ja pierwsza do niego nie pisze. A więc napisałam mu to co myśle, że to chłopak powinien pisać pierwszy do dziewczyny i że nie zamierzam znosić jego fochów i jesli mnie nie akceptuje takiej jaką jestem to nie mamy o czym rozmawiać. Z resztą nie było tak ze ja nigdy do niego pierwsza nie napisałam, był wyjątkowo nie miły. Hehe....pokazał pazurki że tak powiem. Potem napisał że pisze tak bo pewnie go widziałam z Sylwią, no tak.... faktycznie go widziałam, ale wtedy się jeszcze nie spotykalismy. I w końcu do dziada dotarło że mnie nie zależy....i dał se ze mną spokój.Normalnie skakałam z radosci:P Najbardziej wytrwały wyelminowany=) Wreszcie:)
A co w szkole?? A nic. Wszyscy dalej straszą maturą, a ja się coraz bardziej boje. W końcu ten cały stres mnie przerośnie. Znów umre, ale czy się odrodze?? Tego nie byłabym taka pewna....

2009-09-02
Ostatnio opublikowałam swoje wiersze......Po co?? Po to by je pokazać?? Pochwalić się?? Nie. Po to żeby zmierzyć się z przeszłością. Z tym wszystkim, z tą ciemnoscią. Jak na razie nie chce jeszcze opublikować tego który pisałam trzymając szkło w ręce.....W którym pisze coś w stylu listu pożegnalnego. Chaos w nim widze, tak jak chaos był w tedy w mojej głowie. Wygrałam, szkło poszło do kosza.....Życie, pokonałam to wszystko. Można uciekać od wspomnień, ale ja już nie chce.....przemysle wszystko i wyciągne wnioski. Czas najwyzszy, zmierze się z tym co było. Już nie chce uciekać. Tamto to odległa przeszłość, wiem że nie wróci....
Hmmm......a co u mnie nowego?? Znowu szkoła. No tak....śmiesznie dzisiaj było. Ale tak pozatym to będzie ciężko. Boje się że nie dam rady. Chemia....musze się przyłożyć bo tegoroczna ocena powędruje na świadectwo maturalne. Coraz bardziej się denerwuje maturą.....Boje się że nie dam rady. Matematyka.....przeciez ja tego nie umiem. Polski......ja to zawale!! To jest za trudne. Teraz jeszcze stres jest minimalny, ale co będzie potem..... Ehh.....nawet nie chce myśleć.
No tak....dzisiaj byłam na rowerku. Coś ostatnio za dużo myśle, bo prawie by mnie samochód rozjechał=P totalnie odpłynęłam. I jeszcze jakiś paskudny robak zaatakował mój dekolt=P To było wybitnie nie miłe:P

2009-09-01 Dawno temu.....
****
Gdy zapadnie noc,
chce byś przytulił mnie.
Gdy jestem przy Tobie,
niczego nie boję się.
Lecz wiem,
że dobrze być nie może.
Życie jest chwilą
Szczęście-momentem.
Kiedyś pryśnie sen
jak bajka mydlana.
Złudzenia-warto je mieć,
żyć ciemnością,
bać się światła.
Chować się przed zyciem
bojąc się,
że dobro odejdzie.
Pojawi się ból, rozpacz.
Nie chce błądzić.
Jak małe dziecko
zakrywam oczy
Boje się....
Chcę uciekać.....
Nie wiem gdzie....
Więc błądze myślami
W ciemności mego swiata,
Tak mija mi życie,
tak mijają lata.
Nadzieja ostatni znicz
pozostawia
By siebie we mnie
wskrzesić,
otworzyć mi oczy
na nowo.
Jednak zadne światło
nie rozjaśni mojego mroku.....

10.04.2009r


2009-09-01 Dawno temu.....
****
Dusza płacze
serce krwawi
Umysł krzyczy
szczęście śpi.
Ciemne chmury znów nadeszły
nadszedł koniec dobrych dni.
Nawet ptaki zaśpiewały
hymn żałobny
Zagrał deszcz.
A ja siedze patrząc w okno,
milion myśli we mnie jest.
Powiedz Niebo mi
Dlaczego
musze snuć żałosną nić??
Przecież lepiej
mi jest w ciszy.
Gdzie i serce
przestanie bić.
Tam gdzie ptaki
nie spiewają
gdzie ludzie
bólu nie znają
gdzie panuje spokój
wieczny
Duch mój bedzie znów
bezpieczny.
Wśród spokoju zanurzony
od cierpienia uwolniony.

24.04.2009r.

2009-09-01 Eloo:)
A no tak:) Wczoraj byłam w krk i z Damianem śmigałam po mieście, a dzisiaj mnie wszystko boli i nie mam pojęcia czemu....Ale ogólnie bardzo miło spędziłam czas. Strasznie swobodnie się czuje w jego towarzystwie i wesoło jest:) Co tu więcej pisać to był cudowny dzień:) Prawie cudowny, wyłączajac wizyte i dentysty, to było straszne...... nie dałam sobie znieczulenia podać bo się igieł boje:D Haha:) Komedia normalnie:) Mama mnie już za ręce chciała łapać żebym się dała ukłóć, a ja nie:D Stwierdziłam że chce znieczulenie w sprayu pod to znieczulenie właściwe:) Hehe a potem zaczęłam się drzeć że jedno to za mało:D No to dostałam i drugie;] a efekt jest taki że je czuje do dzisiaj:D ale generalnie nawet i u tego dentysty było śmiesznie:D
Hehe od dzisiaj do szkoły:D Rano widziałam Pawła na dworcu. Strasznie się bałam jak zareaguje na to jak mnie zobaczy. Ale prawie się przywitał:) Dobrze jest:) Tak słodko na mnie spojrzał. Ehh....jak ja dawno nie patrzyłam w jego oczy.....Ale je pamiętam....Jest w nich taka głębia, coś niesamowitego. Ehh....alem się rozmarzyła:P A gdzie moje postanowienie?? W końcu miało byc zero chłopaków;] haha:)

2009-08-28
****
Błękit nieba,
w sercu lód.
Słońca blask,
ciemność słów.

Upał wokół,
w sercu lód.
Obojetnośc
jest w nas znów.

Piękny motyl,
mocą barw,
wpada w sieć,
umiera tam.

W sercu ogień,
wokół lód,
motyl się odrodził
znów......

19.04.2009r


Móje ulubione dzieło, mówicie co chcecie.....
2009-08-26 Goraco:P
Ehhh.... właśnie wróciłam z Krakowa i jestem po prostu padnięta. Podróż do była nawet w miare, bo było chłodno, a z powrotem to była po prostu istna masakra......;/ Wytrzymać się nie dało.... A co do samego wypadu do Krakowa, to wreszcie poznałam Damiana =] Hehe co prawda stwierdził że mometami było dziwnie i troche drętwawo, no ale czego się tu spodziewać po pierwszym spotkaniu??  Moim zdaniem nie było aż tak źle, bo bardzo miło spędziłam czas w jego towarzystwie....Mimo że mi nie złapał gołąbka=D. A Damianek chyba nie widział prawdziwego dretwego spotkania, na którym że nie dość że nic się nie dzieje  to panuje kompletna cisza, to jest dopiero masakra:P Ciekawa jestem jakie zrobiłam na nim wrażenie.... Pewnie mnie uznał za kompletnego debila.... Heh:P
Pozatym było dzisiaj tak masakrycznie gorąco że ja po prostu byłam nie do życia=P Ta pogoda mnie wykańcza, nie może być po prostu taka że się będe normalnie czuć??
Pozatym u mnie już lepiej. Wszystko się prawie poukładało i jest cacy. Jak na razie wypełnia mnie pozytywna energia w stosunku do nadchodzącego roku szkolnego. Nowe postanowienia, cele....Ehhh.....chciałabym je wszystkie osiągnąć i być wytrwałą......Cóż.....będe się starać.....

2009-08-23
Jestem po prostu beznadziejna.....Zawsze wszystko psuje. Nie nawidze siebie, nie moge na siebie patrzeć. Nie jestem taka jaką chcą mnie widzieć inni.....Nie umiem czasem powiedzieć nie.....Nie wiem czego chce. I gubie się w tym wszystkim. Do wczoraj myślałam że jednak ktoś mnie rozumie, jedna jedyna osoba...... Ale jak On mnie mógł zrozumieć jeśli żeby mnie poznać trzeba poznać moje serce.....Ale ja go nie chce już przed nikim otwierać.... Otworzyłam je przed Marcinem.....Znał mnie, wiedział co się we mnie dzieje....jak cierpie......Widział ślady na rękach.....Słyszał jak mówiłam ze kiedyś tego nie wytrzymam że w końcu wezme te tabletki..... Że w końcu odbiore sobie życie.....Stał z załozonymi rekami i przygladał się jak staczam się w dół......coraz niżej i niżej......Każdy dzień był dla mnie gorszy od poprzedniego, z każdym dniem coraz bardziej bolało.....moje serce już nie mogło tego znieść.....On nic nie zrobił, tylko patrzył......czasami mnie przytulił jak zobaczył moje wiersze, to ile jest w nim dziwactwa i smutku..... Po co otworzyć serce na nowo, wylać to co mnie boli?? No po co?? I tak tego nikt nie zrozumie..... Damian próbował.....ale to jest za trudne..... Nie uwierzył wczoraj nawet jak mu pisałam że znowu moge wpaść w depresje, że znowu życie straci dla mnie sens.... Z resztą ja mu nie pozwoliłam siebie zrozumieć. Teraz przez to straciłam przyjaciela..... Nie potrzebnie się w ogóle odzywałam, tak bardzo tego żałuje, bo zależy mi na tym aby się z nim nadal przyjaźnić..... Ale wątpie żeby go to zainteresowało.....Ja nikogo nie obchodze.
Ehhhh.....zastanawiać się można co sprawiło że znowu przechodze załamanie, przecież z Marcinem nie jestem.... Otórz to że nie wiedziałam co mam zrobić....Miałam do wyboru 2 facetów......Paweł, kochałam go kiedyś tak bardzo, a on mnie traktował jak szmate, a to tylko dlatego bo nie mógł znieść tego że jego koledzy się brechtają z tego że ma dziewczyne, teraz się odezwał wszystko tak jakby wróciło, opowiedział mi jak bardzo mnie kocha i jak próbował to uczucie "utopić". .....Damian, spotykaliśmy się od jakiegoś czasu.... za bardzo się zaangażował, a mnie do niego po prostu ciągnęło, bo doświadczenie mówiło że nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki.... Nie potrafie ranić ludzi, nie chce......nie pod względem uczuć......po prostu wiem jak to cholernie boli jak ktoś ma Cie gdzieś..... Ale to nie jest jedyny powód, ostatnio nie akceptuje samej siebie, nie moge na siebie patrzeć.....Nie jestem taka jaka bym chciała żebym była i nie potrafie tego zmienić bo nie mam siły.... Kolejnym powodem są wyrzuty sumienia spowodowane rozmową z Marcinem, napisał mi że przez to że nie może o mnie zapomnieć zaczął pić. I ja mam świadomość że to wszystko przezemnie że prawdopodobnie zniszczyłam mu zycie......Ja o tym wiem i nienawidze się za to.... Jeszcze jakby mało tego było, Damian mi napisał o tym jak wielu ma przyjaciół i wtedy się zastanowiłam jak wyglada moje zycie......Z nikim nie potrafie się dogadać. Większosc mnie po prostu olewa...... Nie pasuje im to jaka jestem..... Jestem po prostu inna i tyle.....Ale ja się i tak nie zmienie wole być sama niż inna niż udawać kogoś kimś nie jestem......Kiedyś ktoś to doceni.
A nawiązując do Damiana i Pawła. To Damian się jakoś ostatnio nie odzywa, on jest na gg i nawet nie napisze. A Paweł, cóż...... mięliśmy się dzisiaj spotkać, znowu zaczął coś kręcić.....i mnie wystawił, więc postanowiłam zamknąć tą historie, nigdy więcej nie uwierze w miłosć, ona nie istnieje, jest tylko bezsensowne przywiązanie, ból i cierpienie i ludzka głupota, której rzecz jasna mnie nie brakuje.....



2009-08-20 Ehhh.....
Ostatnio dużo myśle nad swoim życiem.... Z "charemu" pozostało 2..... Strasznie trudno jest mi odrzucić jednego z nich, bo żadnego nie chce zranić....=( Nie wiem co zrobie, mam jeszcze 3 dni do podjęcia decyzji. Ehh.....musze sobie dać rade, po prostu musze.....
Marcin się ostatnio obudził i uswiadomił że mnie stracił, teraz sądzi że nie może o mnie zapomnieć i topi smutki w piwie.....Ale cóż....Chciał być sam to jest. Miał świadomosć że jak znowu zerwie to już nie bedzie odwrotu, ostrzegałam go......nie uwierzył....Myślał że jestem niewolnicą swoich uczuć, ale nawet ten niewolnik w końcu staje się wolnym. Ja się stałam wolna od miłości do niego.....I wreszcie widze że życie nie ogranicza się na problemach, ma też swoje dobre strony....
Ostatnio też poznałam smak prawdziwej przyjaźni. Nigdy nie miałam takiej osoby, która by się zainteresowała co się ze mną dzieje, której by zależało na tym żebym się zebrała do kupy.... Która by zrozumiała co czuje, której bym bezgranicznie zaufała.... Która jest przy mnie zawsze a nie tylko wtedy kiedy ma dobry humor......Dziękuje Ci za to że jesteś Damian:*

2009-08-14 Optymistycznie =)



Ehh.....dawno nie pisałam. W moim życiu tyle się zmieniło...... Od kąd Marcin ze mną zerwał czuję że odzyskałam dawną radosć zycia. Na początku bałam się, że nie dam sobie rady, że bez niego nie stane na nogi. Ale dałam rade, Łukasz pokazał mi że mam swoją wartość....Strawił że wreszcie zobaczyłam to jaka byłam głupia bawiąc się w "wielkie miłości". Ehhh......byłam z Marcinem ponad rok i teraz wiem że to było conajmniej o pół roku za długo. Dziwne uczucie uświadomic to sobie po tym wszystkim ile ze sobą przeszliśmy......Dziwnie jest powiedzieć że go nie kocham..... Tyle że on mnie nadal kocha (bynajmniej tak twierdzi). Boje się sytuacji że bede musiała mu to powiedziec w twarz....
Ostatnio po ok.2.5 letnim milczeniu odezwał się Paweł. Przeprosił za to jak się zachowywał wobec mnie. Napisał że po tylu latach dalej mnie kocha..... Wybaczyć wybaczyłam i to dawno temu. Ale w to że mnie kocha nie moge uwierzyć, nie da się po tym co chciał zrobić.....I wraz z moim kochanym Pawełkiem pojawia się następny problem...... Mamy się spotkać na dożynkach, tyle że może tam być również Damian (z którym się od czasu do czasu spotykam) i Piotrek (który chce ze mną być). No i co tu kurde zrobić?? Nie ładnie tak grać na kilka frontów....wiem.....no ale z żadnym z nich nie chodze a więc żadnego z nich nie zdradzam więc jestem w porządku.... Haha=) Więc niech się dzieje co chce =) Musze sobie pogadac z Pawłem i wszystko wyjaśnić, nie przez gg tylko na żywo. Może będzie dobrze, musi być =P
Będzie dobrze, musi być=) Znów optymizm wkroczył do mojego zycia=) Ciesze się chwilą.... Hehe aż normalnie dziwnie to zabrzmi ale ja się po prostu ciesze życiem =) Wreszcie od tak dawna na prawde jestem szczęśliwa=)



2009-07-24 Trudno jest powiedzieć szczęście, myśląc smutek......
Zagubiona wśród tysiąca myśli.....Zagubiona wśród tysiąca pytań......Szukam drogi......Szukam sensu.....Nie znajduje..... Co się ze mną stało?? Wcześniej taka nie byłam, zgubiłam w tym ciągłym pospiechu coś bardzo ważnego.....-SIEBIE.... Co zrobić?? Którą drogą pójść?? Jak uporządkować ten cały chaos w mojej głowie?? Pytam i nie znajduje odpowiedzi...... Nie słysze już głosu swojego serca...... Uciekam od wszystkich problemów, od myslenia o nich......Tylko im dalej uciekam tym robi się ciaśniej......ciemniej.......I wszystko traci sens. On odszedł ja znowu chciałam uciec, by nie cierpieć.....tak jak dawno temu.....Nie chciałam znów 2 lata kochać kogoś kto ma mnie gdzieś......Ale z Marcinem to nie była miłość (chyba).....Wydaje mi że pomyliłam miłość z przyjaźnią......Tylko dlaczego jak go widze to czuje że zrobiłabym dla niego wszystko żeby go tylko uszczęśliwić?? Bez sensu.....Staje się taka jak on....obojętna.....Ale ja taka nie chce być....... Ciągle myśle nad tym wszystkim.....Zaczynam wszystko układać....Od początku.....Od zera....Znowu.... Bo kiedy odchodzi ktoś kto był fundamentem mojego życia.....to nie jest tak łatwo się pozbierać.....Ale wiem jedno....Nie wolno mi patrzeć w przyszłość.....Myśleć o tym co bedzie..... Musze skupić się nad tym co jest teraz..... Żadnych planów......Liczy się tylko teraz..... Bo w końcu to włanie teraźniejszość i nasze decyzje teraz budują naszą przyszłość......
Trudno jest powiedzieć szczęście, myśląc smutek......
2009-07-10 Bolesna prawda.....
Ostatnio pisałam z moim kumplem..... Napisał mi że Marcin cały czas mnie okłamywał.....Wtedy kiedy mi pisał że ojciec nie pozwala mu wychodzić z domu, lazł po prostu do remizy i zarywał do jakichś lasek!! A ja się głupia martwiłam że jest mu cięzko=( Cały czas mnie robił w huja......Pewnie to całe nie odzywanie sie pod pretekstem "myślenia o zyciu" również było kłamstwem.....A gdzieżby nie!! Pewnie wtedy prowadzał się po krzakach z inną i tak samo jak mnie mówił że ją kocha.....O masakra!! Jaka ja byłam głupia...... A jak wygladał początek naszego związku?? No cóż......On się we mnie zakochał a ja go nie chciałam, bo mi się nawet nie podobał..... Latał za mną pół roku....No to w końcu dałam mu szanse..... Bo w sumie co mi szkodzi, spróbować zawsze można.....Nom i tak się zaczęło.....Miałam zerwać po jakimś czasie, ale on miał trudną sytuacje w domu i po prostu mi go było żal i nie potrafiłam go zostawić..... No i tak mijał czas, aż w końcu go pokochałam i zaangażowałam się......Pierwsze pół roku było super..... A potem wszystko zaczęło się pieprzyć...... Zaczęło się olewanie i nie odzywanie. Zmarnowałam pół roku swojego zycia.....A byliśmy ze soba ponad rok!! Zawaliłam przez niego szkołe......Jestem za to na siebie wściekła!! Gdyby nie moja naiwnosć i bezgraniczne zaufanie facetowi wszystko byłoby ok. A teraz kiedy już z nim nie jestem, nie mam chęci się zabić i doceniam kazdy nowy dzień, bez obaw że on się nagle przestanie odzywać. Jestem po prostu szczęśliwa że się wreszcie od niego uwolniłam.....Teraz podobno mówi już o mnie "a huj z nią", a twierdził że mnie kocha.....Szybko mu przeszło. Ale najważniejsze że ja go nie kocham. Tylko śmiać mi się z niego chce, bo zachowuje sie jak małe dziecko. Chyba wreszcie poczuł że już nie dam sobą manipulować..... Z resztą jakoś mnie to nie obchodzi=P Nasze drogi się rozeszły i będe robić wszystko żeby już się nie spotkały, bo nie ma nic gorszego od życia w "virtualnym świecie na żywo".......
2009-07-09 Życie.....
Po dosć długiej nieobecności na blogu, wreszcie zebrałam myśli.....Bardzo wiele się zmieniło. Z Marcinem nie układało się już od dawna. W końcu stwierdził że musi sobie wszystko przemyśleć i że nie może znieść tego że mnie rani (jasne, bo uwierze) i zerwał. Na początku mnie to w cale nie ruszyło. Ale potem zaczęło boleć coraz bardziej i bardziej. Tęskniłam....bardzo.....Decyzja że już do niego nie wróce zaczęła być nieaktualna. Wkręciłam się do wolontariatu.... Miałyśmy z naszą sekcją zorganizować wioske olimpijską na olimpiadzie specjalnej. Tam poznałam Łukasza. Na początku flirty posunęły się troche za daleko, nie byłam z tego dumna. Łukasz po prostu kręcił i macał się z każdą. Więc ja powiedziałam mu dość. Powiedziałam że jak chce zakładać charem to prosze bardzo tylko że ja się wypisuje. Wybrał TYLKO mnie.... Z nikim tak szczerze nie rozmawiałam jak z nim. Był całkowicie szczery i otwarty. Po prostu niezwykły...... Nikt mnie tak nie całował jak on.....z takim zaangażowaniem. Bardzo lubił dotykać moich ust.....No tak.....Było po prostu cudownie.....Ehh.....wiedziałam że to tylko zabawa, ale troche za bardzo się zaangażowałam.....Rozmawialiśmy o tym co dalej w jaskini.....Powiedział że jest dziewczyna dla której by zrobił wszystko....inna.....Smutno mi było, bo dobrze mi się z nim spedzało czas.....rozmawiało i w ogóle.....Ale cóż.....to była tylko "bardzo bliska przyjaźń". Pożegnaliśmy się na stadionie korony. Poszedł za mną kiedy poszłam się przejść, szukał mnie, jak zapytałam po co to stwierdził że się martwił.....Dziwne....On poszedł w swoją strone, a ja w swoją. Czasami ze sobą piszemy, ale go nigdy nie zapomne....Tego jak mnie traktował....tej czułości.....Ale dobra było minęło, bliska przyjaźń się kiedyś kończy.
Łukasz tego nie wie, ale dzięki niemu wreszcie do mnie dotarło jak traktował mnie Marcin...Po prostu jak szmate. W ogóle nie szanował mnie ani moich uczuć. Miał gdzieś to że jego postępowanie sprawia mi ból. Ciągle mnie olewał.....Zawsze było coś ważniejszego. Ciągłe kłamstwa. Zawsze koledzy byli ważniejsi..... Mówił, że nie może wychodzić z domu, a teraz już wiem że w cale tak nie było. Okłamywał mnie, a ja głupia we wszystko wierzyłam=(
Dowiedział się skądś o mojej "przyjaźni" z Łukaszem i bezczelnie napisał że ja go nie kochałam.....i że mi zyczy powodzenia z tamtym. Kurde, nie rozumiem tego co mu do tego z kim się całuje jesli ze mną nie jest?? Co prawda napisał mi że jak sobie wszystko przemyśli i jak bede chciała to do siebie wrócimy. A to co robiłam z Łukaszem mówi samo za siebie że nie chce. A tak swoją drogą, to te całe przemyslenia były kolejnym kłamstwem. Moja kuzynka go widziała w towarzystwie kolegów nad zalewem.....Ehhh....żal mi siebie....Jak mogłam być tak naiwna i mu wierzyć. Chociażbym bardzo chciała z nim być tu nie ma do czego wracać, nasz zwiazek to ruina. On się nie zmieni, bo po prostu mu się nie chce....A ja już nie uwierze w to że on chce się zmienić.....Nie wróce do niego już nigdy i bede to sobie wmawiać aż przestane w ogóle o nim myśleć. Z resztą czym ja się przejmuje pewnie właśnie w tym momencie on się liże ze swoją nową laską......Nie zdziwiłabym się.......

2009-06-24 Hujowo
Jak na początek wakacji, to pogoda jest po prostu do dupy=/ Ciągle pada i ogólnie nic tylko spać. A ze względu na taką deszczową pogodę, moje samopoczucie nie zawsze jest cacy.
No tak......wszystko się sypie. Ostatnio zauważyłam, że u Marcina na profilu jakaś laska, jakiś czas temu napisała "buziaczki tęsknie". Czyżby mnie zdradził?? Utrzymuje że on ją widział tylko 3 razy, tylko ciekawa jestem po co by mu to pisała?? Nie zauważyłam tego wcześniej, ale ta laska napisała to w kwietniu. Opcje są dwie, albo mnie zdradza od bardzo długiego czasu albo to po prostu tak jak on mówi ta dziewczynka ma nie równo pod sufitem. Zaraz jak to zobaczyłam to zadzwoniłam do niego. Tłumaczył się, był bardzo zdenerwowany, a nawet sprawiał wrażenie przestraszonego. Nie wydawało mi się żeby kłamał. Ale cała ta sprawa jest bardzo podejżana i nie mam pojęcia co mam o tym wszystkim myśleć=(
Z resztą jego zapał do zmieniania się już opadł. Nawet jak ma czas pisać to odpisuje nawet co 10 minut!! Wcześniej tak nie było, a ja po prostu odnosze wrażenie że on pisze ze mną tylko dlatego żebym sie nie czepiała. Że wszystko jest odemnie ważniejsze. Raz nie odp jakiś czas i napisał mi że to dlatego że spał, a potem się okazało że akurat w tym czasie wrzucił fotki na n-k. Sam gubi się w swoich kłamstwach.....
Chce z nim spędzić całe swoje życie. Ale czy ono tak ma wygladać?? Pełne strachu że pewnego dnia może mu coś odwalić i w ogóle do domu nie wróci??!! Teraz nawet mimo tej sprawy z tą dziewczyną nie dąży do tego żeby się ze mną spotkać i wyjaśnić w cztery oczy. Jakby mu w ogóle nie zależało co ja o tym myśle. Rozumiem można mieć problemy, każdy je ma. Tylko to że ma się problemy nie sprawia że trzeba nas traktować inaczej niż wszystkich.....
Dzisiaj od rana się do mnie nie odzywa.....Nawet nie wiem dlaczego. Nawet się nie pokłóciliśmy. Jeśli tak ma wygladać moje dalsze życie, to ja podziękuje........
2009-06-20 :(:(
No i pada deszcz......=( Nowe sprzeczki, nowe problemy. Hujowe samopoczucie, nic nowego..... Moje kochanie załatwia sobie szkołe, ale coś mu to nie idzie. Chciałam przyspieszyć cały proces i pozyczyć mu troche kasy, a ten na to że odemnie nie weźmie. Cholernie mi przykro z tego powodu, żeon nie chce przyjąć odemnie pomocy. Ale on tego nie potrafi zrozumieć=(.Nie wiem co w niego wstąpiło, ale jest taki strasznie uparty.....=( Ja nie wiem co mam robić. Ale porozmawiać musimy koniecznie.
Wczoraj znowu stwierdził, że lepiej by mi było z kimś innym bo ja przez niego tylko cierpie, i że on nie jest takim jakim ja chce żeby on był. Kocham go takiego jakim jest i nic tego nie zmieni. Widze jego zmiane i to jak się stara. A że mu już nie ufam, coż..... wszystko sie da naprawić. Dzisiaj mi obiecał, że już nigdy nie bedzie takiej gadki. Ja jemu też. W końcu się kochamy i to jest najważniejsze. Tyle razem już przeszliśmy, ja napewno tego wszystkiego tak od razu nie przekreśle. Może w końcu wszystko sie ułoży. Ja zycie bo mam nadzieje, a jak nadzieja umrze we mnie to tak jakbym ja umarła i wszystko jest bez sensu. Życie mnie nauczyło jednego jak jest źle to wiadomo ze za chwile bedzie jeszcze gorzej. Więc trzeba się cieszyć ta krótka chwila szczęścia jaka daje nam los. Bo szczęście jest tylko chwilą w perspektywie do całego życia. A jak ta chwila trwa, to trzeba z niej korzystać. Moja chwila szczęścia trwała 3 dni. 3dni, przez które widzieliśmy się codziennie......Teraz po prostu słów mi prakuje żeby opisać jak bardzo to życie jest hujowe. Siąść i płakać?? Po co!! Nie pokaże słabosci. Nigdy, przenigdy. Musze czekać......aż znowu słońce dla mnie zaświeci.....
2009-06-17 Słońce
Coś dziwnie dobrze mi ostatnio życie leci.....Znowu cisza przed burzą?? A może to Bog mówi mi "Naciesz się tą krórką chwilą szczęścia, bo to twoja ostatnia"?? Nie wiem, ale zycie mnie nauczyło że trzeba korzystać póki się da, bo potem znowu wszystko runie i los znowu mi bedzie podsuwał zyletke do ręki......
Rozmawiałam z Marcinem.......Powiedziałam mu co mi nie pasuje.....O wszystkim. Bał się, że z nim zerwe. Nie myslałam że on się będzie bał. Byłam naprawde pozytywnie zaskoczona.....=) Wziął do siebie moje słowa i powiedział, że się zmieni. Zobaczymy jak długo wytrzyma w tym postanowieniu. Ale jak na razie naprawde się zaczyna zmieniać. Powiedział mi że chce być ze mną do końca życia i że się zmieni i naprawi to wszystko co zniszczył. Ja oczywiście czekam i nie bede utrudniać. On jest fair wobec mnie a ja wobec niego. I wszystko jest jasne.
Narazie się nie wybiera do Krakowa, więc jest Ok.
A tak pozatym to ostatnio spędzamy z sobą tak dużo czasu....=) Jest bardzo miło=) Czuje się przy nim bardzo swobodnie, a to jest chyba najważniejsze:). Ale dość słodzenia, trzeba być realistą i tak w końcu wszystko co dobre się skończy i znowu bedzie wszystko do dupy. Taka kolej rzeczy, ale coż ja na to poradze.... Przyzwyczaiłam się.
2009-06-12 Hujowo na maksa

No gorzej już być nie może......Nie widziałam się z Marcinem ponad 2 tygodnie.....Dopiero wczoraj się zobaczyliśmy=( Czułam się na początku jakby to był zupełnie obcy człowiek......nie On......Ale później to uczucie minęło. Było jak zwykle miło......Biegliśmy razem w deszczu. To było takie dziwne i magiczne......Dzisiaj dostaje sms że pojechał do Krakowa do pracy.....=( Tzn że nie zobaczymy się przez ok miesiąc. Twierdził, że nie miał wyjścia i że dowiedział się dopiero dzisiaj....=( Nie wierze.....Już nie. Za dużo nas dzieli. On nie chce tego naprawić=( Ja już próbowałam.......coraz więcej nas zaczyna dzielić.....oprócz 84 km.......

2009-06-12
2009-06-04 Kijowo
Ehhh.....na postanowieniach się skończylo. Obecnie jest mi wszystko jedno. Niech się dzieje co chce. Z jednej strony to takie fajne uczucie jak mi ,wszystko zwisa i powiewa, no ale to że mi się jakoś tak zyć nie chce to już za bardzo fajne nie jest. Ciągle mysle nad tym gdzie zmierza moje życie......Zastanawiam się i nie znajduje odpowiedzi.  Żyje marzeniami. Co by było gdyby......Tam jest wszystko tak jak chce.....Tylko ileż czasu można siedzieć wpatrzonym w okno, pograżoną w myslach.....zmierzających do nikąd....... Nie wiem co się stało. Coś we mnie umarło. Za duzo przeżyć.....Nawet ja kiedyś powiem sobie dość...... Teraz tylko marze o tym żeby mój świat się zatrzymał.....Marze o chwili oddechu. Mam nadzieje że kiedyś to wszystko sie kiedyś ułoży......nadzieja matka głupich......
2009-05-29 Zdjęcia.....
Ostatnio jakoś coś mnie naszło żeby sobie mój album poogladać. Pierwsza fota z jednego z albumów. Mała dziewczynka na rękach u mamusi wychyla się i papra się w swoim torcie urodzinowym z okazji roczku. Wszyscy sie dookoła cieszą i ja też=). Następna fotka: mała dziewczynka w kwiatkach, praktycznie mnie widać nie było. Jak ja kochałam kwiatki. Pamiętam że zawsze przynosiłam mamie same główki od stokrotek, a następnie topiłam je w kieliszku wody=]. Ale nie do tego zmierzam. Siedziałam tak wczoraj nad tym albumem. I jedno co zauwazyłam to że na każdym zdjęciu byłam uśmiechnięta i to takim szczerym usmiechem...... A teraz......hmm.....nie koniecznie. Ciągle zabiegana, wszystkim się przejmuje i w ogóle nawet nie mam czasu porządnie się powygłupiać. Więc postanowiłam wziąć się za siebie i wykorzystać swoją młodość i nie dołować się. Póki mam siłe, to musze korzystać..... Trzeba uwolnić świra jaki we mnie siedzi, bo w końcu kazdy uśmiech przedłuża życie......
2009-05-21 Ścięte drzewo.....
Kiedyś szłam drogą.....Drogą którą chodze codzień, rosły przy niej drzewa. Widziały jak rosne, dorastam, zmieniam się. Moje humorki i zamyślenie.....Ktoś je ściął. Pusto. Były i nie ma. Tak samo jest z ludźmi którzy odchodzą. Najpierw są z nami, łączy nas z nimi więź emocjonalna. Patrzą jak rośniemy..... I nagle ogchodzą...... I ta sama pustka. Ale tak jakby większa. Bo już nigdy nie będzie jak dawniej. Cierpimy przez jakiś czas i zapominamy. Ale czy tak powinno być?? Oni istnieli i istnieją nadal. Czekają na nas z niecierpliwością w niebie......Czekają i tęsknią za nami. A my?? My w porywach obojętności zapominamy że istnieli.....Nie wolno nam zapominać. Moje serce pamięta każdą osobę, która była i odeszła.... Każdy gest, uśmiech..... Wiem że jeszcze się spotkamy......
To taka moja refleksja. A tak ogólnie to u mnie jak na razie lepiej. Marcin nawet stwierdził, że jest gotowy się dla mnie zmienić. Ba!!! I nawet zaczął to pokazywać. Ja po prostu jestem w szoku. Nie myślałam, że się zmobilizuje i będzie naprawde chciał się zmienić. Taaaak......tylko ja czuje się taka nieobecna, jakbym żyła w innym wymiarze. A jak się tak czuje, to zapowiada "burze". A więc jak mam być szczera to watpie żeby ta inicjatywa zmiany wytrzymała dłużej niż 2 tygodnie. Chciałabym być optymistką, ale jeśli chodzi o przemiany Marcina to nie potrafie. Tyle razy już obiecywał że się zmieni i nic. Chociaż...... teraz wziął się do roboty i jednak nie skończyło się tylko na gadaniu. Naprawde chciałabym, żeby między nami było już wszystko Ok, bo sama miłość czasami nie wystarcza. Trzeba jeszcze chcieć żeby było dobrze. Ale dobra jak na razie pokazuje, że Mu naprawde na mnie zalezy i chce się zmieniać dla mnie. Więc trzeba korzystać póki jest dobrze. Bo w końcu napewno nadejdzie dzień w którym wszystko się spierdoli i znowu będzie hujowo. Ale cóż.....takie to życie jest. Kiedy się jest najbardziej przybitym to tak ci da w dupe, że wiesz że może być jeszcze gorzej. A jak się jest szczęśliwym, to zaraz robi porządek, bo po co człowiek ma być szczęśliwy. Ja jak na razie jestem pomiędzy szczęściem a obojętnością i jest mi dobrze. Mam nadzieje że już tak zostanie.
2009-05-13 Ból w sercu
Moje samopoczucie dalej kijowe. Dzisiaj napisał mi, że nie ma sensu ciągnąć dalej tego zwiazku, bo on nie potrafi się zmienić...... Napisał, że nie chce żebym ja z nim była na siłe. I że mnie kocha. Nie, nie rozstaliśmy się...... Wytłumaczyłam mu, że ja chce z nim być bo go kocham. I zapytałam czy wyobraża sobie dalsze życie bezemnie, a on na to że było by ciężko. Kochamy się, ale co z tego, pomiędzy nami jest ogromny mur problemów. Ja chce mu pomóc, a on coraz bardziej się w sobie zamyka.....=( Ja już nie wiem co robić. Nie odzywa się do mnie już od 2 godzin, a ja wpadam w panike i obdzwaniam wszystkich do okoła. Po prostu już mam taki schiz, boje się że on się przestanie do mnie odzywać i że go strace. Bo on jest wszystkim co mam najcenniejsze, całym moim zyciem i sensem istnienia. Chce cierpieć, byleby być z nim i dawać mu szczęście. Każdej nocy modle się, by Bóg dodał mu siły. Wierze w to że ON mi pomoże, zawsze pomagał......A was prosze żebyście trzymali za nas w kciuki, żeby nasza miłość przetrwała te trudne chwile. Wiem jedno, nigdy go nie przestane kochać. Prawdziwa miłość zdarza się tylko raz i trwa wiecznie i ja Marcina będe kochać już zawsze. Chociażbyśmy się rozstali, ja go kochać nie przestane. Nigdy.....I nigdy też nie spotkam tak wyjątkowego człowieka jak ON. Oby się wszystko ułożyło......
2009-05-12 Promień słońca
Spotkałam się dzisiaj z Marcinem i wyjaśniliśmy sobie wszystko. Powiedziałam mu, że jak jeszcze raz się przestanie do mnie odzywać to bedzie koniec naszego związku i chyba dotarło.... Powiedziałam wszystko co miałam powiedzieć, on oczywiście tradycyjnie uczcił to 20 minutami ciszy. Widocznie się chłopak troche zmieszał. Ale prawda jest jedna, jak mu zależy to się zmieni. I będzie się starał żeby było dobrze. Z resztą mówi, że mu zależy i że mnie kocha. A więc zobaczymy co bedzie dalej. Ale wiem jedno, tym razem będe silna i konsekwentna, bo jeżeli on nie chce ze mna być i woli się przestać do mnie odzywać, to po co to ciągnąć?? Kocham go, ale co z tego?? Ja go do niczego nie zmusze. No ale postanowił się zmienić, zobaczymy co bedzie dalej, bo ja mu już na słowo nie wierze......Niech zacznie działać, to uwierze...... W każdym bądź razie ja myśle pozytywnie i jak NA RAZIE jest dobrze.
2009-05-11 Boli.....=(
Wszystko się sypie. Widze, że on chce ze mną rozmawiać normalnie. Wiem, że to wszystko to nie jego wina. Ale ja nie potrafie, nie potrafie, to mnie za bardzo boli. Nie umiem udawać, że wszystko jest Ok. Bo nie jest. Coś we mnie pękło i ja wszystko pierdole. Jak bym z nim pogadała, to by tak nie było=(. Dzisiaj rano pisaliśmy ze sobą i znowu kłótnia=(. Potem w szkole już nie wytrzymałam i się po prostu popłakałam.....To tak bardzo boli. Sama nie wiem o co mi chodzi.....Teraz nawet nie wiem czy on się do mnie odezwie, ja zawsze musze coś spierdolić, a potem żałuje....=( Tak bardzo bym chciała, żeby się wszystko ułożyło. Chce to wszystko naprawić, on mówi że mnie kocha. Ale czy to wystarczy??
2009-05-10 Kocham Cię- już na zawsze.....=*=*
9 maja tego dnia. Zmieniło się moje życie. Zaczeło się coś, co dawało mi momenty prawdziwego szczęścia. Zaczął się NASZ zwiazek. Właśnie 9 maja w sobote minął rok odkad jesteśmy razem.....Tyle że tego wyjątkowego dnia niestety razem nie spedzliśmy=(. W piątek obiecywał, że choćby nie wiem co to przyjdzie. Ale wyszło inaczej. Brat mu zabrał telefon, bo jego ojciec mu jakichś głupot podobno nagadał. I tak wyszło.....Ale tego dnia, umarło coś we mnie. Moje serce po prostu pękło. Nie wytrzymało.....To był NASZ dzień.....Spedziłam go sama, jeszcze nawet nie miałam z Marcinem kontaktu=(. Mój ból przekroczył już wszystkie skale. Staram się być silna i zacząć normalnie żyć=(. Chce być taka obojętna jak wszyscy są wobec mnie. Nie przejmować się nikim i niczym.....taka słodka cisza....Chciałabym, ale serce krzyczy=( . Czuje że cały związek z Marcinem się sypie, a ja nie moge nic zrobić, bo chyba dzisiaj na dobre skonfiskowali mu telefon. Nawet nie moge się z nim skontaktować. Ale w sumie prawda jest taka, że jak On by chciał to by się sam ze mną skontaktował..... To tak bardzo boli. Nie chce żeby Nasz związek się rozpadł. Marcin nie jest dla mnie cząstką życia. On jest całym moim życiem. Nie wyobrażam sobie związku z innym chłopakiem. Ja kocham tylko Marcina i już nigdy nie przestane. On jest moim powietrzem, bez niego się dusze=( Mam tylko szczerą nadzieję, że jeszcze wszystko będzie dobrze, bo w końcu się KOCHAMY. A miłość pokona wszystkie przeciwności losu. Tylko co z tym potwornym bólem w sercu?? Spróbuje go stłumić. Będe czekac, ąż przyjdzie dzień, w którym wszystkie problemy odejdą i będziemy tylko JA i ON. Będe czekać chociażby do końca świata. Bo miłość jest wieczna a ja mojego Skarba nigdy kochać nie przestane. Tak bardzo za nim tęsknie=(
2009-05-07 Moja perspektywa.....
No rzeczywiście ostatnio było za spokojnie. Istna cisza przed burzą. Z pozoru ja ją rozpętałam, ale jednak nie.....Mój punkt widzenia nie daje mi spokoju. Nie moge milczeć. Musze z Nim o tym wszystkim pogadać, bo on nie wie, nie rozumie i rozumieć nie będzie tego co czułam.
Piątek-czułam w kościach, że się nie odezwie. W sobote miał wrócić do domu. Ale postanowił mi zrobić niespodzianke-NIENAWIDZE NIESPODZIANEK=/.
Piątek, wieczór-21:12-dzwonie, odbiera kolega i okazuje się, że moje kochanie sobie śpi. Ciśnienie mi się nieziemsko podniosło. Potem przez całą sobotę się do mnie nie odzywał, nie wiadomo dlaczego. Potem co prawda stwierdził, że bał się do mnie odezwać, bo nie wiadomo jak zareaguje-już w to wierze=/. No ale on nie wie, co ja czuje w momentach, kiedy on się do mnie nie odzywa, a ja nawet nie wiem co się dzieje=(. Nie wie jak bardzo to boli.....Nie wie, że mówiąc że chciałam się zabić, mówiłam prawde.....Nie wie też, że to jego nieodzywanie się srójnowało moją psychike. Tylko dlaczego on to robi?? Chce sobie odemnie odpoczynek zrobić!? Jeśli tak, to po co ze mną jest?? Ale nie w tym rzecz.
W sobote byłam już na skraju wykończenia, miałam dość wszystkiego. Najchetniej bym się zabiła, ale jedna myśl nie pozwalała mi tego zrobić....: "Co będzie jak on się odezwie?? A powodem milczenia był jakiś problem, który znowu chciał przedemną ukryć??". Postanowiłam, że spotkam się z kolegą, myślałam, że to chociaż na chwile pomoże mi nie myśleć o Marcinie. Wyłączyć się na chwile.....Zapomnieć......Ale pamiętałam, starałam się  wyrzucić wszystkie myśli z mojej pamięci, ale nie dałam rady. Moje serce ściskał niewyobrażalny ból. Chciałam, żeby ten wieczór zleciał szybko, ale wlekł się niemiłosiernie. Już mnie usta bolały od sztucznego uśmiechu. Zaczęłam żałować, że w ogóle spotkałam się z Damianem.....
W niedziele powiedziałam o spotkani Marcinowi- w nocy się łaskawie do mnie odezwał-obraził się.....Przepraszałam go 2 dni, błagałam żeby mi wybaczył. Bałam się, że przez to go strace już na zawsze. Przecież to była tylko głupia rozmowa z kolegą dla zabicia czasu. Przykro mi, że Marcin tak zareagował. Może po części miał rację. On chyba potraktował to jako zdradę, ale ja nie zdradziłam, tego nie zrobie nigdy......W końcu doszliśmy jakoś do porozumienia. Ale wiem, że go zraniłam. Nie wiedziałam, że on tak to odbierze. Tylko jest jedna rzecz, która nie daje mi spokoju, czy gdyby role się odwróciły, to on by mnie tyle przepraszał?? Wątpie, dał by sobie spokój po 1 dniu. I to mnie najbardziej boli. Kocham go i to naprawde. Za bardzo się zaangażowałam. Tylko czy on mnie tak samo kocha? Tego nie wiem. Rozmowa......może wszystko wyjaśnić. Ale jeśli z jego strony nie bedzie szczera?? Ja już nie wiem co mam robić=(. Na początku starał się o mnie, pisał co chwile, chciał się spotkać (tzn. zawsze miał dla mnie czas) a teraz?? Łaske mi zrobi, że napisze w ogóle do mnie. To tak bardzo boli=(. Czuje jakbym już dla niego coraz mniej znaczyła. Mam wrażenie, że zawsze będą dla niego ważniejsi koledzy. Moze moje przeczucia są mylne, ale musze z nim w końcu o tym pogadać. Bo to mnie niszczy. Jestem tylko człowiekiem i tak jak każdy potrzebuje zainteresowania, czułości, milości, poczucia bezpieczeństwa. Jest mi po prostu źle. Życie w ciągłym stresie wplywa też negatywnie na moje zdrowie. Szybko się mecze i jest mi słabo. I jeszcze do tego ta niecheć do życia, której w żaden sposób nie moge się pozbyć.....
2009-04-29 Podejrzana radość
Jakoś dziwnie się ostatnio moje życie toczy. Coś stanowczo za często jest mi wesoło. Ale oczywiście też są chwile kiedy już naprawde odechciewa się wszystkiego. Pomiędzy mną a Marcinem jak na razie wszystko Ok. Tylko jest problem z moją mamą, bo nagle stwierdziła że ona zabrania mi się z Nim spotykać. Fakt faktem nigdy go nie lubiła, ale co jej do tego czy ja sobie życie spierdole czy nie?? To moje życie i moje ewentualne błędy, które mimo wszystko chce popełniać. Jak zrobie coś źle to bede żałować. Tylko co jej do tego?? Przecież to nie ona z nim chodzi. Denerwuje mnie jej podejście do mojego chłopaka, uważa go za jakiegoś gorszego albo za nie wiadomo kogo. A najlepsze jest to że ani razu z nim nie gadała. Możecie mówić, że powinnam z nią pogadać, ale jej można mówić i mówić a ona i tak swoje. Nawet go nie zna a oceniła. Mam nadzieje że ja taka w przyszłości nie będe.
Prawie zakończenie roku szkolnego, a ja mam lepsze oceny z matmy niż z polskiego. Masakra, powoli żałuje że poszłam do Lh. Ale coż może to nadrobie. Trzeba myśleć pozytywnie, no dopóki mnie dołek nie dopadnie, więc musze korzystać póki jest dobrze.

2009-04-23 Czasem słońce czasem deszcz.....
Wreszcie chwila wytchnienia=P. Ostatnio normalnie na nic czasu nie mam i jeszcze te zaległości w szkole.....Ale da się rade.
Odwołam się do komentarza umieszczopnego w poprzedniej notce od osobnika o nicku "kamilo". A więc prosiłabym tą osobe żeby nie oceniała mnie tylko po tym co tu pisze, ponieważ kolega nie zna całej sytuacji, więc nie wiem po co ocenia moje postępowanie. Co więcej jakim prawem nazywasz mnie egoistką?? Przecież mnie nie znasz. Skąd możesz wiedzieć jaka jestem?? Na blogu pisze tylko o sobie, o tym co czuje. Może tu widzisz ten "egoizm"?? Co do tych "przyjaciół", to nie przypadkiem się znaleźli w cudzysłowie. Jeśli ktoś cię oleje raz, spoko zdarza się, ale jesli to się powtarza, to co mam siąść i płakać?? Ja po prostu olewam takie osoby tak jak one mnie. I prosze cie bardzo nie oceniaj mnie jeśli nie wiesz jak jest na prawde. Bo się pomyliłeś.....
Ale mniejsza z tym. Ostatnio życie mi się strasznie wlecze. A jednocześnie nie mam na nic czasu. Ciągle jestem zabiegana. Nie mam nawet czasu odpocząć i pomyśleć.....A ostatnio w mojej głowie panuje coraz większy chaos. Chciałabym móc to wszystko poukładać, ale nie da się, nie potrafie......Raz jest dobrze a raz źle. Ehhh.....ostatnio się przełamałam i powiedziałam o wszystkim co czuje Marcinowi. Zupełnie nie potrzebnie, on i tak nie wie jak mi pomóc, a tylko go zmartwiłam.....Ale jeszcze znajde sposób by mu zamydlić oczy i wmówić że wszystko jest ok. Tylko jak długo wytrzymam ?? Nie wiem. Byleby się pomiędzy nami dalej dobrze układało......
2009-04-17 I dobrze i źle......I słońce i deszcz....
Ehh....wiedziałam, że było za dobrze. Już poczułam, że moje przeczucia nie były mylne. Ale jakoś się szybko te czarne chmury rozwiały.... Co prawda już wiem, że zawsze musze sobie radzić sama, ale coż....takie życie. Przywykłam....
Dzisiejsza pogoda jest rozwalająca=/ Jestem kompletnie nie do zycia, coś czuje że znowu w pobliżu czają się czarne chmury..... Tylko czy to załamanie przetrwam?? Nie wiem, będe próbować i walczyc.....ale do czasu. W końcu na pewno mi zabraknie sił...Wiem o tym, jestem tego pewna.....Tylko jeszcze nie wiem kiedy to nastąpi.
Ostatnio ciągle uświadamiam sobie, że osoby którym zaufałam mają mnie gdzieś.....Smutne....Ale prawdziwe, ale co ja na to poradze. Generalnie łaski mi nie robią. Bo generalnie Ci tzw"przyjaciele" nie są tak na prawde nic warci. To tylko zwykli fałszywi ludzie, którzy przyjaciół tylko udają....Zdarza się.
Moje kochanie ostatnio zaczął mnie traktować normalnie. Ciekawa jestem tylko ile to jeszcze potrwa....Kiedy znowu przestanie się do mnie odzywać....Obiecał, że już nigdy. Mówi, że wszystko przemyślał.....Ale ja nadal odczuwam ten strach, że przyjdzie taki dzień i znowu przestanie się do mnie odzywać chcąc w ten "inteligentny" sposób oszczędzić mi cierpienia....Tylko ja już tego nie przeżyje....Wolałabym żeby zerwał, niż żeby mnie po prostu zostawił, bez słowa....Przynajmniej wiedziałabym na czym stoje. Ehh....ale staram się odpędzać wszystkie czarne myśli. Może naprawde już wszystko bedzie dobrze?? Jak na razie jest....Ale się zobaczy jak długo.....Mam nadzieje, że już NA ZAWSZE.....
2009-04-10 Chwila
Ostatnio w moim życiu coś podejrzanie za dobrze się układa.....Cisza przed burzą?? Czy może to los się do mnie usmiechnął???? Nie wiem..... Ale korzystam. Zaczęłam się uczyć =] I wreszcie są pozytywne wyniki mojej pracy=) Jak chce to potrafie. Pomiędzy nami wszystko ok. Aż boje się pobiec myślami w przyszłość.....boje się że znowu zobacze tam to samo....czarne chmury. Owszem czuje się teraz troche zagubiona, czuje taka potrzebe wyłączenia się. Ale w całym tym zabieganym świecie nie mam na to czasu. Mam nadzieje że wytrzymam jakoś do wakacji.....wtedy będe mieć bardzo duzo czasu na przemyslenia.
Święta.....a mnie coś bierze. Masakra=/ Mam nadzieje że przejdzie mi do poniedziałku=] bo może być i mokro i ciekawie=] A wszystkim czytelnikom  życze spokojnych wesołych świąt. Smacznego jajka i mokrego dyngusa oraz szczęśliwego nowego roku:P=)
2009-04-01 Wiosna=]
Wiosna. Wszystko budzi się do życia. Ptaki tak cudnie śpiewają......I ten cudny zapach powietrza. I ten przypływ sił. Postanowiłam uporać się z tym całym śmietnikiem panującym w mojej psychice. Pogadam o tym wszystkim z Nim. Otworze się.....Ale co będzie jeśli nie zostane zrozumiana?? Wtedy już nie będzie dla mnie ratunku, będzie gorzej i gorzej.....Aż w końcu nie wytrzymam i zakończe tą męczarnie. Ale jak na razie, jestem nastawiona optymistycznie do tej rozmowy. Będe miała opory, ale może jakoś dam sobie rade. Może w końcu zdejme tą maske udawanego szczęścia. Bo tak naprawde jestem szczęśliwa kiedy jestem z Nim i.....jak śpie. Ale mimo wszystko walcze i nie poddaje się.....CHCE żeby było lepiej.....Naprawdę.....Nawet te czarne ptaszyska odleciały. Może to naprawde zapowiedź lepszego jutra?? Może naprawde będzie lepiej??
Nadzieja matką głupich.....Więc mam nadzieje.....
2009-03-28 Pomocy??
Może to depresja. Tylko jak z tego wyjść?? Nie wiem. Nie poradze sobie sama. Próbuje i próbuje, szarpie się z tym wewnętrznym smutkiem i kiedy już prawie go wypędze, moje "kochane" koleżanki z klasy pokazują mi jak bardzo mają mnie gdzieś=(. Może sama sobie jestem winna. Wzięłam na siebie za duży ciężar. Nie ukrywam, że chodzi tutaj o Marcina, a raczej o jego problemy. Bo jego problemy są moimi. Wcześniej moje życie płynęło sobie spokojnie, bez większych problemów, a teraz jest pełne obaw i zmartwień=(. Ale niczego nie żałuje. Dla tych chwil spędzonych razem oddałabym wszystko. Poszłabym za nim na koniec świata, a nawet jeszcze dalej. Kocham go jak nikogo na świecie i zrobie dla niego wszystko. Wiem, że przeceniłam swoją psychike, ale staram się żeby z tego wyjść. Zmuszam się do myślenia, do tego aby się skupić. Nie zawsze mi się to udaje, ale się staram. Musze być silna, bo mam jeszcze tą iskierke świadomości, że mam dla kogo żyć. Dla NIEGO:** Bardzo przykro mi jest z tego powodu, że nie mam na kogo liczyć. No na Marcina, ale jego nie chce martwić, ma wystarczająco swoich problemów, po co mu jeszcze moje. 
Ehh....może powolutku mi to przejdzie, a może już nigdy i zwariuje?? Czas pokaże......

A właśnie.....ostatnio nad moim domem i w ogóle na okolicznych polach kręci się pełno czarnych wron. Nigdy wcześniej tak nie było. Słyszałam, że wrony oznaczają jakieś zblizające się nieszczęście. W ogóle mam wrażenie że wokół mnie panuje taka cisza przed burzą....Naprawde dziwne uczucie.....
2009-03-26 Cisza i ból
Wreszcie chwila wytchnienia. Już nawet nie pamiętam kiedy ostatnio byłam przy kompie. Na nic ostatnio nie mam czasu, tylko w tych książkach siedze, ale i tak żadnych rezultatów nie ma.
Ostatnio wszystko się zrobiło takie szare i bez sensu. Błądze tą drogą życia i szukam sensu, ale nigdzie go nie moge znaleść. Stoje nad samą przepaścią, tylko dlaczego jeszcze nie skoczyłam?? To ON mnie odciąga. I jakoś to zycie dalej płynie. Bo mam JEGO i dzięki temu, w moim szarym zyciu pojawiają się jeszcze promyczki słońca. Nie wiem co się ze mną dzieje. Gubie się we wszystkim. Mam wrażenie, że trace rozum. Raz się śmieję a raz płacze. Nie potrafie się na niczym skupić, stąd też problemy z nauką. Nie rozumiem co się ze mną dzieje. Jest mi źle i czuje się taka samotna..... Mam wrażenie, że nikt nie może mnie zrozumieć. Moje kochanie od czasu do czasu zauważa, że coś jest nie tak (już nawet nie potrafie udawać, że wszystko jest OK), ale na szczęście szybko potrafie go przekonać, że wszystko gra. Bo w sumie po co mam go martwić. Z resztą i tak by mi nie potrafił pomóc, bo na szaleństwo nie ma lekarstwa. A ja coraz bardziej odrywam się od rzeczywistości, zatracam w tym wszystkim. W ciemnym pokoju moich mysli, nie ma w nim drzwi......już nie wyjde......
2009-03-12 Totalny bezsens.....;(
Wiedziałam, że to wszystko mnie zniszczy. Te wszystkie problemy. Jeszcze na dodatek się z Marcinem pokłóciłam. Czy to moja wina, że posiadam uczucia?? Starałam się być obojętna. Chciałam żeby było dobrze. Ale co ja na to poradze, że czuje rozpacz. Nawet ja nie potrafie wiecznie udawać, że wszystko jest OK. Wiem, że on ma swoje problemy, ale ja nie potrafie wiecznie udawać, że u mnie wszystko jest Ok. Wszystko jest takie bezsensu. Nie potrafie się na niczym skupić. W szkole idzie mi coraz gorzej i gorzej.....=( A klasy nienawidze coraz bardziej. Opadłam na samo dno mojej rozpaczy i nie potrafie się podnieść. Nie mam siły.....Tak bardzo się starałam, ale nie moge. Od nikogo nie moge oczekiwać wsparcia. Od NIKOGO. Wcześniej jakoś się trzymałam, bo wiosna, bo się ją czuło. Teraz nawet wiosna nie pomaga. Wszystko jest takie szare i bezsensu. Już nawet nie pamiętam kiedy tak naprawde byłam szczęśliwa. Moje życie to jeden wielki śmietnik, który mnie coraz bardziej pogrąża w tej rozpaczliwej ciemności. Teraz już wiem, że lepiej nie będzie. Moge mieć tylko nadzieje, że będzie jeszcze GORZEJ.
Ehhh.....jutro piątek 13. Dzisiaj miałam pecha, a co to dopiero jutro będzie. Może moje zycie wreszcie się zakończy?? Oby szybko i bezboleśnie.......
2009-03-09 Obojętnie
SŁOWA-jakże bardzo mogą one zranić. Nawet te niebolesne. Mnie ranią najbardziej te SMUTNE. Tworzą one smutną opowieść, którą odczuwam całym sercem. Czuje jak to bardzo boli. To wcale nie dotyczy mnie. Ale ja czuje ten ból, ten smutek......Dlaczego otrzymałam ten DAR?? Nie wiem. Zastanawiałam się nad tym kiedyś, ale widocznie jeszcze nie pora abym zrozumiała moje przeznaczenie. Muszę cierpieć i pielęgnować ten dar. Dbać aby nie umarł, chociazby moja dusza konała. Czasami myśląc o przyszłości czuje, że nie chcę aby sie wydarzyła. Tak jakbym chciała zamknać oczy i juz nigdy się nie obudzić. Ale przeciez mam dla kogo zyć. Dla NIEGO. On mnie jeszcze trzyma na tym swiecie. Jest dla mnie jak powietrze, bez którego nie potrafie żyć. Ale dlaczego jest dla mnie aż tak wazny?? Na to pytanie nie potrafie odpowiedzieć. Może dlatego, że jest fundamentem mojego zycia. Nie wiem. A może to na tym właśnie polega miłość.....Fakt jest jeden. On jest dla mnie wszystkim. Częścią mnie, częścią mojego życia. To on sprawia, że się uśmiecham, nawet wtedy gdy jest mi źle. Nie mam pojęcia jak będzie wyglądać nasza przyszłość. Nie zastanawiam się zbytnio nad nia. Bylebyśmy byli razem szczęśliwi. To jest najważniejsze. Chciałabym tylko, żeby moi rodzice się do niego przekonali. Bo nie chcę wybierać pomiędzy rodzicami a NIM.
Ehhh......gadałam z Marcinem na temat mojej szkoły. Radził abym się nie przenosiła. I chyba tak też zrobie. Z resztą mam czas jeszcze do namysłu, bo jak coś to przeniosłabym sie od nowego roku. Tylko co będzie jak trafie na beznadziejnych nauczycieli?? Tu jest mi dobrze, bo nauczyciele są fajni. Tylko klasa do dupy. Ale cóż, może jakoś przeżyje. A jak nie to najwyżej się bedą na wieniec składać=P......

2009-03-06 Nie chce już zyć:(

Mięliśmy się dzisiaj spotkać, tzn. mamy. Ale ja i tak już wiem, że się nie spotkamy, za bardzo się wykręcał=( Jest mi cholernie przykro=( Po prostu nie wiem co mam z sobą zrobić. Moje życie to jedna wielka ruina. Dlaczego to tak bardzo boli?? Dlaczego?? Czym ja sobie na to wszystko zasłużyłam?? To tak bardzo boli. Dlaczego on mnie tak traktuje. Jest mi strasznie przykro. Chciałabym pójść spać i już nigdy się nie obudzić......

2009-03-05 Dziwnie.....
Ale miałam dzisiaj dziwny dzień......Dużo myślałam nad sobą. Impuls?? Facet który wpadł pod pociąg. Taa.....albo jego fragmenty. Ciekawe....pod wpływem cierpienia stajemy sie obojętni na krzywdę ludzi z poza naszego najblizszego otoczenia. Kolesia zabił pociąg a na mnie nie zrobiło to żadnego wrażenia. Nawet opowieści o zaginionej głowie i rękach leżących luzem. Ba, nawet chciałam iść to zobaczyć. Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje, wcześniej taka nie byłam. Czyżby ta ludzka obojętność i mnie dopadła?? Nie wiem.....pogubiłam się. Jest mi bardzo ciężko.....krzycze.....błagam o pomoc......ale nikt nie słyszy mojego głosu.....nikt nawet uwagi nie zwróci. Dzisiaj powiedziałam kolezance że chciałabym się przenieść, ona sie nic nie odezwała. Jakoś nie specjalnie jej zalezy na tym, żebym uczęszczała do tej klasy......Źle mi z tym wszystkim......Jak zwykle zostałam sama z sobą. Nic tylko się przyzwyczaiać......
Ehh......jednak czuje się tą wiosne. Dzięki niej jakoś tak przyjemnie szybko mi to życie mija. Ehh.....nie ma nic bardziej cudownego od weekendu. Wtedy nie musze znosić tych moich szkolnych "przyjecioł" i mam święty spokój. A jak się spotkam z moim kochaniem, to jeszcze lepiej. Tylko ON daje mi to poczucie spokoju i stabilizacji psychicznej. Przynajmniej przy nim czuje się swobodnie......

2009-03-04 Kraków
Dzisiaj polatałam sobie po Krakowie i było całkiem miło. Kupiłam sobie śliczne buciki i jak kazda baba po udanych zakupach, jestem zadowolona=]
W piatek mam się spotkać z moim kochaniem. Mam nadzieje, że tym razem mnie nie wystawi i bedzie wszystko dobrze.
Dzisiaj mnie nie było w szkole, więc nie musiałam oglądać tych wszystkich debili i jestem z tego powodu przeszczęśliwa. Strasznie kusi mnie myśl o przeniesieniu się do innej szkoły, ale....w tej szkole do której obecnie uczęszczam nauczyciele mi bardzo odpowiadają, tylko ta klasa jest do DUPY. I właśnie nie mam pojęcia co mam w tej sytuacji zrobić. Rady bardzo mile widziane.

2009-03-02 Kocham i tęsknie i cierpie=(
Ehh.......a jednak i mnie choroba dopadła. I to jeszcze w ostatni tydzień ferii. Jak ja nie lubie być chora=P. 26 miałam urodziny. To 17 już. Tata mi nawet życzeń nie złożył, bo po co. Na drugi dzień nikt już nawet nie pamiętał że miałam urodziny. Ale cóż zrobić......takie życie.
Nie widziałam się z moim kochaniem już tydzień. On też chory. Coś ostatnio nie odbiera telefonów. Moja intuicja już mi mówi że coś jest nie tak. Oby to był tylko brak warunków do rozmowy, przecież ostatnio było tak fajnie pomiędzy nami. Nie chciałabym żeby to się znowu popsuło. Kurde strasznie się boje tego co przyniesie przyszłość. Ja bez niego żyć nie potrafie. Za bardzo go kocham. Przekleńswto moje. Ja widocznie nie moge być tak po prostu szczęśliwa.....Jestem stworzona dla bólu i cierpienia. Nie zasługuje na żaden, nawet najmniejszy promień uśmiechu. Jestem istotą której nie nalezy szanować. Bo po co?? Nikt się nie liczy z moimi uczuciami. NIKT. Jestem taka strasznie zagubiona i przybita. Nigdy chyba nie wyjde z tej depresji. Ale czarne chmurki odpływają tylko wtedy kiedy na horyzoncie pojawia się moje kochanie. To jego chce uszczęśliwić i nie moge być smutna nawet przez chwile. Z resztą przy nim, jakoś tak czuje się spokojna i bezpieczna i wtedy wiem że mam prawdziwy skarb. Strasznie się boje że coś znowu się popsuje....=((




Dzisiaj pierwszy dzień w szkole po feriach. Ja za nikim sie nie stęskniłam. Chciałam im poopowiadać o sobocie, nikt nawet nie słuchał. Jak ja ich wszystkich nie nawidze. Wszyscy się tak dziwacznie w tej klasie zachowują. Coraz poważniej myśle nad tym żeby przeniesć się z tej klasy. Bo mnie ta atmosfera po prostu męczy. Z połową klasy w ogóle nie gadam. A reszta zrobi łaske jak cześć odpowie. W gimnazjum było inaczej. Zupełnie inny świat. A ludzie zajebiści. A nie taka dzicz jak tu.
Ehhh.....jeszcze jutro, w środe Kraków i ortodonta. Czwartek i piatek szybko zlecą i weekend. Może jakoś przetrwam.....

2009-02-23 Za Tobą na koniec świata moge iść :**
Sobota. To była cudowna impreza. Wyjaśniliśmy sobie chyba wszystko. Było cudownie. Najpiękniejszy dzień, a właściwie noc mojego życia, bynajmniej nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak szczęśliwa.
Na starcie wypiłam kielicha i ponad pół piwa. A znając moją słabą głowe, byłam już nie źle wstawiona. Trzeba było topić smutki. Potem przyjechało moje kochanie i się ze mnie śmiał=P No nie moja wina że mam taką słabą głowe. Kiedy troche przetrzeźwiałam, więłam się za następne piwo i oczywiście wódka w między czasie. I w rezultacie nie byłam w stanie na nogach ustać. A moje kochanie mimo licznych namów aby szedł się bawić, wolał zostać ze mną. Potem przyszedł Arek i zaczął ze mną gadać. I niestety jak ja jestem pijana, to gadam prawde i w ogóle nie zwracam uwagi na to jaka ona jest. Jak Arek sobie poszedł, to Marcin zaczął mi tłumaczyć, że mnie kocha. A ja się rozpłakałam i dalej swoje. Tamten nie wiedząc jak mnie uspokoić, zaczął walić pięściami o ściane. Inteligentny sposób na uspokojenie dziewczyny. Taa......a mnie to jeszcze bardziej podkręcało do dalszego wycia. Byłam wtedy kompletnie zalana, nawet nie mogłam na nogach ustać, ale pamiętam wszystko co mówiłam.....wszystko. W sumie ciesze się że tyle wypiłam, bo gdyby nie to, nigdybym mu o tym wszystkim nie powiedziała. On też mi wszystko wyjaśnił. I spędziliśmy ze sobą tyle czasu....było cudownie=] Mam nadzieję, że pomiędzy nami będzie już wszystko Ok. I że już nigdy nie będzie próbował odsunąć mnie od siebie, jak będzie miał jakiś problem....



Taaa.....impreza udana, bo z NIM:**, ale w niedziele to byłam kompletnie nie do zycia=P. Wszystko mnie bolało i byłam zmęczona. A tu jeszcze do babci musiałam jechać z rodzicami. Masakra.....wszyscy tak mnie denerwowali, że myślałam że wyskocze zaraz przez okno z okrzykiem: "To wasza wina". Dzisiaj też mnie jeszcze kości bolą, ale już troche mniej.
Ehh......za 3 dni moje urodzinki. Ale ten czas szybko leci, będe miała już 17 lat. A pamiętam jak niedawno miałam 14. Ehhh.....strasznie szybko to zleciało....
Pozdrawiam:**


2009-02-20 Źle mi=(
Wczoraj mnie wystawił, po prostu nie przyszedł. A ja?? Ja jestem totalnie rozbita. Pokłóciliśmy się. Nie odzywa się. Nie moge tego wytrzymać=(. Chciałabym zacząć wszystko od początku. Zapomnieć o tym co złe......Ale czy on tego chce?? Ja go tak bardzo kocham i nie wyobrażam sobie zycia bez niego. Co mam zrobić żeby to wszystko naprawić?? On twierdzi, że mnie kocha. Tak bardzo bym chciała, żeby wszystko się ułożyło. Ale najwyraźniej moje chęci tutaj nie wystarczą=( On też musi tego chcieć tak samo jak ja.....

2009-02-18 Zagubiona
Wiedziałam, że w końcu to nastąpi. Tydzień względnej radości to stanowczo za dużo od życia. Wszystko jest bez sensu. Czuje się taka niepotrzebna. On znowu mnie wystawił i stwierdził, że mu się przyjść nie chce. Teraz już nawet jemu nie jestem potrzebna.
Trudno jest opisać to co teraz czuje......Ten ból przeszywający moje serce......Brak zainteresowania moją osobą przez kogokolwiek......Samotność w tłumie- czułam to......Moja inność. Mam wszystko czego tylko zapragne, ale są to niestety tylko rzeczy materialne. Dusze się. Wszystko bym oddała za szczęście i pokój wewnatrz mnie. Za brak bólu i cierpienia, za zwyczajne szczęście, zainteresowanie...... A teraz jak wygląda moje życie?? Wstaje rano, przełaże cały dzień i ide spać, byle do następnego dnia. Wiem, że w ten sposób trace swoją młodość. Wiem, że potem może tego będę żałować, ale teraz mi nie zależy na życiu. Nic już nie ma sensu. Moge godzinami gapić się na spadające płatki śniegu......wyłączyć się i nie myśleć.....nikt by nawet nie zauważył. Bo kogo to obchodzi...... A mój chłopak?? Hmm..... On też sprawia wrażenie niezainteresowanego. Bo po co?? Przecież jest tyle ważniejszych spraw. Ehhh.....nawet z jego strony nie moge liczyć na wsparcie. I to właśnie niszczy zaufanie pomiędzy nami. Tworzy się ogromna przepasć.....Jak ja mam mu zaufać i mówić o swoich problemach, jeżeli ja czuje, że jego to kompletnie nie obchodzi?? Nie będę rozmawiać z nim na ten temat. Nie chce tej sztucznej litości nad biedną dziewczynką, która nie potrafi sobie z życiem poradzić. 
Ja chcę tylko trochę ciepła i zainteresowania. Czy to tak wiele?? 

2009-02-17 I need angel......=(
I kolejny dzień nudzenia się. Z jego strony znowu jakaś marna wymówka......Tylko że ja mu już nie ufam tak jak wcześniej......nie po tym co zrobił.....Miała być rozmowa na temat zaufania i będzie, to go nie ominie.
Ahh......czuje się taka zagubiona. Chciałabym żeby mnie po prostu przytulił i bez żadnej rozmowy zrozumiał co teraz czuje. Ale nie ma co wierzyć w bajki, tak się nie stanie. On zauważy, że ze mną jest coś nie tak jak bedzie już za późno, jak będe stała nad samą przepaścią......=( Jestem za słaba na te wszystkie problemy......ten ciężar życia spadł na mnie tak nagle....Gdy nadejdzie kolejna próba, czuje że już tego wszystkiego nie zniose. Może i gram twardą, ale w rzeczywistości jest inaczej. Zbyt łatwo mnie zranić. Tylko kogo obchodzą moje uczucia. Prawda jest taka że NIKOGO. Widocznie tak już musi być. A może jednak ktoś kiedyś zauważy, że ja też mam uczucia i je uszanuje. Chciałabym, żebyś TY to zauważył...... 

2009-02-16 Feeerrrrriiiieeee =P

Ehhh..... ferie......=] Jak na razie spędzam je na odsypianiu. Ide spać o 21:00, wstaje po 9. Moja mama już się nawet ze mnie śmieje, że ciągle śpie=P. Taaa.....tylko co ja mam lepszego do roboty?? Nic. A takto jak pójde spać, to przynajmniej mi się cos przyśni.
Ahhh ten śnieg......strasznie potrafi utrudnić życie. Jakby go nie było, to nie siedziałabym sama w Walentynki. Ale są też plusy. Dzisiaj natarłam chyba wszystko co się ruszało=] I jestem z tego powodu niezmiernie zadowolona=]. Jeszcze jutro ma braciszek przyjechać=] hehe o jak miło:D. Suchy do domu napewno nie wróci=]. Kurde, zachowuje się jak małe dziecko=D Nawet bałwana zaczęłam lepić=]. Ale co tam, to w końcu ferie=] trzeba się wyszaleć=].
A tak pozatym, to się nudze i eksperumentuje z kolorami cieni do powiek=P. Miałam postanowienie czytać tą durną lekture, ale najwidoczniej na postanowieniu się skończy.
W sobote ma być impra. I może być całkiem milutko, o ile wszystko wypali. A jak nie wypali, to bynajmniej bedzie woda % i będzie wesoło=P przynajmniej mnie=]. Ale pieprze głupoty....=P

2009-02-14 "Bo miłość jak ogień rozpala nasze serca, niech płonie tak codzień by zgasnąć nagle w nie w czas......"
Życie na prawde jest zmienne i zaskakujące.....Spotkałam Go przypadkiem kiedy zmierzałam, na spotkanie z moim "pocieszeniem". To było takie dziwne uczucie.....Jakby ktoś nami pokierował....I nasze drogi znó się skrzyżowały..... Darłam się na niego jak nie wiem co, nie ważne że byli tam inni ludzie......Zasłuzył....Ehhhh.....po raz kolejny przekonałam się że faceci MAJĄ SIANO W GŁOWIE albo KOMPLETNĄ PRÓŻNIE. Chciał mi oszczędzić zmartwień i cierpienia.....taaa....rzeczywiście mu się to udało=/ Osiągnął skutek odwrotny=P Nie ma co, on ma wyjątkowy talent do pakowania się w problemy=P. Czeka go jeszcze pogadanka na temat zaufania. Tak łatwo mu nie odpuszcze....
Dzisiaj Walentynki i muszę je spędzić sama=(......Powody?? POGODA. Głupi śnieg, zawsze jest wtedy kiedy go nie potrzeba. A Marcinowi nie pozwole się ruszać nigdzie w taką pogodę. Może chociaż coś fajnego w TV będzie lecieć :P......


2009-02-08 Smutek i żal
Znowu ten sam ból.....Zawód......Nigdy nie pomyślałabym, że mnie tak potraktuje=( Tylko dlaczego ja go ciągle kocham?? Chciałabym tak po prostu przestać.....Ale się nie da=( Jak moge wymazać z pamięci najszczęśliwszy okres mojego życia?? Nie moge......=( Nigdy nie zapomne tych wieczorów.....i tych gwiazd błyszczących na niebie.....tego słodkiego zapachu lata....To on otworzył mnie na świat.....Płakać mi się chce=( Nigdy tego nie zapomnę......Ale dlaczego mnie tak po prostu zostawiłeś?? Bez słowa.....Mówiłeś że mnie kochasz, że chcesz być ze mną już na zawsze......Co się z nami stało?? Zrobiłabym wszystko żeby to naprawić.....Ale to już nie odemnie zależy.....=(

2009-02-07 Szkoda gadać......=(=(
Zrobiłam największy błąd w swoim życiu i zaangażowałam się, zaufałam mu. Uwierzyłam w to, że mnie nie skrzywdzi, bo przecież obiecał......A on?? On po prostu ma mnie gdzieś. Potraktował mnie jak starą zabawkę, którą się znudził i rzucił ją w kąt. Tak, ma mnie gdzieś......Jak ostatnio z nim gadałam to twierdził, że ojciec mu telefon zabiera, tak....tylko ja wtedy dzwoniłam z innego numeru. On nie wiedząc że to ja - odebrał. Jego siostra mi powiedziała, że ojciec faktycznie zabrał mu telefon i że raczej się z nim nie skontaktuje, bo cały czas włóczy się z kolegami ( a do mnie jak twierdził, nie może przyjechać, bo ojciec mu nie pozwoli). Dzisiaj dzwoniłam do niego i 2 razy odrzucił, a potem wyłączył telefon. A więc nie mam się już co łudzić. On mnie nie kocha. Najdziwniejsze jest to, że nawet mi tego nie napisał. Nie wierze w to, żeby żaden z jego kumpli nie miał kasy na koncie. Nie wiem co ja mu takiego zrobiłam, ale jak nie chce mieć ze mną nic wspólnego, to ja się nie bede narzucać. Nigdy nie pomyślałabym, że on mnie tak potraktuje. Teraz już wiem, że za bardzo mu zaufałam. Jak się nie odezwie do niedzieli, to posłucham rad przyjaciółek. Będę sie zachowywać tak jak on. Ale na prawde nie rozumiem tego, dlaczego on mi wprost nie napisze, że mnie nie kocha?? Dlaczego nie zerwie?? Przecież już nawet gadać ze mną nie chce. Nie rozumiem tego.
Najzabawniejsze jest to, że już 2 raz zostałam tak załatwiona i to przez faceta. Tylko, że tamten nie odzywał się do mnie przez ponad 2 tygodnie. No ale widze, że Marcin dąży do pobicia tego "rekordu".
Ehhh......człowiek się podobno uczy na swoich błędach. No ale widocznie nie ja, bo już 2 raz jestem w takiej sytuacji. To pewnie kara, za moją głupotę. Ja zawsze doceniam to co miałam, jak to strace. Ale tym razem nie popełniłam błędu przeszłości. Nie byłam taka zapatrzona w siebie. Próbowałam to ratować. Mam czyste sumienie. Przynajmniej się starałam. No ale ja go do niczego nie zmusze......
Wyciągnęłam już z tej sytuacji wniosek. JUŻ NIGDY NIE ZAANGAŻUJE SIĘ W ŻADEN ZWIĄZEK. Faceci nie są tego warci. Myślałam, że on jest inny......niezwykły......idealny......planowałam z nim swoją przyszłość......zastanawiałam się jakim będzie ojcem......W jednej chwili zniknęła cała bajka. On jest taki jak wszyscy inni. Przykro mi, że mnie tak potraktował. Naprawde=(. Myślałam, że on jest inny......
Dzisiaj poczyłam przypływ nowych postanowień. Przypływ sił. Dar od Boga, abym walczyła. Nie zabije się......nie zrobie mu tej przyjemności. Będe walczyć - tak chce Bóg. Będę walczyć o swoją przyszłość i o swoje marzenia. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Złamane serce, lecz mocna psychika. I upór......który doprowadzi mnie do celu......

2009-02-06 Załamana......
On mnie nie kocha. Dodzwoniłam się dzisiaj do niego. I byłam nie miła. Miałam zadzwonić później.....Dzwoniłam.....Nie odebrał =( Dzwoniłam do jego siostry.....Powiedziała mi że gdzies sobie z kolega poszedł=(( Próbowałam się dowiedzieć kiedy wróci.....Ona nic nie wie:(:(..... Czuje się taka niepotrzebna. Postanowiłam, że od dziś bede błagać Boga, aby odebrał mi moje życie. Będę błagać z całego serca.....z całej duszy......Ja już nie mam po co żyć. Drugi facet mnie tak potraktował i to dokładnie w ten sam sposób. Zostawił samej sobie. Pewnie teraz myśli "Niech się zabije, wreszcie będe miał spokój"......



2009-02-03 Kim jestem??
Ostatnio zastanawiam się co ze mną jest nie tak......Ja po prostu boje się żyć......Boje się że ktoś mnie zrani....oszuka....zbeszta....Boje się bólu....boje się cierpieć. Boje się złego zdania na mój temat.....wypadków samochodowych.....wody....ognia....ciemności....a przedewszystkim własnych mysli, nad którymi nie potrafie zapanować. Boje się braku akceptacji i pokazania swojej prawdziwej natury, swojego prawdziwego ja.... Na codzień udaje twardą, niezniszczalną, wszyscy się mnie boją bo nigdy nie wiadomo co powiem......ale ja taka nie jestem, jeśli ktoś jest fair wobec mnie napewno złego słowa odemnie nie usłyszy. Nikt nie zna mojego prawdziwego ja, bo jeśli się przed kimś otworze to bardzo łatwo mnie zranić. A jaka jestem?? Cicha, spokojna, przewrażliwiona, uwielbiam samotnosć i mówić sama do siebie, myśleć nad celem mojego istnienia.....Uwielbiam marzyć.....W moich marzeniach moge być przynajmniej tym kim chce. Nawet wiatrem tańczacym po niebie....motylem....słońcem....wszystkim.....Bo to moje marzenia i myśli, nikt ich nie pozna i to właśnie jest cudowne.
 


Ostatnio czuje się tak jakbym żyła w innym świecie. Czuje się taka nieobecna.....Idąc drogą którą chodze codziennie, mam w pewnym momencie wrażenie, że ide nią pierwszy raz w życiu. Albo zamyśle się i czuje się jakbym odfruwała......i nagle się budze i....przez moment nie wiem gdzie jestem.....To może tylko świadczyć o jednym- o moim postępującym obłędzie.....Bo tego nazwać inaczej sie nie da. Coż najwyżej wyladuje w przytulnym pokoiku bez klamek.....Takie życie......

2009-02-03 Nijakość z przebłyskiem słońca
Moje samopoczucie stało się takie jakieś nijakie.....Uspokoiłam się troche, bo wiem co się z NIM dzieje. Ehh.....jak można dać sobie telefon zabrać. Bez komentarza. Ale i tak musze z nim pogadać na temat naszego związku. Wszystko wymknęło mi się z pod kontroli.......Wcześniej mogłam to wszystko kontrolować. Te uczucia.....Ale teraz wiem, że naprawde go KOCHAM i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Kiedyś się zastanawiałam, jak to by było z innym.....próbowałam sobie wyobrazić ten związek i......nie dałam rady. Nie potrafiłabym komuś aż tak zaufać jak jemu. Tu nie chodzi o takie zaufanie, że ja mu coś powiem, a on nie powtórzy (to jest podstawa) tylko o takie że UFAM mu że on mnie nie skrzywdzi i moge się czuć przy nim bezpieczna, a to dla mnie jest najważniejsze. Mam tylko wątpliwości do tego uczucia którym on podobno mnie daży. No bo fakt faktem ostatnio się dziwnie zachowuje......
Dzisiaj mój dzień minął wyjątkowo pozytywnie. Od 3 tygodni nie miałam takiego humoru. Trwał on co prawda 4 godziny, ale zawsze to coś=P. Rano Krzysiu mnie rozbawił=P hehe z nim nie da się nie śmiać=P. Taki kolega jak on to prawdziwy skarb=P Potem WDŻ (czytaj:"sex"), zabawnie było.....=] Babka pytała chłopaków w jaki sposób zaciagnęli by swoje dziewczyny do łóżka=] A wniosek wyniesiony z tej lekcji: "Sex przed małżeński jest jak najbardziej wskazany, bo trzeba się "wypróbować" ". Hehe ja nie komentuje czego oni nas w tej szkole uczą......=]


2009-02-01 Samonta.......
Nie obchodze GO. Do takiego doszłam wniosku. Nie odbiera odemnie tel. Nie reaguje na nic. Ciągle się łudze, że mi się wydaje, że może ma jakiś ważny powód, że może coś się stało i nie może gadać. Ale prawda jest jedna on NIE CHCE i mnie NIE KOCHA. Taaa właśnie teraz, kiedy uświadomiłam sobie, że kocham go najbardziej na świecie, on mnie nie chce...... Nie wiem co teraz zrobie, najchętniej bym się zabiła. Nikomu nie jestem potrzebna. Jestem śmieciem którym wszystkim przeszkadza. Coraz więcej ludzi pokazuje mi jak mało dla nich znacze, a teraz.....TY.....Ciebie też nic nie obchodze. Chcesz żebym się wykończyła.....chcesz tego.....Ale ja sama nie potrafie, nie moge......Błagam Boga, aby zabrał mnie z tego świata.....Tylko dlaczego jeszcze żyje?? Nie moge tego pojąć. Nie jestem tu nikomu potrzebna, wręcz mają mnie dość. Dlaczego Boże nie zrobisz im tej przyjemności i mnie z tąd nie weźmiesz?? Moje życie nie ma już sensu i wątpie żeby kiedykolwiek je odzyskało. Moja dusza cierpi i umiera.....tylko TY ją możesz wskrzesić, ale.......TY TEGO NIE CHCESZ......


Zobacz serwisy INTERIA.PL